Potrafią zdrzemnąć się w locie!

3 minut czytania

Od trzeciej nad ranem do 9 wieczorem – tyle czasu spędzają w przestworzach jerzyki, niezmordowane i krzykliwe. Wypełniają hałasem centrum miasta i peryferyjne osiedla, bo kamienice i bloki traktują jak skały, wśród których niegdyś żyły. Czort jedyny wie, gdzie ta rozbawiona hałastra buduje gniazda, ale zawsze znajdą gdzieś jakiś niewielki bodaj załom w murze i tam wychowają młode.

 

Nie wyobrażam sobie pełni lata bez ich obecności na moim osiedlu. Wstają najwcześniej ze wszystkich ptaków i najdłużej są w locie. Gdyby zsumować ilość kilometrów, wyszłoby, że przelatują tak codziennie dobrze ponad sto! Niezwykły ptasi rekord. A kiedy znużą się nieco, potrafią w locie uciąć sobie króciutką drzemkę. Nic dziwnego, śpią przecież ledwie kilka godzin.

Żeby jakoś uzupełniać traconą w wielogodzinnym locie energię, muszą być i są niezwykle żarłoczne. Można by rzec: jedzą, aby żyć, i niszczą przez to tysiące owadów, które są ich jedynym pożywieniem. Potrafią, łapiąc je, wykonywać niezwykłe podniebne akrobacje. Zdobycz znajdują zwykle w wyższych partiach atmosfery, ale przy złej pogodzie, podobnie jak jaskółki, obniżają lot, bo wtedy tam jest pod dostatkiem owadów. I z jaskółkami właśnie bywają mylone z powodu podobnego pokroju sylwetki, choć w przeciwieństwie do jaskółek – indywidualistek, jerzyki uwielbiają życie towarzyskie i widzimy je, wrzeszczące z uciechy, w kilku osobniczych grupkach.

Interesujący jest także sposób karmienia młodych: ojciec i matka przynoszą w dziobie maluchom w workowatej gardzieli kulki pokarmowe, złożone z wielu małych owadów. Pisklęta same chwytają te sklejone śliną grudki pożywienia, skoro tylko ich dotkną, nie czekając, jak tu bywa u wróblowatych, aż kęsy zostaną im wetknięte w szeroko otwartą gardziel.

Nadchodzi taki dzień, już pod koniec sierpnia, kiedy nagle robi się cicho: to jerzyki odleciały znienacka do południowej Afryki na przezimowanie.

 Zygmunt Szych

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.