Przyroda. Bażanta słuch i wzrok

4 minut czytania

Byłem szczere zdumiony, kiedy jadąc autobusem linii „30” ulicą Wojska Polskiego w Tarnowie, dostrzegłem nagle grupkę młodych bażancic, przeprawiających się na drugą stroną ulicy. Sześcioro tych ptaków dreptało szybko po asfalcie: kierowca przyhamował na ich widok i odczekał aż bezpiecznie znajdą się już po drugiej stronie.

W gęstych zaroślach, wśród trzcin, ziół i na łące w tym miejscu często spotykam cudownie upierzonego bażanta , słyszę go jak odzywa się swoim ochrypłym głosem, przypominającym gardłowe pienie domowego koguta. Czasami podchodzi pod balkony, jakby zatracając swoją dzikość. Nigdy jednak nie sądziłem, że w tym skromnym powierzchniowo terytorum jest jeszcze miejsce na to, by przychodziły tu na świat kolejne pokolenia tych pięknych ptaków. Dzika łąka jest przecież mocno penetrowana przez koty, tu wyprowadzane są na spacery psy, a sroki i sójki, które nocują na tutejszych drzewach są wielkim zagrożeniem w porze lęgów dla bażancich jaj. Musiały zatem te ptaki wyrobić w sobie w tych ekstremalnie trudnych warunkach instynkt przetrwania, skoro widuję je tu już od 30 lat!

Przez cały dzień tutejszy bażant włóczy się po najbliższej okolicy, przemykając chyłkiem od jednego krzaka do drugiego, wpełzając zgrabnie nawet w kolczaste krzewy, jeśli tylko te obiecują obfitość pożywienia. A że rośnie tu sporo krzewów głogu i dzikiej róży , na brak pokarmu nie może narzekać. Zimą, zwłaszcza kiedy tęgie śniegi, pomagam im, wysypując w stale te same miejsca pod krzaczkiem nasiona słonecznika i ziarna kukurydzy. Dopiero z nastaniem wieczoru ptak wyszukuje na drzewie jakiegoś bezpiecznego miejsca do spania, choć na łące dotykającej osiedla Legionów zadowala się często wydeptaną kępą sitowia lub ciernistym krzewem. Musi jednak spać czujnie, bo o wieczornej porze tutejsze koty wybierają się tu na łowy. Nie zdarzyło mi się jednak bym znalazł tu bażancie pióra- jakiś ślad po tragicznym w skutkach polowaniu kotów. Najwyraźniej tutejsze bażanty mają w sobie doskonale rozwiniętą spostrzegawczość i niezwykłą wprost ostrożność, a także zdumiewającą zdolność rozpoznania określonego człowieka po rysach twarzy. Żywię cichą nadzieję, że i mnie rozpoznają, skoro je co roku dokarmiam, Nierzadko zdarzało się przecież, że nie umykały w krzaki na mój widok.

Opowiadano mi o bażancie, przywiązanym do pewnego mężczyzny, którego żonę traktował jak wroga i gwałtownie napastował. Zrobiono z nim ciekawy eksperyment: kobieta przebrała się w garnitur swego męża. Bażant nie dał się jednak zwieść temu przebraniu, i napastował ją nadal, sycząc groźnie, jak zwykle to czynił. Wzrok i pamięć są doskonale u bażantów rozwinięte…

Zygmunt Szych

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

Poprzedni wpis

Ze Starej Szafy. Mysie gniazdo, zapieczone w chlebie! Bielawski opowiada, Szych spisuje

Następny wpis

I Bieg Studentów PWSZ w obiektywie Artura Gawle