Kuchnia: Niemcy zeżarli naszego żubra, a „ruscy” z wojskowej bazy w Żdżarach niedźwiedzia. A co było w konserwach?

5 minut czytania

Bohaterski polski żubr, który zdołał przeprawić się wpław przez Odrę i dopiero wtedy został przez Niemców zabity, zrobił światową karierę.

Nawet wpływowy amerykański dziennik „New York Times”, pismo o światowym zasięgu pisało o pożałowania godnym incydencie, zauważając, że Niemcy, po zastrzeleniu „Polaka”, zeżarli go na grillu. A chronione, rzadkie w Europie zwierzę- Polska jest jego największą, przed Białorusią ostoją- mogło by przecież zostać skonsumowane w bardziej wyszukany sposób.

Na przykład w postaci consomme: żubrzynę należy umyć, zemleć, zalać wodą, posolić i ugotować na małym ogniu pod przykryciem (potrzeba nam będzie do tej celebracji 30 dag mięsa bez kości), seler umyć, obrać, opłukać razem z pietruszką, zemleć, połączyć z białkiem, włożyć do rosołu, roztrzepać trzepaczką i mieszać do chwili zagotowania. Potem dodać natkę i gotować powoli ok. 10 minut, doprawić…

Wykwintnym daniem byłby też rosół z żubra, żubr po białowiesku, po myśliwsku, pieczeń z żubra po chłopsku (!), zrazy zawijane z żubra, befsztyk z żubra a la Jagiełło, polędwica z żubra po prezydencku, albo wręcz gulasz z serca żubra.

Wszelkie te dania podaję za książką „Przysmaki kuchni myśliwskiej” Henryka Dębskiego, wydanej przez Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne w pamiętnym dla naszego kraju 1989 roku.

Podaję je na wszelki wypadek, bo warto przypomnieć, że żubra w naszych stronach gościliśmy ostatnio w 1987, a więc dokładnie 30 lat temu. Przyplątał się w te strony jako zbieg z Puszczy Niepołomickiej i żył przez jakiś czas w Lasach Wierzchosławickich, został tu nawet sfilmowany i obfotografowany przez myśliwych. Budził niemałą, zrozumiałą sensację. Co prawda nie podzielił losu nieszczęśnika, który przedarł się do Niemiec, ale…

Ale wtedy właśnie w sklepach ówczesnego PSS Społem w Tarnowie „rzucono” na wygłodniały rynek mięsny… konserwy z żubra! Zapakowane do sporych metalowych puszek nazywały się „potrawką z żubra” i bardzo długo przeleżały na sklepowych ladach: naród się jakoś tego nie imał, bo tradycji jadania żubrzyny zapomniano, a poza tym należała ona niemal wyłącznie do królewskiego rodu. Królów zaś w połowie lat 80 – tych minionego wieku dramatycznie w Polsce brakowało.

Henryk Dębski, autor przywołanych tu „Przysmaków…” podaje też 11 przepisów na potrawy z niedźwiedzia, w tym ”łapy z niedźwiedzia po polsku”: sprawione łapy umyć, sparzyć wrzątkiem, zalać wywarem z jarzyn i ugotować na małym ogniu. Następnie wyjąć z naczynia i przekrajać każdą na 4 części. Cytryny umyć, sparzyć, obrać ze skórki, pokrajać w półplasterki, cebule obrać, podsmażyć, oprószyć mąką , zasmażyć nie rumieniąc, rozprowadzić śmietanką z winem, połączyć z cytrynami i kaparami, dusić kilka minut i doprawić, wymieszać z łapami…

Łapy lizać! Swoją drogą, ciekawe czy „ruscy” z wojskowej bazy w Żdżarach, którzy upolowali niedźwiedzia, jaki znienacka w 1985 roku pojawił się w lasach w okolicach Chotowej zadali sobie tyle trudu, by w taki, proponowany przez pana Dębskiego sposób zjeść naszego „misia”, czy też, jak teraz Niemcy polskiego żubra, spaprali go na ognisku?

Zygmunt Szych

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

Poprzedni wpis

Uważajcie na parówki!

Następny wpis

Niezwykle rzadki przypadek: biała sarna! Żyje na obrzeżach Lisiej Góry