Opowieści niesamowite. Ostatni pociąg do Wałek

Od pewnego czasu stacyjka Wałki ucywilizowała się. Zbudowano w centrum wsi nowe, wygodne perony z zadaszonymi ławkami, zamontowano zegar, pociągi zapowiadane są przez megafon.

Nie zawsze tak było. Jeszcze do niedawna stacyjka znajdowała się w lesie, a jedynym miejscem gdzie można się było schronić przed deszczem stanowiła przerdzewiała wiata. Stąd do cywilizacji było daleko: należało przejść przez las ponad kilometrową ścieżką by dotrzeć do najbliższego przysiółka.

Ostatni pociąg z Tarnowa do Wałek wyruszał tuż przed północą i po kilkunastu minutach zatrzymywał się na leśnej stacyjce. Czasami wysiadała tu jedna tylko osoba, bywało, że dwie albo trzy. Pasażerowie wracający z nocnej zmiany w Zakładach Azotowych albo Mechanicznych. Po kilkuset metrach przez las, mijali po lewej stronie wielkie rozpadlisko w ziemi. Niegdyś był tu tartak książąt Sanguszków, z własną bocznicą kolejową. Miejsce pilnowane było przez nocnego stróża, przechadzającego się po okolicy z wielkim jak ciele, czarnym psem, postrachem ówczesnych mieszkańców.

– Dziś już nie chodzimy tędy do domów, bo stacyjkę przeniesiono o kilometr, do centrum naszej wioski. Od tej pory Stróż Nocny już się nie pojawia w ciemnościach. Nie odprowadza na rozstaje dróg…

Pan Zbyszek z Wielkiego Pola miał pierwsze, przypadkowe spotkanie ze Stróżem Nocnym kilka lat temu, tuż po północy. Był jednym z nielicznych, wracających tędy do wsi po nocnej zmianie.

– Tu się nigdy nikt nie wałęsał o takiej porze. Martwa okolica, czasami tylko przemknęło stado dzików i tyle wszystkiego. Nagle usłyszałem, idące od dawnego tartaku, szuranie liści, głośny, urywany oddech i sapanie psa. Zawołałem „kto tam?”, ale nikt nie odpowiedział. Te dziwne odgłosy trwały nadal. Poświeciłem latarką w tym kierunku.

W mdłym świetle latarki zobaczył dziwną postać. Był to rosły mężczyzna w wypłowiałym, wojskowym szynelu. Z zimna- była późna jesień- zabijał rękoma o plecy, sapiąc przy tym głośno. Towarzyszył mu wielki, czarny pies.

– Szedł raptem kilkanaście metrów ode mnie. Ale ani on, ani ten pies nie zwracali na mnie uwagi, choć kilkakrotnie jeszcze zapytałem, kto tam. Kiedy dotarłem do rozstajnych dróg, mężczyzna zawrócił i zniknął mi z oczu.

Tak właśnie: wielka czapka- baranica , wojskowy stary szynel i grube, filcowe rękawice miał wyglądać Stróż Nocny, przed wojną pilnujący tartaku. Tak go zapamiętali najstarsi mieszkańcy Wielkiego Pola.

– Następnego dnia pracowałem na popołudniową zmianę. W nocy spadł śnieg. Szedłem jak zawsze tym samym leśnym duktem do stacyjki. Mimo woli spojrzałem w miejsce, gdzie w nocy spotkałem tego człowieka i jego psa. Wokół żywej duszy, ale w śniegu zobaczyłem świeże tropy dużego psa i odbicie wielkich stóp człowieka. Prowadziły prosto do rozpadliska w ziemi, gdzie niegdyś był ten książęcy tartak…

Takich spotkań z milczącym nieznajomym doświadczyli także inni mieszkańcy przysiółka, wracający ostatnim pociągiem do Wałek. Stróż Nocny, jak go tu nazwali, nigdy nie reagował na ich wołanie, szedł przed siebie jak w malignie i znikał we mgle, kiedy pasażer nocnego pociągu docierał do rozstajnych dróg…

Zygmunt Szych

Dodał /

Napisz komentarz

Your email address will not be published.

Start typing and press Enter to search