A to ciekawe

/
Live

Małopolski sanepid odradza organizację wesel w trzech powiatach

Małopolski Państwowy Wojewódzki Inspektor Sanitarny wydał specjalny komunikat, w którym odradza organizację przyjęć weselnych na terenie miasta Nowego Sącza oraz powiatów nowosądeckiego, suskiego i wadowickiego, gdzie dynamicznie rozprzestrzenia się koronawirus. Komunikat ten trafił do wiadomości także wszystkich Powiatowych Inspektorów Sanitarnych…

Sejm uchwalił nowelę m.in. zakazującą hodowli zwierząt na futra i ograniczającą ubój rytualny

Sejm uchwalił w piątek nowelę ustawy o ochronie zwierząt, która m.in. zakazuje hodowli zwierząt na futra i wprowadza ograniczenia uboju rytualnego. Za jej przyjęciem głosowało 356 posłów, 75 było przeciw, a 18 wstrzymało się od głosu. Teraz nowelizacja trafi do Senatu.

Spośród 229 przedstawicieli Zjednoczonej Prawicy, którzy wzięli udział w głosowaniu, nowelizację poparło 176 posłów PiS oraz minister rozwoju Jadwiga Emilewicz (Porozumienie). Natomiast przeciw noweli zagłosowali wszyscy posłowie Solidarnej Polski. 15 posłów Porozumienia wstrzymało się od głosu, 2 było przeciw. Przeciwko noweli opowiedział się też m.in. minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski (PiS).

Nowelizacja wprowadza m.in. zakaz hodowli zwierząt na futra z wyjątkiem królika. Nowela przyznaje prawo do rekompensaty z budżetu państwa z tytułu zaprzestania chowu lub hodowli zwierząt futerkowych. Przepisy dotyczące zakazu hodowli zwierząt na futra mają wejść w życie po upływie 12 miesięcy od ogłoszenia noweli.

Zgodnie z nowelą ubój rytualny ma być możliwy tylko na potrzeby krajowych związków wyznaniowych; kwalifikacje osób uprawnionych do uboju rytualnego, jego warunki i metody określać ma w drodze rozporządzenia minister rolnictwa w porozumieniu z ministrem spraw wewnętrznych. Podmiotom wykonującym ubój rytualny ma przysługiwać rekompensata z budżetu państwa z tytułu ograniczenia lub zaprzestania tej działalności.

Nowelizacja wprowadza też zakaz wykorzystywania zwierząt w celach rozrywkowych i widowiskowych i usuwa cyrki z listy podmiotów, które mogą sprowadzać zwierzęta z zagranicy.

W nowelizacji zmienione zostały ponadto definicje „kota rasowego”, „kojca” i „kolczatki”.

Uchwalone w piątek przepisy zakazują trzymania zwierząt domowych na uwięzi na stałe oraz używania kolczatek, zaś w przypadku tymczasowego uwiązania długość uwięzi musi wynosić minimum 6 m i zapewniać zwierzęciu korzystanie z powierzchni co najmniej 20 m.kw. Nowela zabrania trzymania zwierząt domowych na uwięzi dłużej niż 12 godzin w ciągu doby.

Nowela określa również warunki trzymania zwierząt w kojcu, w zależności od wysokości zwierzęta w kłębie. Dla zwierząt o wysokości do 50 cm w kłębie, powierzchnia kojca nie może wynosić mniej niż 9m kw. W przypadku zwierząt o wysokości od 51 do 66 cm w kłębie, powierzchnia kojca musi wynosić co najmniej 12 m kw. Powyżej 66 cm wysokości zwierzęcia w kłębie, powierzchnia kojca nie może wynosić mniej niż 15 m kw.

Wśród nowych przepisów znalazł się także zapis, że opiekę nad bezdomnymi zwierzętami realizują gminy oraz organizacje społeczne, zajmujące się statutowo ochroną zwierząt, działające nie dla zysku. Przepisy nakładają też na lekarzy weterynarii obowiązek kontroli schronisk dla zwierząt raz na kwartał.

Według noweli, w przypadkach niecierpiących zwłoki, gdy dalsze pozostawienie zwierzęcia u dotychczasowego właściciela zagraża jego życiu lub zdrowiu, właściwa organizacja – w asyście policjanta, strażnika gminnego lub lekarza weterynarii, odbiera mu zwierzę i zawiadamia władze samorządu, a kosztami akcji służb obciąża się właściciela. Zaś w przypadku nieuzasadnionej interwencji kosztami obciąża się właściwa organizację.

Nowe przepisy przewidują także utworzenie Rady ds. zwierząt przy ministrze właściwym do spraw administracji publicznej. W skład Rady mają wchodzić przedstawiciele stowarzyszeń ochrony zwierząt, schronisk, instytucji naukowych, lekarze weterynarii oraz hodowcy. Organ ma składać roczne sprawozdania na temat dobrostanu zwierząt.

Zgodnie z nowelą, wprowadzone zostaną dodatki dla opiekunów zwierząt, które były wykorzystywane np. przez Policję, wojsko czy Straż Graniczną. Wysokość takiego dodatku w rozporządzeniu określa rząd, dodatek byłby wypłacany do śmierci zwierzęcia, nad którym sprawuje się opiekę.

Nowelizacja ma wejść w życie po upływie 30 dni od dnia ogłoszenia, z wyjątkiem m.in. przepisów dotyczących zakazu chowu zwierząt na futra, które mają wejść w życie po upływie 12 miesięcy oraz przepisów dotyczących m.in. zakazu trzymania zwierząt domowych na uwięzi w sposób stały, które mają wejść w życie po upływie 6 miesięcy od ogłoszenia. (PAP)

„Dostałem drugie życie” – powiedział po przeszczepie pan Grzegorz. Koronawirus zniszczył mu płuca. 45-latek pracował w tyskim szpitalu

x-news

45-letni pan Grzegorz jest pierwszym w Polsce i ósmym na świecie pacjentem, któremu udało się przeszczepić płuca po zakażeniu koronawirusem. Organizm mężczyzny mocno walczył o życie. Pomogli lekarze i miłość do żony, 2–letniego synka i wyczekiwanej córeczki, która wkrótce ma przyjść na świat.

Wysoka gorączka, osłabienie

Pan Grzegorz pracował w szpitalu zakaźnym. Nie miał kontaktu z pacjentami, zajmował się sterylizacją narzędzi medycznych. – Zaczęło się od wysokiej temperatury. Z dnia na dzień stawałem się coraz bardziej osłabiony, do tego stopnia, że w nocy spałem na siedząco – opowiada.

Mężczyzna został zabrany karetką do szpitala zakaźnego w Tychach, tego samego, w którym pracował. Lekarze podali mu tlen i leki przeciwzapalne. Dostawał też osocze od ozdrowieńców. Nie było jednak poprawy. Jego stan zdrowia pogarszał się.

– Badania pokazały, że połowa jego płuc zajęta jest procesem zapalnym. Po czterech dniach od przyjęcia, zajęte było już 90 proc. miąższu płuc. Grzegorz się bał, ale nie dawał tego po sobie poznać. Walczył długich dziesięć dni – mówi anestezjolog dr Justyna Krypel-Kos.

Mimo tlenoterapii, mężczyzna miał coraz większe kłopoty z oddychaniem. Lekarze musieli podłączyć go do respiratora. – Przed intubacją zacząłem mieć obawy o to, co dalej – wspomina pan Grzegorz. I dodaje: Byłem na pograniczu, między życiem i śmiercią. Bardziej jednak śmierci. Wystarczył tydzień dłużej i mogłem tego nie przeżyć.

Płuca pana Grzegorza nie regenerowały się. Anestezjolodzy ze szpitala w Tychach zareagowali bardzo szybko. Dzięki ich trafnej decyzji, pan Grzegorz został przewieziony do Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, gdzie został podpięty do ECMO, czyli sztucznego płuco–serca, które natleniało jego organizm.

– Lekarka powiedziała mi, że podpięcie pod ECMO to rozwiązanie na chwilę, żeby płuca się zregenerowały, ale to się nie działo. Pojawiały się myśli, że zostanę sama z dwójką małych dzieci, a mąż nawet nie zobaczy naszego drugiego dziecka – przyznaje pani Dorota, żona pana Grzegorza.

Zdrowy, nigdy nie chorował

45-latek nie miał żadnych chorób przewlekłych. Razem z żoną i synkiem tworzyli szczęśliwą rodzinę. Będąca obecnie w szóstym miesiącu ciąży żona pana Grzegorza i ich syn też zachorowali. W ich przypadku choroba miała łagodny przebieg. Pani Dorota była na kwarantannie, kiedy jej mąż został zaintubowany.

– Nie da się opisać tego, co przeżyliśmy. Straszny był każdy dzień. Syn dopytujący co rano o tatę i ta świadomość, że mąż walczy o życie i nie wiemy co dalej, bo nikt nie jest w stanie go wyleczyć. Codziennie wysyłałam mężowi zdjęcia, pisałam do niego. Tak jakby był w delegacji. Wiedziałam, że kiedyś będzie miał szansę zobaczyć, co w tym czasie robiliśmy – opowiada pani Dorota.

Ostatnią szansą dla pana Grzegorza był przeszczep. Lekarze z Krakowa poprosili o pomoc kolegów z Zabrza. Pan Grzegorz trafił do Śląskiego Centrum Chorób Serca. W Polsce nie ma pilnej listy do przeszczepów płuc. Jednak w tak krytycznej sytuacji, jeden z ośrodków przekazał organy poza kolejnością. Kardiochirurdzy z Zabrza, pomimo że nigdy wcześniej nie wykonywali takich operacji, w tak ostrych stanach zapalnych i przy podłączeniu pacjenta do ECMO, zdecydowali się przeprowadzić ten ryzykowny zabieg.

– W medycynie prawie zawsze na pierwszym miejscu są względy medyczne, ale kiedy dowiedzieliśmy się, że ten pacjent jest młodym ojcem, a wkrótce zostanie ojcem po raz drugi, stało się jasne, że nie możemy przejść obok tego obojętnie. Zaakceptowaliśmy ryzyko – wyjaśnia dr Maciej Urlik, kardiochirurg ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

W trakcie operacji kardiochirurdzy zorientowali się, że klatka piersiowa pana Grzegorza zmniejszyła się w wyniku powikłań po COVID-19. Okazało się, że płuca dawcy będą dla niego za duże. – Musieliśmy dokonać chirurgicznej korekcji i nieco zmniejszyć płuca, które mieliśmy od dawcy. Procedura udała się. To duża satysfakcja i szczęście – dodaje dr Maciej Urlik.

Pierwszy w Polsce, ósmy na świecie

Pan Grzegorz jest ósmym pacjentem na świecie, któremu udało się przeszczepić płuca po zakażeniu koronawirusem. Operacja była bardzo ryzykowna, ale zakończyła się sukcesem. Kardiochirurdzy ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu są pierwszymi na świecie, którzy przeszczepili zniszczone przez COVID-19 płuca pacjentowi podłączonemu do ECMO.

– To były wielkie emocje. Popłakałem się, że jestem, żyję – nie kryje wzruszenia pan Grzegorz.

Po udanej operacji pan Grzegorz myślał tylko o jednym, by znów zobaczyć ukochaną żonę i syna. Udało się, mężczyzna wstał z łóżka i pokazał się w oknie. – To była ogromna radość. Miałam ochotę, mimo wszystkich obostrzeń, wejść tam, przytulić męża i powiedzieć mu, jak bardzo go kocham – wspomina pani Dorota.

– To były długie trzy miesiące. Tęsknię za bliskością z żoną i dzieckiem. Na pewno się do nich przytulę, bo to największy skarb w moim życiu – dodaje pan Grzegorz.

W trakcie pobytu w szpitalu, pan Grzegorz obchodził 45. urodziny. – Dostałem najlepszy urodzinowy prezent. Nowe płuca, wiadomość, że będę miał córeczkę – Emilkę.

Przed panem Grzegorzem wiele wyzwań. Rehabilitacja, dieta, stosowanie się do wielu obostrzeń ze względu na, przyjmowane przez niego, obniżające odporność leki immunosupresyjne.

– Cały czas walczyłem, by żyć. Wewnętrznie, w głowie, fizycznie, robiłem wszystko, żeby wrócić do rodziny. Mam coś jeszcze do zrobienia w tym życiu, skoro dostałem drugą szansę, drugie życie – kwituje.

x-news

Parking wśród łąk w katowickiej Strefie Kultury. Trawa na dachu i 1300 miejsc parkingowych – to niedaleka przyszłość

fot. UM Katowice

Trawa na dachu i 1300 miejsc parkingowych. Tak ma wyglądać wielopoziomowy parking w katowickiej Strefie Kultury.

Zwycięską koncepcją okazała się propozycja pracowni: ARPA Jerzy Gurawski oraz SKI Studio Błażej Szurkowski. Autorzy najlepszego projektu podkreślali, że najważniejsze było dla nich wpisanie się w kontekst otaczających budynków, tak by bryła parkingu ich nie zdominowała.

– Nasza bryła nie stwarza konkurencji dla ikonicznych budynków, które już tutaj są. Dla użytkowników, którzy akurat nie będą parkowali samochodów w tym obiekcie, będzie on elementem przestrzennym, łąką na której można spędzić czas – tłumaczyli projektanci.

fot. UM Katowice

Laureatów konkursu wyłonił katowicki oddział Stowarzyszenia Architektów Polskich. Wyniki ogłoszono w siedzibie Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia. Bogumił Sobula, zastępca prezydenta Katowic przekazał, że do konkursu miasto przyjęło ponad 100 aplikacji i blisko 70 wstępnych prac. W jego ocenie oznacza to, że miejsce cieszy się uznaniem i stanowi wyzwanie dla polskich architektów.

fot. UM Katowice

Termin budowy parkingu jest uzależniony od Światowego Forum Miejskiego ONZ w 2022 roku. Wydarzenie o światowej skali ma się odbywać w Międzynarodowym Centrum Kongresowym. Stąd budowa parkingu prawdopodobnie się przesunie. Taki scenariusz zakłada, że obiekt powstanie do sierpnia 2023 roku. Parking miałby kosztować nie więcej niż 70 milionów złotych netto i pomieścić około 1300 samochodów.

WD

Śmierć turysty w Tatrach. Spadł z wysokości około 100 metrów

W Tatrach zginął turysta po upadku z wysokości około 100 metrów. Do wypadku doszło w rejonie Orlej Perci – poinformował ratownik TOPR Andrzej Marasek. To kolejna w ostatnich dniach tragedia w Tatrach. Tydzień temu w dwóch wypadkach zginęło tam dwoje turystów.

Marasek zaapelował do turystów, by dobierali trasę do swoich umiejętności i zwracali uwagę na panujące w górach warunki.

 
 
 

Pożar w rejonie składowiska odpadów w Sosnowcu opanowany

Live

Trwający od środowego popołudnia pożar składowiska odpadów przy ul. Radocha w
Sosnowcu został opanowany – poinformował w czwartek rano zastępca komendanta
miejskiego PSP mł. bryg. Marcin Pilarski. Jak podał, strażacy będą pracowali na miejscu jeszcze
wiele godzin.

„Sytuacja jest opanowana. Na obecną chwilę można powiedzieć, że odpady już się nie palą.
Prowadzimy działania polegające na sprawdzaniu, nadzorowaniu, przelewaniu miejsc, które
jeszcze budzą wątpliwości, które jeszcze mogłyby się rozpalić” – powiedział Pilarski po godz. 6.
Rano na antenie Polsat News.

Jak dodał, działania takie będą prowadzone jeszcze „wiele godzin”. Przypomniał, że w
początkowej fazie pożar wyglądał groźnie: po zgłoszeniu ok. godz. 17.20 i przyjeździe
pierwszych jednostek na miejsce okazało się, że jest on bardzo rozległy – obejmował
powierzchnię ok. 7,5 tys. m kw. Paliły się substancje palne oraz plastiki i inne odpady.
„Pożar wyglądał bardzo groźnie: pojemniki z substancją palną rozpalały się bardzo gwałtownie
jeden po drugim. Ponieważ pożar był na bardzo dużej powierzchni, działania trzeba było
prowadzić z kilku miejsc naraz” – relacjonował zastępca komendanta miejskiego Państwowej
Straży Pożarnej w Sosnowcu.

Wyjaśnił, że pożar został opanowany przede wszystkim „przy użyciu bardzo dużej ilości wody”.
Podjęcie takiej próby w ciągu nocy śląski komendant Państwowej Straży Pożarnej
nadbrygadier Jacek Kleszczewski zapowiadał na briefingu w środę późnym wieczorem.
Jak mówił Kleszczewski, strażacy najpierw musieli zapewnić odpowiednią ilość wody, m.in.
zbudować magistralę wodną z przepływającej w bezpośrednim pobliżu rzeki Przemszy. Część
substancji, które płonęły, była składowana na zewnątrz; natomiast spłonęła też część 160-
metrowej hali m.in. z pojazdami – pożar tam został zatrzymany. Strażacy obronili też sąsiednie
budynki.

Straż pracowała przy dużej emisji dymu, dużym promieniowaniu cieplnym, przy użyciu
środków ochrony dróg oddechowych Dopytywany o palące się substancje Kleszczewski
wskazał, że strażacy podejrzewają, że są to materiały ropopochodne, ew. rozpuszczalniki.
Pytany o szkodliwość dymu z pożaru szef śląskiej PSP wyjaśnił, że w bezpośrednim kontakcie
jest on toksyczny, natomiast unosi się on do góry – grupa chemiczna strażaków na bieżąco
analizuje skład powietrza i dotąd nie było bezpośredniego zagrożenia dla mieszkańców.
„Natomiast rozsądnie jest mieć po prostu zamknięte okna” – sugerował.
Jeszcze w środę wieczorem służby kryzysowe wojewody śląskiego zaczęły rozsyłać komunikat,
że w związku z pożarem zaleca się zamknięcie okien i unikanie przebywania na zewnątrz na
obszarze miast: Sosnowiec i Dąbrowa Górnicza oraz na obszarze powiatów będzińskiego,
myszkowskiego i zawierciańskiego.
W środę wieczorem przedstawiciele samorządu Sosnowca akcentowali m.in., że w ostatnich
miesiącach miasto zawiadamiało prokuraturę i służby środowiskowe o nielegalnym
składowisku odpadów znajdującym się na prywatnej działce w rejonie ul. Radocha.

(PAP)

Groźny pożar w Sosnowcu. „Prosimy o pozostanie w domach i zamknięcie okien” – apelują prezydent miasta i wojewoda śląski

fot. Śląska Policja

Pożar wybuchł w rejonie ulicy Radocha. Na miejscu pracuje 5 zastępów straży pożarnej. Płonie składowisko odpadów. Zapaliły się pojemniki z nieznana substancją. 

– Bardzo proszę o pozostanie w domach i zamknięcie okien oraz o maksymalne ułatwianie przejazdu wszystkim służbom – apeluje na swoim fanpage’u Arkadiusz Chęciński, prezydent Sosnowca.

Po godz. 20.00 ostrzeżenie pojawiło się również na stronie FB wojewody śląskiego Jarosława Wieczorka:

„W związku z nieopanowanym jeszcze pożarem składowiska odpadów oraz powstałej w jego wyniku przemieszczającej się chmury dymu, zalecamy zamknięcie okien w mieszkaniach oraz unikania przebywania na zewnątrz na obszarze miast: Sosnowiec, Dąbrowa Górnicza oraz na obszarze powiatów: będzińskiego, myszkowskiego i zawierciańskiego.”

Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego informuje, że nie ma bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia i życia jednak zalecanie jest pozostanie w domu i zamkniecie okien.

Policjanci drogówki i prewencji kierują ruchem i umożliwiają dotarcie na miejsce kolejnym ekipom ratownictwa gaśniczego. Mundurowi proszą o stosowanie się do poleceń kierujących ruchem, którzy blokują poszczególne odcinki dróg. Apelują też do mieszkańców by nie gromadzili się w okolicy pożaru.

BP

Kraków i Małopolska ugoszczą III Igrzyska Europejskie w 2023 roku. „W Zakopanem odbędą się skoki na igielicie”

III Igrzyska Europejskie to multidyscyplinarne zawody sportowe, które odbędą się w Krakowie i Małopolsce w 2023 roku. W imprezie wezmą udział sportowcy z 24 dyscyplin. Pierwszy raz w historii do programu tych zawodów włączono skoki narciarskie na igielicie.
 
– Bardzo się cieszymy, że przed nami Igrzyska Europejskie w 2023 roku, które odbędą się w Polsce. Będą to największe igrzyska jak do tej pory. Liczymy na to, że impreza będzie cieszyła się ogromnym zainteresowaniem. Odbędzie się ona w 24 dyscyplinach sportowych. Na negocjacjach, które były w Rzymie zależało nam na tym, żeby zawody odbywały się w randze mistrzostw Europy. Wtedy podniesiemy rangę Igrzysk Europejskich. Chcieliśmy też, aby dyscypliny, które pojawią się w programie igrzysk były tymi, z których jesteśmy dumni. Możemy cieszyć się z tego, że skoki na igielicie odbędą się w Zakopanem. Będzie też koszykówka 3×3, szermierka, zapasy czy podnoszenie ciężarów. Igrzyska odbędą się na istniejącej infrastrukturze po to, aby nie generowały większych kosztów – powiedziała Danuta Dmowska-Andrzejuk.
– Cieszę się, że wspólnie możemy zorganizować te zawody i będziemy dumni z wyników naszych sportowców. Na tym nam najbardziej zależy. Możemy się cieszyć, że w trudnych czasach pandemii koronawirusa, organizujemy szereg imprez sportowych, jak chociażby Tour de Pogone. Mam nadzieję, że Igrzyska Europejskie będą dla nas powodem do dumy – oznajmiła minister sportu.
 

„To sprawa życia i śmierci”- piszą związkowcy w rozdawanych dziś przed wejściem do kopalń ulotkach. Wzywają w nich górników do „stawienia czynnego oporu”

Live
DeKa

Związkowcy z Polskiej Grupy Górniczej wręczali  dziś górnikom ulotki. Wzywają w nich do protestów. Przedwczoraj (14.09.2020) na Śląsku ogłosili pogotowie strajkowe. W zakładach założyli Komitety Protestacyjno-Strajkowe i oflagowali budynki. To reakcja na zaprezentowany im przez rząd projekt Polityki Energetycznej Państwa.

W komunikacie zawartym w ulotce związkowcy wzywają górników do „stawienia czynnego oporu”, bo w przeciwnym razie ich miejsca pracy mogą przestać istnieć. „To sprawa życia i śmierci”– napisali. Większość górników z kopalni Halemba, na pytanie czy są gotowi na strajk, odpowiada że tak:

– No raczej. Bo zostało mi 11 miesięcy do końca i teraz nie wiem czy dorobię – mówi jeden z nich. – Kopalnia Ruda to prawie 7 tysięcy miejsc pracy, z Rudy Śląskiej zrobią drugi Wałbrzych – dodaje drugi.

Ale inny górnik deklaruje, że do protestu nie przystąpi:

– A co to da? I tak rząd zrobi co chce.

– Rząd postawił nas pod ścianą – tłumaczy Janusz Serwański z Solidarności. Atmosferę dodatkowo podgrzał fakt, że czas jaki rządzący dali związkom zawodowym na zaopiniowanie założeń projektu Polityki Energetycznej Państwa, to początkowo były zaledwie 24 godziny. Teraz rząd przedłużył ten termin do piątku.

Projekt Polityki Energetycznej Państwa d0 2040 roku zakłada szybsze odejście od węgla, a to oznacza zamykanie kopalń.

Biuletyn informacyjny wydał Międzyzakładowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy. Można w nich przeczytać, że polityka klimatyczna Unii Europejskiej doprowadzi do likwidacji kilkuset tysięcy miejsc pracy, nie tylko w górnictwie, ale też innych gałęziach przemysłu i innych branżach. I że polski rząd, na razie nie ma pomysłu na stworzenie równoważnych miejsc pracy. Na dole ulotki jest przesłanie: „Jeśli będziemy działać wspólnie i nie damy się podzielić zwyciężymy”.

DeKa

Związkowcy dali premierowi czas do poniedziałku, na osobiste zaangażowanie w negocjacje. Jeśli do tego czasu nie da odpowiedzi w tej sprawie, rozpoczynają akcje.

DeKa

Dlaczego baba w śląskim stroju nie mieściła się w autobusie i wszędzie chodziła pieszo? Tego m.in. dowiemy się w czasie tegorocznego Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu

UM Katowice

„Mobilność bezemisyjna dla wszystkich” – to hasło Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu, który w tym roku odbywa się od 16 do 22 września. 

W tym roku ETZT ma też szczególne znaczenie w obliczu pandemii koronawirusa. Komisja Europejska przypomina, że miasta powinny być budowane dla ludzi a nie dla samochodów. Wstępne badania dowodzą, że zanieczyszczenia i otyłość znacząco zwiększają zagrożenie dla zdrowia związane z COVID – 19. Kluczowe dla zachowania zdrowia publicznego są więc poprawa jakości powietrza i ruch, w tym spacery i jazda rowerem.

Od trzech lat część wydarzeń odbywała się na ulicy Teatralnej. W tym roku będzie podobnie. W najbliższy piątek będzie można m.in. posłuchać kameralnych koncertów i bajek czytanych po śląsku oraz dowiedzieć się, dlaczego baba w śląskim stroju nie mieściła się w autobusie i wszędzie chodziła pieszo. Usłyszymy też trzykrotnie (godz. 9.00, 12.00 i 15.00) hejnał miejski grany na żywo, który na jeden dzień zastąpi tradycyjny hejnał z wieży ratuszowej. Na tablicy pomysłów każdy będzie mógł zapisać swój pomysł na zrównoważony transport w mieście. Będzie to forma badania społecznego, moderowanego przez pracownika IMP im. Korfantego. Nie zabraknie też atrakcji dla dzieci. Specjalną ofertę przygotował też dla mieszkańców operator elektrycznych hulajnóg i skuterów.

W wydarzenie włączy się Straż Miejska w Katowicach. Zespół Prewencji i Profilaktyki Społecznej pojawi się na Teatralnej na rowerach elektrycznych, żeby zachęcać do przesiadki na ten bez emisyjny środek transportu.

Po śląsku na kogoś, kto idzie pieszo, mówi się że „idzie szłapcugiem”. I właśnie na hasło „ide szłapcugiem”, w lokalach przy ul. Teatralnej, można tego dnia liczyć na specjalną ofertę.

BP

Gang pseudokibiców rozbity po brawurowej akcji śląskich komandosów i CBŚP. Na miejscu znaleźli maczety, race, marihuanę i ochraniacze na zęby

Śląska Policja

Policjanci CBŚP i komandosi i zatrzymali 7 pseudokibiców, którym postawiono zarzut działania w zorganizowanej grupie przestępczej. Na miejscu zabezpieczyli maczety, race, marihuanę, kominiarki z emblematami lokalnego klubu sportowego oraz ochraniacze na zęby. 

Akcja katowickiej policji prowadzona była w ubiegłym tygodniu na terenie woj. śląskiego: w Chorzowie, Rudzie Śląskiej oraz Świętochłowicach. W działaniach uczestniczył przewodnik z psem do wykrywania narkotyków z Komendy Miejskiej Policji w Katowicach.

Podejrzanym grozi również kara za udział w tzw. ustawce z użyciem niebezpiecznych narzędzi takich jak młotki czy maczety. Do zdarzenia doszło w 2010 roku w Katowicach. Podejrzani mają od 23 do 40 lat.

Na wniosek prokuratora sąd nakazał  aresztowanie na  3 miesiące 6 osób.

BP

 

1 2 3 45