Opowieści niesamowite. Ostatnie słowo krawca Tadka

6 minut czytania

Jest jeszcze w Ładnej koło Tarnowa ostatni skrawek Tadkowej dziedziny. To nieduży, ceglany budynek, dziś już nie bardzo wiadomo, do czego niegdyś służący, kiedy Tadek samotnie prowadził tu gospodarkę. I w tym domu, na pięterku, wychodzi na wschodnią stronę, na nowoczesny salon samochodowy okienko, w którym Tadek, kiedy słońce zapadnie gdzieś na Pogórzu, pokazuje się czasami ludziom.

 

Umarł już jakiś czas temu, nikt dokładnie nie pamięta kiedy, choć wszyscy go tu znali.

– To był człowiek wieczny, żeby tak powiedzieć – mówi o Tadku przygodnie napotkany podróżny w busie do Średzin – on żył tu już, kiedy ta droga wyboista jeszcze była, a teraz przecież asfalt od dawien dawna.

Zajrzałem do Tadka kiedyś, bo popadł w konflikt z tym salonem samochodowym. Gospodarkę miał niewielką, ot, kilkanaście kur, trochę królików i krowa. To ona była powodem sporu, bo gnój Tadek wystawiał na kupę po wschodniej stronie, tam, gdzie niedaleko sprzedawano zachodnie samochody. Przyjeżdżali eleganccy ludzie ze świata, oglądali te cacka, ale i nawąchać się musieli smrodu z Tadkowego gnojowiska, kiedy wiały od zachodu wiatry.

Był plan, żeby Tadkowi wybudować coś w pobliżu, a plac po nim i te liche budynki wyburzyć. I on miałby dobrze, i salon by nie cierpiał od gnoju. Ale Tadek przywiązany był do gruntu. Przeganiał, jak kto do niego przyjechał rozpytywać o te sprawy.

Przegonił i mnie. Z daleka pięścią pogroził, kiedy wchodziłem do obejścia, odganiając się od napastliwego kundelka, batem strzelił, na pytania odpowiadać nie chciał, więc się wycofałem.

Nie ja jeden. Tadek , niepomny na to, że po „czwórce” pędzą samochody jak oszalałe, przeprowadzał krowinę na drugą stronę szosy, żeby ją popasać na kawalątku zieleniny. Nie on czekał aż samochody przejadą, to one musiały mu ustępować i zatrzymywać się, kiedy taka procesja przechodziła. Miejscowym nawet się to podobało, że ich Tadek taki ważny jest.

A ważność jego powiększyła się jeszcze, kiedy jechała tędy telewizja szwajcarska na Ukrainę, tak jakoś z samego początku lat 90-tych.W salonie mówili, że jadą kręcić film dokumentalny o tamtejszym rolnictwie. Ale jak zobaczyli Tadka z tą jego krową, jak przechodził koło swojej krytej strzechą chałupy, tak zatrzymali się i chcieli filmować. Przegnał ich, krzyżem przeżegnał i po temacie było.

Lubili tu Tadka wszyscy, bo spokojny był, mrukliwy, ale życzliwy ludziom. Odwiedzali go w potrzebie, bo Tadek krawcował. Nie wiadomo, skąd posiadał zmyślność do nożyczek i nici, dość na tym, że jak komu kapota rozerwała się, albo spodnie chciał mieć uszyte na miarę, to do Tadka szedł z tym problemem.

Dla mnie Tadek był egzotykiem, bo sypiał w mrozy na krowie. Chałupę podupadła miał, z przełamanym dachem, a i stare okna nie trzymały już ciepła, jak dawniej. To w mrozy szedł spać do obory. Tam od gnoju biło ciepło, a dodatkowo jeszcze Tadek kładł się na krowim boku, przykrywał czym się dało i kimał do samiutkiego rana.

Teraz świat się tu odmienił. Od kiedy nie ma Tadka, nie ma też i chałupy, a kawałek placyku po oborze przysposobiono na parking, kupy gnoju od dawna nie ma, więc kłopoty same się rozwiązały.

Ale nie do końca. Powiadają w okolicy, że ostatnie słowa Tadkowe były takie: ”wy mi tego nie weźmiecie, choćby nie wiem co!”. I odszedł.

Teraz pokazuje się czasami ludziom w okienku ceglastego budyneczku.

– Trzeba pory wyczekać. Zawsze po zachodzie. Podchodzi, żeby go widzieli, ale nie mówi nic, tylko ręce wyciąga na wschodnią stronę, ku temu salonowi, jakby chciał powiedzieć: ”zabraniam!”. Dużo już ludzi widziało tu Tadka choć przez chwilę…

– Wiadomo, że już nic nikomu nie zabroni – mówi znajomy pasażer ze Średzin – to przynajmniej pokaże się. Jakby dotąd czuwał nad ojcowizną. Z tamtego świata…

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.