Obyczaje kulinarne. Botwinka, najcudowniejsza z wiosennych zup!

Pojawiły się wreszcie, tak długo przeze mnie oczekiwane młode buraczki z łodygami i liśćmi. Ale z półek jarzyniaków nie zniknęły jeszcze na szczęście te stare, zeszłoroczne. Z tych ostatnich przyrządzam sok, cudowny eliksir niemal na wszystko: reguluje ciśnienie, wzmacnia organizm, oczyszcza wątrobę, odtruwa organizm. Sposób niezwykle prosty: buraczki obieramy, kroimy w plasterki, zalewamy letnią przegotowaną wodą, dodajemy dużą ilość czosnku (najlepiej całą główkę), dodajemy sól i przyprawy: ziele angielskie, pieprz ziarnisty, liście laurowe, kilka ziaren jałowca. Pisałem już kiedyś o soku z buraka, ale przypominam go tu, bo wkrótce stare buraki – a tylko te na sok się nadają – znikną, i będziemy musieli poczekać do późnego lata, bo znów je zakisić.

A te młode, tegoroczne? Nie ma chyba w maju lepszej, smakowitszej i o takich walorach zdrowotnych zupy jak botwinka, też niezwykle łatwa w przyrządzeniu. Buraczki krajamy w cienkie plasterki, podobnie jak łodygi i liście. Wrzucamy to na patelnię, na rozgrzane masło i mieszamy raz po raz. Następnie zalewamy taką masę jogurtem, maślanką albo kefirem. Ja używam maślanki, tej prawdziwej, czyli pochodzącej z naszego „Mlektaru”. Innych nie używam, bo są produkowane z dodatkiem chemii i botwinka nieładnie pachnie.

 

Teraz jak kto woli: jeżeli chce się botwinkę „nagą” to nie doda się do niej wywaru z kości i jarzyn. Osobiście wzmacniam smak cielęcą kostką, bo dodaje smaku tej cudownej, wiosennej zupie. Na talerzu jajko na twardo, pokrajane w ćwiartki i… do lodówki. Bo to zupa – chłodnik, w sam raz na upały, które przecież muszą wreszcie nadejść. Będziemy się po niej czuli znakomicie w największe nawet skwary. Wzmacnia siły, a nawet, podana na zimno, gasi pragnienie.

 

I jakże tu botwinki nie gotować co najmniej dwa razy w tygodniu?

Napisz komentarz

Your email address will not be published.

Start typing and press Enter to search