/

Zwyczaje i obyczaje. Od Wielkiej Środy do Wielkiego Piątku w tradycji ludowej

33 minut czytania

Obrzędy ludowe związane z Wielkim Tygodniem są pochodną wydarzeń związanych z ostatnimi dniami życia i śmierci Jezusa. Nawiązywały i nadal nawiązują do tamtych wydarzeń sprzed 2000 tysięcy lat. Na przestrzeni wieków ulegały przekształceniom niektóre adoptowano inne zostały zapomniane lub kultywowane są w szczątkowej formie.

Przypomnę niektóre bo warto w okresie Świąt Wielkanocnych zwolnić nieco i zastanowić się nad tym co minione i tym co pozostało bądź jest jeszcze kultywowane z tradycji związanych z Wielkim Tygodniem.

Wielki tydzień rozpoczyna Niedziela Palmowa. W Polsce nazywano ją kwietną lub wierzbną. Cały okres wielkiego postu związany był z prastarymi obyczajami magii wody, drzewa, ognia i walki ze złymi mocami, a także wspominaniem zmarłych.

Jędrzej Kitowicz tak pisał o Wielkim Tygodniu: „Wszyscy Polacy w duchu pobożności w Wielki tydzień odrzuciwszy dzieła światowe, zajmowali się nabożeństwem, przygotowywaniem do spowiedzi wielkanocnej nie opuszczali żadnego nabożeństwa”. Był zwyczaj odwiedzania ubogich i chorych, udzielano wsparcia potrzebującym. Dni Wielkiego Tygodnia wróżyły pogodę na cały rok. Jaka pogoda w Wielką Środę taka będzie wiosna, jaka w Wielki Czwartek takie lato. Wielki Piątek wróżył pogodę na żniwa i wykopki, a Wielka Sobota zapowiadała pogodę na zimę.

Poniedziałek i wtorek przed Wielkanocą był ubogi we wierzenia i obrzędy. Wielka Środa dopiero rozpoczynała obrzędy świąteczne Ciemną Jutrznią. Ponownie przywołam Jędrzeja Kitowicza, który tak pisał o zwyczajach tego dnia: „W Wielką Środę po odprawionej jutrzni w kościele, która nazywa się ciemną jutrznią, dlatego iż za każdym psalmem odśpiewanym gaszą po jednej świecy, jest zwyczaj na znak tego zamieszania, które się stało w naturze przy męce Chrystusowej, że księża psałterzami uderzają kilka razy o ławki, robiąc mały tym sposobem łoskot (…), swawolni chłopcy naśladując księży pozbiegawszy się do kościoła z kijami, tłukli nimi o ławki z całej mocy czyniąc grzmot w kościele jak największy”. Wówczas służba kościelna batogami próbowała przepędzić łobuzów. Dochodziło do wzajemnych utarczek z których kościelni bynajmniej nie wychodzili zwycięsko. Chłopcy zrzucali też z wierzy kościelnej kukłę wypchaną słomą i brzęczącymi przedmiotami mającą symbolizować Judasza. Andrzej Komoniecki wspomina: „po ciemnej jutrzni, kocura żywego, w garncu obsutego popiołem, z dziury kościelnego sklepienia na kościół zrzucano”. Kot również miał symbolizować Judasza.

Po ciemnej jutrzni aż do mszy rezurekcyjnej milkły dzwony. Chłopcy biegali po wsiach i posługując się kołatkami /tarapatami/, bębnami przypominali, że obowiązuje post. Nawiązywali do przepisów kościelnych i ostrzegali, że kto nie będzie w tym czasie pościł temu „ kołatkami wybiją żeby”. Uderzali kijami w płoty i furtki nie wyłączając ogrodzenia kościelnego w celu wypędzenia diabła mogącego ukrywać się w opłotkach. Poszczono pamiętając, że „Chrystus za grzechy nasze był od Judasza wtenczas zaprzedany”. Na Górnym Śląsku chłopcy przebierali się dodatkowo za Judasza i diabła, a pozostali w odwrócone do góry włosem kożuchy i chodzili od domu do domu chwaląc się, że schwytali Judasza zdrajcę, za co otrzymywali drobne datki.

Gospodarze wykorzystywali również tego dnia wodę poświęconą poprzedniego roku do święcenia swoich pól, aby dobrze rodziły. Dokonywano również sądu nad Judaszem. Kukłę zrobioną ze słomy ubraną w byle jakie łachmany z przymocowaną do ręki kaletą z potłuczonym szkłem co miało symbolizować trzydzieści srebrników chłostano na cmentarzu lub przed kościołem kijami, pałaszami. Następnie włóczono Judasza od gospody do kościoła wśród wrzawy i śmiechu zebranych. Ostatecznie topiono go lub palono.

Zwyczaj rozprawy z Judaszem odbywał się w niektórych regionach w Wielką Środę, a w okolicach Tarnowa, Rzeszowa i Nowego Sącza w Wielki Czwartek, a nawet w Wielki Piątek. Bywało i tak, że rozprawa z Judaszem dotykała żydów. W tym miejscu odwołam się po raz trzeci do Jędrzeja Kitowicza. Badacz notuje: „jeżeli Żyd jakowy, nieświadomy tej ceremonii nawinął się im, porzuciwszy zamyślonego Judasza, prawdziwego Judę tak długo i szczodrze kijami okładali, póki się do jakiegoś domu nie salwował”. Z szacunkiem i tolerancją nie miało to nic wspólnego.

Zwyczaj „palenia Judasza” zachował się do dzisiaj w okolicach Ciężkowic i Rzepiennika Strzyżewskiego. W Wielki Czwartek po zmierzchu chłopcy palą ogniska. Wrzuca się do nich gałęzie, liście i śmiecie wymiatane obejść. Ogniska rozpalane na wzgórzach tworzą szczególny świąteczny nastrój. Gospodarstwa starannie wysprzątane, a chłopcy odpalając od ognia, „kicki” czyli przymocowane do drążków, żerdzi stare szmaty, gumowe buty wołają: „Judasie bezbożniku sprzedałeś Pana Jezusa za trzydzieści srebrników”.

Ksiądz Wincenty Zaleski pisze w „Roku Kościelnym”: „Chłopcy na wsi robią kukłę, wypchaną szmatami i słomą, a wyobrażającą Judasza. Bijąc ją wśród śmiechu topią w wodzie. Jeśli jest dużo śniegu jeszcze Judasz bywa również ze śniegu”.

Wielki czwartek nosił też nazwę Wielkanocy umarłych, bowiem w tym dniu oddawano część zmarłym. Wierzono, że dusze zmarłych przychodzą do rozpalanego ognia aby się ogrzać.

Na nic zdały się jak widać nawoływania Michała z Janowca, który w 1497 roku w „Kazaniach Trzemeszczeńskich” przestrzegał przed pogańskim zwyczajem palenia w Wielki Czwartek jarzących ogni na pamiątkę dusz bliskich, a także przed wierzeniem, że dusze te do ognia przychodzą by się ogrzać.

Pozostałością po tych wierzeniach jest wiersz:

W wielki Czwartek, w Wielki Piątek

Cierpiał Chrystus za nas smętek,

Pietrze, Pietrze weź te klucze

Idź do raju wypuść dusze.

Palenie wielkanocnych ogni jest zdaniem etnografów pozostałością po pogańskich wierzeniach.

Dziewczęta jak notuje ksiądz Zaleski kąpały się w Wielki Czwartek w zimnej wodzie „ bo która panna wykąpie się w Wielki Czwartek, będzie cały rok czerwona jak krew, biała jak śmietana, zdrowa jak orzech i ponętna jak jabłuszko”. Tego dnia dziewczęta również wybiegały do lasu po lubczyk. Dodaje: „Na pamiątkę, że tego dnia w nocy Piotr zaparł się Chrystusa na pianie koguta w łęczyckim chłopcy ciągną na sznurku drewnianego, pstrego koguta, chodzą po domach, śpiewają pieśni o męce Pańskiej i otrzymują datki”.

W Wielki Czwartek, na pamiątkę wieczerzy pańskiej jedzono tajnię, czyli postną kolację. Po zjedzeniu tej kolacji według staropolskich obyczajów wielu Polaków nic nie jadło aż do wielkanocnego śniadania. Wiara w przebywanie dusz zmarłych wśród żywych w Wielki Czwartek była tak silna, że nie myto naczyń po tajni by zmarłe dusze w nocy mogły się pożywić. Zostawiano też duszom resztki jedzenia na talerzach.

W kościołach wspominane są obrzędy Wieczernika. Świeci się oleje, zawiązuje dzwony, a po Mszy Najświętszy Sakrament umieszcza w ciemnicy. Biskupi obmywają nogi starcom, jak Jezus obmywał swoim uczniom przed Ostatnią Wieczerzą. W przeszłości obrzęd ten sprawowali również królowie polscy, wielmożni panowie, bogacze myjąc nogi wybranym nędzarzom na znak chrześcijańskiej pokory i równości wszystkich wobec Boga, miłości bliźniego i braterstwa. Król Stanisław August Poniatowski po obmyciu nóg żebrakom sam później usługiwał im przy stole.

W nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek na pamiątkę przejścia Chrystusa przez rzekę Cedron wchodzono do rzek i stawów, aby się obmyć. Był to zabieg nie tyle religijny, co leczniczy i oczyszczający, bowiem wierzono, że wiosenna woda ma właśnie takie właściwości.

Józef Smosarski w swojej książce „Świętowanie doroczne w Polsce” zapisał: „Na Śląsku ceni się szczególnie wodę ze źródełka w sanktuarium maryjnym w Piekarach. Kąpiel odbywała się w milczeniu, ponieważ przez skupienie i żal za grzechy należało uczcić dzień śmierci Zbawiciela. Wychodzących z wody uderzano rózgami „na zdrowie i młodość”, w chrześcijańskiej zaś interpretacji na pamiątkę biczowania Pana Jezusa. Żeby zapobiec ewentualnemu przeziębieniu, śląska tradycja zalecała wypicie kieliszka „tatarczówki” – mocnej, gorzkiej wódki, co miało przypominać, że „Żydzi Jezusa żółcią częstowali”. Po godzinie trzeciej w domu zapadała cisza jakby umarł ktoś z rodziny. Kto tylko mógł, podążał do kościoła, aby podobnie jak obecnie, wziąć udział w uroczystym nabożeństwie z adoracją krzyża”.

Wielki piątek związany jest z liturgią Bożego Grobu.

Na Warmii był zwyczaj, że w Wielki Piątek zdejmowano krzyże ze ścian, owijano je w białe płótno i kładziono do skrzyni, która symbolizowała grób.

Kronikarze notują: „ Groby to zwyczaj gdzie indziej poza Austrią i Bawarią nieznany. Najdawniejszą wzmiankę o Pogrzebie Chrystusa i Bożym Grobie spotykamy w żywocie świętego Ulryka, biskupa Augsburskiego (+ 973 ), a w Anglii u świętego Dunstana z Kanterbury ( + 988 ). We Francji propagował ten zwyczaj biskup Jan z Arranches w XI wieku. W jednych stronach był zwyczaj składania Najświętszego Sakramentu w grobie ( Polska, Augsburg ), w innych zaś składano krzyż lub figurę Pana Jezusa ( Anglia, Francja ). W Polsce od wieku XI kładzie się i Najświętszy Sakrament i figurę umęczonego Chrystusa)”.

Zwyczaj ten do Polski dotarł z Czech i Niemiec i został dostosowany do naszej rodzimej kultury. Jego treść i symbolika jest świadectwem unikalnej harmonii tradycji świeckiej łączonej z elementami religijnymi. W przystrajaniu grobów często pojawiały się i pojawiają elementy narodowe. Zygmunt Gloger w Encyklopedii Staropolskiej stwierdza, że „w Polsce i na jej pograniczach upowszechnił się od wieków średnich zwyczaj uroczystego przybierania w „ciemnicy”, stróżowania i obchodzenia grobów”. Dodaje: Już w XVII wieku w ubieraniu grobów zaczęły pojawiać się elementy narodowe, a przy grobach „straż sprawowały specjalne warty, a pełnili ją najlepsi i najbardziej szanowani obywatele często przebrani w polskie mundury”. Do dobrego tonu w miastach gdzie kościołów było więcej należało odwiedzenie jak największej liczby grobów. Trzeba było przy każdym się pomodlić, a także złożyć datek na biednych. Odwiedzano je całymi rodzinami w godzinach popołudniowych, a służba zazwyczaj przychodziła nocą. Tradycja krakowska nakazywała odwiedzić co najmniej siedem grobów. Inne miasta nie były gorsze biorąc pod uwagę fakt, że groby urządzano w sposób daleki od jakichkolwiek schematów z fantazją artystyczną i przepychem.

W 1918 roku proboszcz W Żurowej zanotował, że w parafii przyjął się zwyczaj całodobowej adoracji w kościele, aż do rezurekcji.

W Wielki Piątek co odnotowuje Jędrzej Kitowicz „ciągnęły ku kościołom pochody biczujących się kapników z których jeden miał na głowie cierniową koronę i niósł krzyż udając Chrystusa”. Nie przedstawia ich co prawda kronikarz w zbyt dobrym świetle zarzucając im pijaństwo jednak podkreśla, że byli wśród nich również ludzie wielkiej gorliwości. Dodaje, że to nie kapnicy ich kaptury, lamenty i dyscypliny jak też potrafiące zgorszyć obchody stanowiły o nastroju Wielkiego Piątku ale właśnie pięknie przystrojone groby.

Grobów strzegły i nadal strzegą straże grobowe. August III Sas przysłał do Katedry warszawskiej drabantów, a inny kościół obdarzył artylerią konną.

Na wsiach zlecano tu znowu odwołuję się do księdza Kitowicza „pilnowanie Grobów co godniejszym personom ubierając je po żołniersku bądź szlachecku, wystawnie, pstro, jak w Poznańskiem, gdzie takich strażników z obnażonymi karabelami i w karmazynowych żupach nazywano „Turkami” co pewnie wzięło się jeszcze z epoki Sobieskiego”.

Obyczaj ten znany jest w Polsce, co najmniej od połowy XVII wieku. Pierwsze wzmianki o strażach grobowych można spotkać w źródłach z XVIII i XIX wieku.

Straże grobowe określić można jako honorowe formacje wojskowe lub parawojskowe, pełniące warty w kościołach przy grobach Pańskich od Wielkiego Piątku po południu do rezurekcji w Niedzielę Wielkanocną.

„Przy grobie w kościele kolegiackim drabanci królewscy, u panien benedyktynek w kościele Świętej Trójcy artylerystowie koronni od wstawienia do grobu Chrystusa aż do rezurekcji trzymali wartę. Gdziekolwiek zaś przed pałacami lub w koszarach stały szyldwachy żołnierskie, wszędzie przez ten czas mieli karabiny na dół rurami, a kolbami do góry obrócone, i żaden bęben żołnierski lub kapela po ten czas nie dała się słyszeć, stosując się do smutku kościelnego”. Tak Jędrzej Kitowicz w „Opisie obyczajów za panowania Augusta III” wspomina pierwsze straże grobowe.

Za czasów Augusta III straże grobowe składały się więc z drabantów królowej i oddziałów artylerii konnej. a w innych miastach i miasteczkach – z oddziałów wojskowych różnych rodzajów broni. Straże zawsze występowały w paradnych mundurach, a końcem XIX wieku w niektórych regionach Wielkopolski zaczęły pojawiać się mundury z elementami orientalnymi. Były to turbany i chociażby krzywe szable tureckie. Trudno dzisiaj jednoznacznie określić, czy były to wspomnienia po odsieczy wiedeńskiej czy może szlachta przywiozła je z Ziemi Świętej gdyż w Jerozolimie służby porządkowe pełniła policja świątynna. Turcy w strojach narodowych dzięki bogactwu kostiumów i rozbudowanym formom widowiskowym cieszą się do dziś sympatią i zainteresowaniem we własnym środowisku. Nie bez znaczenia jest również tradycja historyczna i rola, jaką odegrały niegdyś w życiu swoich miejscowości. Są straże, które powstały jako oddziały Gwardii Narodowej, a inne wywodzą swe początki od odsieczy wiedeńskiej. Forma straży zbliżona do współczesnej ukształtowała się w okresie baroku, kiedy to ceremonie religijne zostały wzbogacone elementami widowiskowymi. Lokalne straże grobowe mają niewielki zasięg, a mimo tego występuje wśród nich duża różnorodność, jeżeli chodzi o kostiumy, nazwy, a także zwyczaje towarzyszące obrzędowej oprawie.

Biorąc pod uwagę te aspekty wyróżnić można kilka rodzajów straży.

W okolicach Przemyśla przy grobie Chrystusa spotkać można „Krzyżaków” ubranych w czarne spodnie i białe koszule. Jan Grad w swojej książce „Turki – Straże grobowe Polski południowo-wschodniej 1998-1999” twierdzi, że z braku źródeł historycznych można jedynie stawiać hipotezy związane z tym obyczajem, który najpewniej ma średniowieczny rodowód i związany jest ze sprowadzeniem do Polski z Palestyny w 1163 roku zakonu Kanoników Regularnych Stróżów Świętego Grobu Jerozolimskiego zwanych również bożogrobcami lub miechowitami (od Miechowa, w którym mieli swoją siedzibę) lub krzyżakami (od podwójnego czerwonego krzyża, który był ich znakiem).

W Pruchniku koło Jarosławia występuje oddział „Grobowców” albo „Kilińszczaków noszący oficjalną nazwę „Honorowa Straż Bożego Grobu”. Został on założony w 1894 roku przez miejscowych szewców w setną rocznicę insurekcji kościuszkowskiej. Liczy 24 osoby. Członkami mogą być zarówno kawalerowie jak i żonaci. Stroje nawiązują do dawnego stroju mieszczańskiego, a stanowi je granatowy kontusz przepasany wełniany wzorzystym pasem związanym z przodu. Zielone wojskowe spodnie „rajtki” wpuszczane w wysokie cholewy „oficerskich” butów. Pod kontusz zakładana jest fioletowa lub amarantowa kamizelka ze stójkowym kołnierzem spięta srebrnym orzełkiem. Na głowie biała rogatywka z czarnym barankowym otokiem, przyozdobiona jodłową gałązką. Oddział uzbrojony jest w szable.

W okolicach Przeworska, Leżajska, Niska spotkać można „Turków”. Pomimo takiej samej nazwy różnią się jednak oni swoim wyglądem.

Ich kostium nawiązuje do XIX wiecznego munduru wojskowego. Są to zwykle garnitury lub zielone wojskowe kurtki bogato przybrane szarfami (najczęściej biało-czerwone), kolorowymi chustami, epoletami, medalami, bukietami sztucznych kwiatów itp. Jedynie mundury komendantów są odmienne. W  Gniewczynie Łańcuckiej komendant nosi niebieską kurtkę i białe spodnie. Czapki przybrane są szklanymi, kolorowymi koralami, pawimi, bażancimi lub kogucimi piórami, sznurami oraz bukietami sztucznych kwiatów. Uzbrojenie stanowią szable, drewniane karabinki lub piki. Oddział liczy od 25 do 40 osób. „Turki” trzymają straż przy grobie Chrystusa, asystują przy święceniu wody, ognia i pokarmów, biorą udział w nabożeństwach i procesjach w pierwszy i drugi dzień świąt. W Gniewczynie Łańcuckiej w pierwszy dzień świąt po sumie odbywa się pokaz musztry paradnej.

Dla „Turków” z Grodziska Dolnego, Wólki Grodziskiej i Bud Łańcuckich charakterystyczne są przypinane do czapki duże bukiety drobnych, białych kwiatków przypominających konwalie. Bukiety dodatkowo przyozdabiane są liśćmi paprotki i celofanowymi nitkami. Umiejętność wyrobu tych bukietów posiada tylko kilka kobiet we wsi. Innymi ozdobami munduru są czerwone wyłogi, a także mankiety z białym wężykiem oraz wielobarwne sznury z pomponami zwanymi koczotami.

W Grodzisku Dolnym oddział, któremu towarzyszy orkiestra, rozpoczyna po sumie w Wielką Niedzielę paradę i obchód domów. Najpierw po trzykrotnym obejściu kościoła udają się na plebanię, a następnie obchodzą kolejno wszystkie domy, popisują się musztrą i składają życzenia.

Tradycję historyczną sięgającą odsieczy wiedeńskiej mają Turki zwani „Bułgarami” z Radomyśla tego leżącego nad Sanem i Woli Rzeczyckiej.

Radomyślanie, będąc królewskimi poddanymi, byli wraz z wojskami Jana III Sobieskiego pod Wiedniem gdzie zdobyli łupy wojenne w tym zbroje i mundury tureckie. Gdy wracali z wojny trudno dzisiaj dociec czy dla fantazji, czy z konieczności poprzebierani właśnie w te mundury wkroczyli do miasta. Był Wielki Piątek. Najpierw udali się do kościoła by Bogu podziękować za szczęśliwy powrót. Przy grobie nie było żadnej straży. Zostali i sami trzymali straż. Dzisiaj z tamtych oryginalnych mundurów nic już nie zostało. Dzisiaj pełnią straż mężczyźni ubrani w niebieskie kurtki, czerwone spodnie, białe skarpety i czarne trzewiki.

Na głowach mają barwne czapki bogato przybrane koralami, pawimi lub bażancimi piórami ze znakiem gwiazdy i półksiężyca. Każdy kształt oznacza inną rangę. Na czele armii jak przystaje w wojsku stoi „basza”, któremu pomaga czterech adiutantów „kogutów”. Ważna rolę spełnia pełni też „dorda”, czyli kwatermistrz. On to do swojej manierki, czyli „ferflaszy” zlewa otrzymane od ludzi trunki takie jak wino, wódkę, piwo, czy samogon. Przygotowuje w ten sposób „turecki” napój, którym później częstuje przechodniów. W skład straży wchodzą także lekarze, zawiadowcy i figlowi ubrani w czarne kurtki, którzy jako pierwsi trzymają straż przy grobie.

Straże występują również w strojach ludowych w innych regionach. W rzeszowskiej Farze są typowe rzeszowskie stroje, a więc niebieskie kamizelki i spodnie, buty, czarne kapelusze, nabijane ćwiekami, „krakowskie” pasy i brązowe sukmany. Straż z Dzikowca nosi brązowe lasowiackie sukmany i czerwone, obszyte czarnym barankiem czapki krakowskie.

W Rzepienniku Marciszewskim obok strażaków w galowych mundurach i hełmach z toporkami u pasa stoją też kosynierzy w płóciennych pasiastych spodniach, w butach z cholewami w krakowskich czapkach w ręku trzymając kosy.

W Starej Sarzynie oprócz „turków” stoi także 12 rycerzy ubranych w łuskowe stroje z tektury, hełmy z grzebieniami na wzór rzymskich i sięgające kolan czerwone płaszcze zarzucane na ramiona. Ta tradycja została wprowadzona w okresie międzywojennym.

Straże grobowe mają niejednokrotnie bardzo długie tradycje, ale zdarza się, że niektóre powstały niedawno. W Słoninie wsi położonej niedaleko Rzeszowa założony został w 1981 roku oddział „Turków” ubrany w wiśniowe mundury i tego samego koloru ułańskie czaka. Dowódca wyróżnia się białym uniformem. Oddział liczy 25 osób i ma swój sztandar. To znak, że tradycja wielkopiątkowych straży grobowych nie zaginie. Mam nadzieję czasowo może jej przeszkodzić pandemia.

Tadeusz Mędzelowski

Fot. Ilustracyjne

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.