Obyczaje kulinarne. Z porem w roli głównej

Odnoszę wrażenie, że pory są w naszej kuchni, zupełnie niesłusznie, niedoceniane. No bo uderzmy się w piersi i żałujmy za ten grzech: jak traktujemy zazwyczaj to nasze cudowne warzywo? Ot, wrzucamy je do rosołu i czekamy na efekt.

A przecież por teraz, w czasie przedwiośnia, powinien królować na naszych stołach, może nie codziennie, bo się nam przeje, ale co najmniej od wtorku po piątek, niedzieli nie wyłączając! I to w roli pierwszoplanowej. W dodatku tylko w postaci surowej, bo nie traci wtedy bezecnych mikroelementów, których w tym warzywie sporo.

Polecam zatem sałatkę z pora z dodatkiem skrojonych na dużej tarce buraków i jabłkiem. To proste: pora skrajamy na drobne krążki, dodajemy surowe utarte buraki i jabłka. Kto dba o kolorystykę takiego samodzielnego dania, może dodać zielony groszek z puszki, a kto jest wybitnym już estetą kulinarnym, dorzuci cząstki mandarynek, wyjątkowo słodkich o tej porze roku. Warto pamiętać o skrajanej w piórka czerwonej cebuli. No i mamy wtedy całą gamę kolorów na talerzu, ale przede wszystkim witaminową bombę.

Oczywiście, taką wczesnowiosenną sałatkę trzeba czymś jeszcze okrasić, żeby była sycąca. Ja gotuję kilka jajek na twardo, siekam je drobniutko i dorzucam do tego misternego dania . Żeby nam się to wszystko ciekawie połączyło, podlewam sałatkę sosem vinaigrette: pół szklanki oliwy z oliwek, wyciśnięty w prasce czosnek i rozgnieciony z solą, z dodatkiem pieprzu i sokiem z połowy cytryny. Trzeba to teraz starannie wymieszać i odstawić na pół godziny: składniki musza się ze sobą „polubić”.

A kiedy już miną te ceregiele, warte przecież zachodu, podlewamy wszystko sosikiem, wielce ponętnie pachnącym. Cierpliwości musi nam starczyć jeszcze na kolejne pół godziny, bo teraz sos musi się zaprzyjaźnić ze składnikami sałatki.

Przegryzać ten cud warto tartinkami z białego pieczywa z własnoręcznie przygotowanym twarożkiem: wystarczy rozgnieść kupiony na Burku biały serek i podlać go maślanką z naszego Mlektaru, dorzucić nieco nasion siemenia lnianego i łyżkę płatków owsianych. Kto zna się na smakach, dosmaczy to szczyptą lubczyku i doda soli ziołowej.

Nie twierdzę, że staniemy się od tego lepsi, ale na pewno przybędzie nam sił na tę kapryśną, marcowa pogodę…

Napisz komentarz

Your email address will not be published.

Start typing and press Enter to search