Obyczaje kulinarne. Kapuśniak, zupa przedwiośnia

Zapewne nie bez powodu kapuśniak nazywano zupą przedwiośnia. Jak to na przednówku bywa, skończyły się właśnie zimowe zapasy, w tym kiszona w solidnych beczkach kapusta. Coś z tym trzeba było zrobić, więc ludzkość wymyśliła kapuśniak, jedną z najcudowniejszych zup.

Dziś kapuśniak występuje pod wieloma postaciami. W jednym z supermarketów zobaczyłem kapuśniak zapakowany w niewielki słoik. Na etykiecie napisano, że to „kwaśnica”. Kupiłem i wylałem do zlewu: paskudztwo, nie kwaśnica i nie kapuśniak.

Ta zupa ma swoje przywileje. Żeby kapuśniak był kapuśniakiem, należy najpierw kiszoną kapustę posiekać na drobne kawałki i na gęsim smalcu podsmażyć. Kiedy dodatki, takie jak liść laurowy, ziele angielskie, kolorowy pieprz, kilka ziaren jałowca obgotują się na wrzątku, możemy tę naszą kiszoną kapustę dorzucić, pod warunkiem wszelako, że najpierw do garnka włożyliśmy wędzone kości wieprzowe. Dodadzą one niepowtarzalnego smaku.

Teraz całość gotujemy na wolnym ogniu, a gotowość kapuśniaku do jedzenia poznajmy po tym, czy resztki mięsa z tych wędzonych kości… odchodzą od kości. Jeśli tak, można podawać.

Ja doprawiam taki kapuśniak solą ziołową i suszoną miętą. Zestaw taki, zwłaszcza ta mięta, może się na pierwszy rzut oka wydawać egzotyczny, ale radze spróbować. Smakuje wybornie i wydobywa z kapuśniaku coś, czego byśmy się nie spodziewali…

Napisz komentarz

Your email address will not be published.

Start typing and press Enter to search