//

Piłce, zawdzięcza wszystko co w życiu osiągnął. Jednak to ukochana żona nadała mu nowy, prawdziwy sens. To mój prawdziwy Anioł Stróż, mówi nasz dzisiejszy gość – Dariusz Dudek

25 minut czytania
Darek z żoną Anetą (fot. D.D)

W świątecznym wydaniu IKC spotkanie z Dariuszem Dudkiem, piłkarzem i trenerem rodem ze Śląska. Urodził się w Knurowie, górniczej miejscowości niedaleko Gliwic. To właśnie tutaj, podobnie jak jego straszy brat Jerzy Dudek, rozpoczynał swoją karierę piłkarską w zespole Concordii Knurów. Dziś rozmawiamy nie tylko o świętach w rodzinnym mieście, ulubionych wigilijnych potrawach i o piłce oczywiście, ale i o wielkiej miłości Darka – żonie Anecie, która nadała jego życiu nowy sens, po wielu trudnych doświadczeniach. 

Mój rozmówca ujął mnie radosnym uśmiechem, ogromną dawką pozytywnej energii, którą zaraża innych i nieustanną chęcią pomocy, tym którzy najbardziej jej potrzebują. Od dłuższego czasu intensywnie wspiera działania katowickiego Domu Aniołów Stróżów.

B. P. Darku, spotykamy się w trudnym czasie. I to pod wieloma względami. Nie tylko przez pandemię, która jest dla nas wszystkich wielkim wyzwaniem. Niedawno odszedł Diego Maradona, wielka legenda piłki nożnej. Kim był dla Ciebie?

D. D. To prawda, nastały trudne czasy. Nie tylko ze względu na COVID-19, który przewrócił wszystkim życie do góry nogami. W dodatku dziś odszedł Diego Maradona – człowiek legenda, na którym ja się kiedyś wzorowałem. Co prawda był to piłkarz na innej pozycji, bo ja zazwyczaj grałem jako obrońca i raczej takie osoby, jak Maradona, utrudniały mi życie na boisku. On był napastnikiem. Wspominam teraz te wszystkie mundiale z jego udziałem, które zawsze z Jurkiem (Jurek Dudek, przyp. red.) razem oglądaliśmy. Zawsze oglądaliśmy jego bramki i cokolwiek by nie zrobił na meczu, byliśmy zawsze zachwyceni. Niewątpliwie człowiek legenda, który w piłce osiągnął wszystko. Inaczej wiodło mu się w życiu prywatnym. Niektórym trudno to zrozumieć. Mnie piłka nożna nauczyła wszystkiego co w życiu mam. Bo piłka to nie tylko 22 gości, którzy biegają po boisku za szmacianką i nie wiadomo o co im chodzi, ale to coś, co mam dzisiaj. Czyli stałem się człowiekiem przez piłkę ukształtowanym, chociażby do takich momentów jak teraz, kiedy jest covid. Zazwyczaj nie marudzę, wiele razy w życiu przegrywałem, ale to piłka powodowała, że  wstawałem z kolan i mówiłem: nie – tak nie może być! Ja to muszę odrobić, muszę wygrać, muszę zwyciężyć. I naprawdę ludzie, którzy zajmują się sportem, potrafią przegrywać. Kiedy rano budzę się z tą porażką ( a parę porażek już w życiu miałem) to sprawia, że chce mi się żyć. I to jest super!

Ja robię coś co kocham, więc tak naprawdę nie pracuję – tylko robię to co kocham.

B.P. Jak dobrze, że ta rozmowa rozkręca nam się w takim pozytywnym kierunku. Pomimo tego, że nie jest to łatwy czas. Ale Ty nie boisz się trudności i nowych wyzwań. Kolejne z nich właśnie się pojawiło w Twoim życiu. To praca trenera w Sandecji Nowy Sącz. Duże wyzwanie, w bardzo trudnym momencie.

D.D. No tak. To sytuacja kiedy trzeba wyciągnąć zespół z kryzysu, zespół który dziesięć meczów z rzędu przegrywa. Nie ukrywam, że wejść do takiej szatni, w takim momencie jest bardzo trudno. Mam już takie doświadczenia, chociażby z Zagłębiem Sosnowiec, którym zająłem się kiedy był na ostatnim miejscu w tabeli.  I udało mi się z nimi awansować do ekstraklasy –  z ostatniego miejsca. Z GKS -em Katowice było podobnie. Zgodziłem się na to, żeby przyjść Nowego Sącza, bo widzę sens pracy w tym miejscu, widzę ten promyk nadziei, że ten zespół się utrzyma w I lidze, bo taki mam cel.  Zresztą taki jest cel wyznaczyło mi również kierownictwo klubu, zatrudniając mnie. Jest bardzo dużo pracy. Siedzę w klubie od rana do wieczora. I powoli widać efekty. Widzę, że jest poprawa, aczkolwiek nie ma huraoptymizmu, bo dalej jesteśmy na ostatnim miejscu. Trzeba zrobić wszystko, żeby przeskoczyć o jeden poziom do góry. Znaleźć się piętro wyżej od tej drużyny, która będzie nade mną. Kto to będzie nie wiadomo. Być może Resovia, która też ostatnio zmieniła trenera. Zobaczymy jak ta nowa miotła będzie sobie radzić. Jestem pełen optymizmu, zawsze uśmiechnięty i próbuję tym optymizmem wszystkich tutaj zarazić.  Mam nadzieję, że się uda.

B.P. Trzymam mocno kciuki za powodzenie tych działań. A póki co Święta. I właśnie o ten szczególny czas chciałam Cię zapytać. W tym roku przez obostrzenia będzie trochę inaczej niż zwykle. Czy w Waszej rodzinie święta Bożego Narodzenia, to takie wielopokoleniowe spotkanie przy stole?

Oczywiście święta Bożego Narodzenia są dla mnie szczególne. Święta Wielkanocne traktuję trochę inaczej. Jestem takim typem bardzo rodzinnym, więc czeka się na te Święta przez cały rok. Przystrojenie choinki to jest wydarzenie i można ją ubierać przez cały dzień.  Lubię świecidełka, lampki, więc cały dom trzeba przystroić. Moja żona Anetka, która jest lekarzem medycyny estetycznej, ma swój gabinet i też jest ciągle w pracy. Dlatego te święta, to moment oddechu, złapania dobrych relacji. Teraz jestem w Nowym Sączu i jest to czas rozłąki i nie ukrywam, że czekam już na ten moment, kiedy będę mógł wrócić do domu i przygotować się do następnej rundy, bo czeka nas okres transferowy i trzeba będzie opracować strategię na następny sezon. Ale to będzie również czas dla rodziny. Mamy już taki świąteczny rytuał. Co roku spotykamy się u Jurka, spożywamy kolację itd. Dlatego jest to szczególny dzień, kiedy można się spotkać, porozmawiać i powspominać te stare dobre czasy. To również czas zadumy, refleksji. Czekam z utęsknieniem.

B.P. I o te wspomnienia z dzieciństwa chciałam Cię zapytać. Czy jako dzieci  np. wspólnie stroiliście choinkę, śpiewaliście kolędy, albo poszukiwaliście ukrytych prezentów? Bo i tak się zdarza!

D.D. U nas, jak w każdej rodzinie na Śląsku nasza mama dbała o taki ład, żeby każdy wiedział co i kiedy ma zrobić. Przed świętami mama była od rana do wieczora w kuchni. Moja mama też jest taka, że jakby mogła, to by wszystkim gotowała i obdzielała wszystkich wokół tymi potrawami. Na święta oczywiście musi być moczka. Z moimi braćmi: Jurkiem i Piotrkiem (bo mam jeszcze drugiego brata) ubieraliśmy choinkę. To był czas kiedy w sklepach nic nie było. Kiedy ktoś przyniósł jabłko czy pomarańczę, to było wielkie wydarzenie. Pamiętam jak stroiliśmy choinkę, na które wieszaliśmy takie podłużne lizaki w kolorowych złotkach. Wiązaliśmy je na nitki i wieszaliśmy na choinkę. Pamiętam, że w pierwszy i drugi dzień jeszcze wisiały, ale później je wyjadaliśmy i pozostawały tylko same folie. Fajne wspomnienia. Ale czasy się zmieniły. Teraz nasze dzieci mają wszystko, PlayStation, telefony komórkowe. Nas cieszyły jabłka, pomarańcze i lizaki. Teraz żyjemy szybciej. Dla mnie najważniejszy jest wspólnie spędzony czas z rodziną.

B.P. A śpiewaliście wspólnie kolędy? Bo wiem, że Twój brat Piotrek jest organistą. O dziwo nie gra w piłkę!

D.D Piotrek to jest samouk, który zawsze grał. Jedyny z braci, który nie gra w piłkę nożną i który jest najmniej  z nas znany. Choć nie do końca, bo z tym jest związana śmieszna historia. Kilka lat temu mój dietetyk powiedział swojej mamie, która mieszkała w Pilchowicach, że pracuje z Darkiem Dudkiem. Wyjaśnił, że to brat tego Jurka Dudka, który zdobył Ligę Mistrzów, a Darek to piłkarz, który w Legii grał, itd. Na co mama odpowiedziała: „Ja tam tych Dudków nie znam. Ja znam tutaj Piotrka Dudka – organistę”. Jego mama znała lepiej Piotrka niż nas. Z czego się zawsze śmiejemy.

Fajnie jest posłuchać kolęd w domu, pośpiewać wspólnie. Wszyscy śpiewaliśmy a Piotrek podgrywał nam na keyboardzie.  Takie rodzinne kolędowanie.

B.P. Twoje ulubione potrawy świąteczne?

D.D. Tak w ogóle to lubię jeść. Moczka, to jest coś co musi być zawsze na świątecznym stole. I to moczka mojej mamy. Uwielbiam barszcz z uszkami i rosół. I nawet mówię mojej żonie, że rosół w niedzielę musi być zawsze. I ryba – karp. Szczególnie mój tata, którego już nie ma między nami, lubił jeść karpia; nawet trzy dni przed świętami.  Karp to taka ryba, która smakuje tylko w Wigilię. W Wigilię smakuje jakoś zupełnie inaczej.

B.P. To prawda! A ja do tego całego repertuaru dodałabym jeszcze makówki.

D.D. Dokładnie! To kolejna potrawa, którą zawsze jedliśmy. A mama mogłaby makówkami obdarzyć cały blok.

Darek Dudek z mamą (fot.D.D)

B.P. Święta to taki czas, kiedy szczególnie myślimy o tych, którzy potrzebują naszej pomocy. Wiem, że Ty wspierasz takie osoby przez okrągły rok. Ostatnio bardzo zaangażowałeś się w pomoc podopiecznym Domu Aniołów Stróżów w Katowicach. Dlaczego wybrałeś akurat to miejsce?

D.D.  Tak. Bardzo lubię pomagać ludziom. Uważam, że dobroć, którą dajesz, wraca do Ciebie. I to ze zdwojoną siłą. Jestem tego najlepszym przykładem. Staram się wszystkim pomagać. Taki już jestem, choć ostatnio zauważyłem, że nie jestem w stanie wszystkim pomóc. Przede wszystkim wspieram Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Żałuję, że tym razem nie mogliśmy się spotkać przez pandemię z Jurkiem Owsiakiem, na meczu charytatywnym na stadionie Legii. Mój syn Dawid, który urodził się w Warszawie, korzystał z inkubatorów, które zakupiła Orkiestra. Dawid był wcześniakiem i ten inkubator uratował mu życie. Dlatego zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby ta Orkiestra grała zawsze i jeszcze o jeden dzień dłużej. Drugą taką fundacją, którą wspieram jest Dom Aniołów Stróżów. Bardzo dawno temu, w czasie eventu, który robiłem dla nich, poznałem prezes tego Stowarzyszenia – Monikę Bajkę. I od tego czasu staram się im pomagać. Będąc trenerem GKS-u Katowice zabierałem tam zawodników, malowaliśmy świąteczne bombki itd.  To są ludzie, którzy bardzo potrzebują takiej pomocy. Będąc wcześniej w Piaście Gliwice, udzielałem się w tamtejszym domu dziecka. Był tam nauczyciel Wojtek Kiljański, który wpajał tym młodym ludziom, ze przez sport można dużo osiągnąć.

Ale jakoś ostatnio ten Dom Aniołów Stróżów jest dla mnie mega ważny. Zostałem ambasadorem takiego partnerskiego Klubu Biznesu Silesia, gdzie część tych wszystkich pieniędzy, które ten klub zbierze, przekazywana jest na Dom Aniołów Stróżów. Ostatnio zaangażowałem się w zbiórkę na remont ich siedziby na Załężu. Udało się zebrać całą kwotę! Ale ludzie przekazywali też farby, wykładzinę, włączali się w malowanie. Po rozmowie z panią Moniką wiadomo, że są tam ludzie z potrzeby serca, wszystko jest transparentne. I to mi się bardzo podoba.

B.P. Czyli pojawia się taki Anioł Stróż – Darek Dudek. Ale wiem też, że i Ty masz takiego swojego Anioła Stróża, który pojawił się na Twojej drodze kilka lat temu.

D.D. Tak, mam. Właśnie życie tak mi oddało, że poznałem moją obecną, drugą żonę. Ostatnio przeczytałem, że dla mężczyzny najtrudniejszym przeżyciem nie jest nawet śmierć ojca, ale utrata pracy. I ja nie ukrywam, że przez ostatnich 9 miesięcy nie miałem pracy jako trener. Teraz praca jest, ale wiąże się to również z dużą dawką stresu, nie wszystko jest takie kolorowe. Ale moja żona Anetka jest tak cudownym człowiekiem, wspaniałym przyjacielem. To ktoś więcej. Taki właśnie mój Anioł Stróż, który mnie wspiera nieustannie. Jeżeli masz wszystko, to często wielu rzeczy nie dostrzegasz wokół siebie. Zaczynasz to doceniać, jak to stracisz. Więc Bóg mi oddał taką moją wspaniałą żonę i mam nadzieję, że i ja będę dla niej takim aniołem.

B.P. A kiedy ją spotkałeś, to od razu wiedziałeś, że to będzie ta jedyna?

D.D. Tak! Ona jest cudowną osobą. Bardzo ją cenię za intelekt. Jest lekarzem. Doceniam jej inteligencję, ale jest też bardzo piękną kobietą.  Kiedy ją zobaczyłem po raz pierwszy, to pomyślałem: „O Jezu! Fajnie by było, jak by była moją żoną!” I tak się stało. Dość szybko się pobraliśmy i to jest cudowne.

Darek z żoną Anetą (fot. D.D)

B.P. Szczęściarze! Darku na zakończenie mam jeszcze jedno pytanie. Słyszałam kiedyś historię, że José Mourinho pomylił Cię z Jurkiem? Twoim bratem. Czy to prawda?

D.D. Tzn. trochę inaczej to wyglądało. To była taka historia, że pojechałem kiedyś na staż do Madrytu, kiedy Mourinho był trenerem Realu Madryt i czekając na tych wszystkich piłkarzy, żeby sobie zrobić zdjęcie, oczywiście wziąć autograf, nie omieszkałem powiedzieć, że będę tam nocował dopóki nie zobaczę Mourinho. Ostatni z szatni wyszedł Pepe z Ronaldo i Ronaldo i powiedział : „Ty, to jest Dudek”. A ja na to : „Czy mogę prosić o autograf i zdjęcie. Mówię, że jestem bratem Jurka”. A oni na to ze śmiechem: „Widzimy, widzimy, ale Ty masz prostszy nos”. Po chwili wyszedł Mourinho i też to usłyszał: Dudek, Dudek. Brat Dudka, tylko że ma prostszy nos” – i tak się poznaliśmy z Mourinho. A zdjęcie z nim wciąż gdzieś tu mam.

B.P. A zdarza się czasami, że Was mylą? Bo faktycznie jesteście bardzo podobni.

D.D. Tak. Kiedyś Jurek mi opowiadał, że będąc w sklepie w Katowicach sportowym, podszedł do niego klient i mówi: „Podpisze nam Pan tą piłkę? Bo już wszyscy piłkarze gieksy się podpisali, tylko Pana nam brakuje”.  Także i tak się zdarzyło. Faktycznie mylą nas czasami.

B.P. Darku, bardzo dziękuję za to spotkanie. Życzę Wam aby te Święta były piękne, rodzinne i  zdrowe przede wszystkim. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Oby był lepszy od tego minionego.

D.D. Bardzo dziękuję za tą miłą rozmowę i za to, że w tym trudnym czasie, mogłem powspominać te dobre czasy. Życzę wszystkim aby mogli spędzić Święta w gronie najbliższych i żeby były zdrowe dla nas wszystkich.

Dariusz Dudek jest byłym piłkarzem Widzewa Łódź, Legii Warszawa, GKS Katowice i Odry Wodzisław. W przeszłości trenował m.in.  piłkarzy Piasta Gliwice, Zagłębia Sosnowiec, czy Bruk -Bet Termalica Nieciecza. Obecnie trenuje zawodników Sandecji Nowy Sącz.

Rozmawiała Beata Plaza

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.