Opowieści niesamowite. Trzy tańczące dziewczynki

5 minut czytania

B. mieszkał na odludziu: kiedy szedł kilka kilometrów do przystanku kolejowego jadąc do Tarnowa na nocną zmianę, musiał iść leśnym duktem. Skracał sobie czasami drogę, skręcając na Piaskownię, wdrapując się na coraz bardziej znikającą pod sosnami i krzakami jeżyny wydmą, potem przez Czarcie Uroczysko, niewielki skrawek jodłowej enklawy.

Była późna jesień, las tonął w oparach mgły po listopadowych deszczach. B. przedzierał się przez chaszcze i choć drogę znał na pamięć do tego stopnia, że zaklinał się iż o ciemku, z zamkniętymi oczami gotów jest trafić do celu, tym razem jednak pobłądził.

Po niesamowitej przygodzie, jaka go tu znienacka dopadła opowiadał, że mógł go dopaść Błąd, upiór znany z dawnych przekazów, powodujący że ludzie gubili się nawet w pobliżu swoich domostw, a co dopiero w odległej od ludzkich siedzib leśnej ścieżce. Być może B. znalazł się bez własnej woli w pobliżu Diablego Kamienia także dlatego, że bezwiednie zwabiła go tu niezwykła, dziecięca pieśń. „Dzieci o tej porze?- zachodził w głowę B.- przecież dochodzi północ!”

A jednak tak było. Kiedy B. ocknął się z odrętwienia jakiemu chwilowo uległ, usłyszał wyraźnie piskliwe głosy dziewczynek, tańczących wokół Wielkiego głazu. Na jego szczycie leżała martwa sowa.

– Duchu, duchu przyjdź- śpiewały – duchu duchu – czy jesteś?

B. był do żywego poruszony zjawiskiem, przecierał oczy ze zdumienia nie mógł uwierzyć w to, czego był świadkiem. Trzy dziewczynki, w wieku od 7 do 10 lat trzymały się za ręce, tańcząc i śpiewając dziwną pieśń, powtarzając frazę o duchu jak mantrę. Mimo późnej listopadowej pory i normalnych wtedy chłodów, odziane były w letnie, niemodne dziś sukieneczki i koszulki z krótkimi rękawkami.

Kiedy przyglądał się temu przerażającemu misterium nagle od północnej ściany lasu powiał gwałtowny wiatr, zasłaniając widoczność. A kiedy ustapił tak samo nagle jak się pojawił B. zauważył że przy kamieniu nie ma nikogo. Trzy małe dziewczynki, z przeraźliwym smutkiem wywołujące ducha zniknęły gdzieś, a po lesie rozlegał się jedynie upiorny ich śmiech.

B. poczuł się nieswojo. Zawrócił czym prędzej do domu tą sama drogą którą tu przybył, zaryglował z irracjonalnego strachu drzwi i zapadł w drzemkę. Rano obmyślał, jak wytłumaczy się majstrowi z nieobecności na nocnej zmianie.

Odważył się, już za dnia raz jeszcze odwiedzić Czarcie Uroczysko i Diabli Kamień. Zauważył, że w błocie pod kamieniem odbite były ślady małych stóp. Na szczycie głazu leżała martwa sowa. Miała wydłubane oczy, i chociaż to dzień B. wstrząsnął dreszcz na ten niesamowity widok.

Od tamtej pory znalazł sobie zupełnie inne dojście do nocnego pociągu. Nadkładał drogi, ale Czarcie Uroczysko na wszelki wypadek omijał z daleka.

Zygmunt Szych

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.