Opowieści niesamowite. Pusta trumna na promowisku

5 minut czytania

Był kiedyś prom we wsi Górka nad Wisłą. Teraz, od piętnastu już lat zastąpił go solidny most i ludzie myślą, że jest wygodniej i lepiej.

Ale przecież wielu z tych stron pamięta jeszcze co się tu działo. Najwięcej do powiedzenia miał tu stary Glinka. Wszystko widział i wszystko słyszał. Inni znają te porażające historie tylko z opowiadań.

Promownik mieszkał w tamtych czasach w chałupince nad samą Wisłą. Po to, by słyszeć, jak ktoś z drugiej strony rzeki woła o łódź. Bo się spóźnił, a prom przecież nie pływał nocami.

– I wtedy słyszałem wołanie- wspominał dawno temu Glinka. To był krzyk kogoś kto się przeraził.

Promownik wybiegł, zapalił latarnię, a po drugiej stronie ktoś stał nad samym brzegiem i machał rękami. Trudno było rozróżnić czy jak inni doprasza się promu czy woła bo go coś śmiertelnie wystraszyło.

I wtedy stało coś niemożliwego. Prom sam odpłynął na tamten brzeg. Skrzypnęły łańcuchy, słychać było wyraźnie, jak ktoś kręci korbą. Ale nikogo na promie nie było widać.

Przybiegł pomocnik. Na wszelki wypadek zabrał psa ze sobą. Czasami ktoś z tamtej strony bywał agresywny, a duży pies budził respekt.

Ale zwierzę uciekło do budki, gdzie za dnia chronili się promownicy i grzali sobie herbatę na żeleźniaku. Nie chciało wyjść na żadne wołanie, a był to posłuszny, wyszkolony pies.

Obaj doszli do wniosku, że po nocy nie ma sensu ściągać promu z powrotem. Nie było to możliwe z różnych przyczyn, przede wszystkim dlatego, że łańcuchy popuściły i trzeba by użyć koni albo ciągnika, żeby się z tym problemem uporać. Poza tym siąpił dokuczliwy deszcz i gnał wiatr w przybrzeżnych zaroślach. Poszli spać.

Nazajutrz, wczesnym rankiem, kiedy zwykle na tamtym brzegu pojawiają się pierwsi podróżni, obaj zauważyli ze zdumieniem, że prom z powrotem stoi tu u nich, na cypelku, na tym samym miejscu skąd odpłynął ciemną nocą. Jakby nic się nie wydarzyło…

Tyle tylko, że na samym środku leżała sosnowa trumna. Przerażeni, wezwali milicję. Otworzono wieko: w środku nie było nieboszczyka!

Przed tygodniem wieziono tędy na końskiej lawecie trumnę z mieszkańcem z tych stron na pogrzeb do pobliskiej miejscowości na drugim brzegu rzeki. Promem nagle zakołysało, bo spłoszyły się koniec na głośny klangor żurawi, jak co roku lecących brzegiem rzeki na południe. Trumna stoczyła się do Wisły i popłynęła. Znaleziono ją dopiero po dwóch dniach w pobliskim zakolu, gdzie zatrzymała się pośród zarośli i krzaków wikliny. Nieboszczyka w środku nie było i nigdy już nie odnaleziono ciała.

Od tamtego do dziś nie wyjaśnionego incydentu minęło już kilkadziesiąt lat. Bezpośredni świadkowie od dawna nie żyją, a ci, którzy znają zdarzenie z dawnych opowieści nie przychodzą na to miejsce.

Podobno czasami tylko, w deszczową noc widać z mostu jak z wody wyłania się dziwny obiekt. Słychać szum wody i coraz to potężniejący łoskot łańcuchów. Coś, co przypomina dawne podłogi i budkę promu płynie z hukiem na tamten brzeg. Ale nie dopływa, zatrzymuje się nagle i ginie w otchłani…

Zygmunt Szych

Fot. ilustracyjne Artur Gawle

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.