>
//

„Dostałem drugie życie” – powiedział po przeszczepie pan Grzegorz. Koronawirus zniszczył mu płuca. 45-latek pracował w tyskim szpitalu

9 minut czytania
x-news

45-letni pan Grzegorz jest pierwszym w Polsce i ósmym na świecie pacjentem, któremu udało się przeszczepić płuca po zakażeniu koronawirusem. Organizm mężczyzny mocno walczył o życie. Pomogli lekarze i miłość do żony, 2–letniego synka i wyczekiwanej córeczki, która wkrótce ma przyjść na świat.

Wysoka gorączka, osłabienie

Pan Grzegorz pracował w szpitalu zakaźnym. Nie miał kontaktu z pacjentami, zajmował się sterylizacją narzędzi medycznych. – Zaczęło się od wysokiej temperatury. Z dnia na dzień stawałem się coraz bardziej osłabiony, do tego stopnia, że w nocy spałem na siedząco – opowiada.

Mężczyzna został zabrany karetką do szpitala zakaźnego w Tychach, tego samego, w którym pracował. Lekarze podali mu tlen i leki przeciwzapalne. Dostawał też osocze od ozdrowieńców. Nie było jednak poprawy. Jego stan zdrowia pogarszał się.

– Badania pokazały, że połowa jego płuc zajęta jest procesem zapalnym. Po czterech dniach od przyjęcia, zajęte było już 90 proc. miąższu płuc. Grzegorz się bał, ale nie dawał tego po sobie poznać. Walczył długich dziesięć dni – mówi anestezjolog dr Justyna Krypel-Kos.

Mimo tlenoterapii, mężczyzna miał coraz większe kłopoty z oddychaniem. Lekarze musieli podłączyć go do respiratora. – Przed intubacją zacząłem mieć obawy o to, co dalej – wspomina pan Grzegorz. I dodaje: Byłem na pograniczu, między życiem i śmiercią. Bardziej jednak śmierci. Wystarczył tydzień dłużej i mogłem tego nie przeżyć.

Płuca pana Grzegorza nie regenerowały się. Anestezjolodzy ze szpitala w Tychach zareagowali bardzo szybko. Dzięki ich trafnej decyzji, pan Grzegorz został przewieziony do Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, gdzie został podpięty do ECMO, czyli sztucznego płuco–serca, które natleniało jego organizm.

– Lekarka powiedziała mi, że podpięcie pod ECMO to rozwiązanie na chwilę, żeby płuca się zregenerowały, ale to się nie działo. Pojawiały się myśli, że zostanę sama z dwójką małych dzieci, a mąż nawet nie zobaczy naszego drugiego dziecka – przyznaje pani Dorota, żona pana Grzegorza.

Zdrowy, nigdy nie chorował

45-latek nie miał żadnych chorób przewlekłych. Razem z żoną i synkiem tworzyli szczęśliwą rodzinę. Będąca obecnie w szóstym miesiącu ciąży żona pana Grzegorza i ich syn też zachorowali. W ich przypadku choroba miała łagodny przebieg. Pani Dorota była na kwarantannie, kiedy jej mąż został zaintubowany.

– Nie da się opisać tego, co przeżyliśmy. Straszny był każdy dzień. Syn dopytujący co rano o tatę i ta świadomość, że mąż walczy o życie i nie wiemy co dalej, bo nikt nie jest w stanie go wyleczyć. Codziennie wysyłałam mężowi zdjęcia, pisałam do niego. Tak jakby był w delegacji. Wiedziałam, że kiedyś będzie miał szansę zobaczyć, co w tym czasie robiliśmy – opowiada pani Dorota.

Ostatnią szansą dla pana Grzegorza był przeszczep. Lekarze z Krakowa poprosili o pomoc kolegów z Zabrza. Pan Grzegorz trafił do Śląskiego Centrum Chorób Serca. W Polsce nie ma pilnej listy do przeszczepów płuc. Jednak w tak krytycznej sytuacji, jeden z ośrodków przekazał organy poza kolejnością. Kardiochirurdzy z Zabrza, pomimo że nigdy wcześniej nie wykonywali takich operacji, w tak ostrych stanach zapalnych i przy podłączeniu pacjenta do ECMO, zdecydowali się przeprowadzić ten ryzykowny zabieg.

– W medycynie prawie zawsze na pierwszym miejscu są względy medyczne, ale kiedy dowiedzieliśmy się, że ten pacjent jest młodym ojcem, a wkrótce zostanie ojcem po raz drugi, stało się jasne, że nie możemy przejść obok tego obojętnie. Zaakceptowaliśmy ryzyko – wyjaśnia dr Maciej Urlik, kardiochirurg ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

W trakcie operacji kardiochirurdzy zorientowali się, że klatka piersiowa pana Grzegorza zmniejszyła się w wyniku powikłań po COVID-19. Okazało się, że płuca dawcy będą dla niego za duże. – Musieliśmy dokonać chirurgicznej korekcji i nieco zmniejszyć płuca, które mieliśmy od dawcy. Procedura udała się. To duża satysfakcja i szczęście – dodaje dr Maciej Urlik.

Pierwszy w Polsce, ósmy na świecie

Pan Grzegorz jest ósmym pacjentem na świecie, któremu udało się przeszczepić płuca po zakażeniu koronawirusem. Operacja była bardzo ryzykowna, ale zakończyła się sukcesem. Kardiochirurdzy ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu są pierwszymi na świecie, którzy przeszczepili zniszczone przez COVID-19 płuca pacjentowi podłączonemu do ECMO.

– To były wielkie emocje. Popłakałem się, że jestem, żyję – nie kryje wzruszenia pan Grzegorz.

Po udanej operacji pan Grzegorz myślał tylko o jednym, by znów zobaczyć ukochaną żonę i syna. Udało się, mężczyzna wstał z łóżka i pokazał się w oknie. – To była ogromna radość. Miałam ochotę, mimo wszystkich obostrzeń, wejść tam, przytulić męża i powiedzieć mu, jak bardzo go kocham – wspomina pani Dorota.

– To były długie trzy miesiące. Tęsknię za bliskością z żoną i dzieckiem. Na pewno się do nich przytulę, bo to największy skarb w moim życiu – dodaje pan Grzegorz.

W trakcie pobytu w szpitalu, pan Grzegorz obchodził 45. urodziny. – Dostałem najlepszy urodzinowy prezent. Nowe płuca, wiadomość, że będę miał córeczkę – Emilkę.

Przed panem Grzegorzem wiele wyzwań. Rehabilitacja, dieta, stosowanie się do wielu obostrzeń ze względu na, przyjmowane przez niego, obniżające odporność leki immunosupresyjne.

– Cały czas walczyłem, by żyć. Wewnętrznie, w głowie, fizycznie, robiłem wszystko, żeby wrócić do rodziny. Mam coś jeszcze do zrobienia w tym życiu, skoro dostałem drugą szansę, drugie życie – kwituje.

x-news

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

Poprzedni wpis

Zwycięstwo Piasta Gliwice w Lidze Europy

Następny wpis

Tarnów: zmarła Dorota Skrzyniarz