Przyroda. Co się podziało z jerzykami?

6 minut czytania

Jeszcze do niedawna, nim nadeszła fala upałów, jerzyki z dużą zwinnością uwijały się wysoko, w poszukiwaniu owadów. Zresztą, nie tylko żerowały w locie, ale i kopulowały, co jest przecież nie lada wyczynem. Spragnione, muskały zwinnie taflę wody, a wystarczała im byle kałuża by się napić. W oryginalny sposób karmiły swoje młode: w przeciwieństwie do ptaków śpiewających, młode jerzyki nie otwierały z piskiem dziobków, by rodzice wsunęli im pokarm , lecz to one wsuwały dzioby do otwartych „ust” rodziców i takim sposobem wybierały z gardzieli bezkształtną kulkę, w którą, w pomieszaniu ze śliną dorosłych ptaków, uformowała się masa upolowanych w locie owadów, głównie komarów, ale też fruwających wysoko w sezonie godowym mrówek latających.

Zadziwiające, że jerzyki nie tylko potrafią spać w locie, ale w locie też… spędzają noce! Na wysokości tysiąca do dwóch tysięcy metrów nad ziemią unoszone ciepłymi prądami powietrza, dryfują sobie spokojnie w większej gromadzie. To uderzą niedbale skrzydłami, to znowu szybują przez krótki czas. Ten tryb życia zarzucają jedynie w porze budowania gniazd w rozmaitych załomach murów, kominowych szczelinach, pod okapami dachów kamienic. Pewien mój znajomy z Woli Rzędzińskiej, wielki miłośnik i znawca obyczajów jerzyków, chcąc przywabić do siebie te zwinne, wesołe ptaki, wmurował pod dachem swojego domu cegłę dziurawkę: ptaki szybko zorientowały się, że to znakomite miejsce na gniazdo, zajęły niecodzienne miejsce i z powodzeniem wyprowadziły młode, które bardzo szybko , tuż po przyjściu na świat, zaczęły samodzielnie latać po okolicy. W przeciwieństwie bowiem do innych ptaków, młode jerzyki nie muszą uczyć się trudnej sztuki latania. Mają to jakby we krwi, dziedzicząc tę umiejętność po rodzicach.

I oto pewnego dnia, kiedy już drugi dzień dosięgła nas fala upałów, zauważyłem, a raczej nie usłyszałem- że jerzyków już tu nie ma! Co prawda odlatują wcześniej niż wiele innych ptaków, bo już pod koniec sierpnia, ale o tej porze, w pierwszej i drugiej dekadzie sierpnia wszędzie jeszcze było ich pełno i napełniały powietrze swymi radosnymi głosami. I to od samego wczesnego ranka, kiedy słońce ledwie wstało, aż po zmrok, gdy wszystkie inne ptaki już dawno śpią. Sądziłem, że je przeoczyłem, przestając obserwować ich loty, ale nie było ich na niebie także w pozostałe gorące dni. Co się stało?

Otóż kiedy pojawiają się takie jak teraz upalne dni, znikają także owady i jerzyki mają niemałe kłopoty ze znalezieniem pożywienia . Odlatują wtedy w bardziej przyjazne strony, pokonując czasem nawet kilkaset kilometrów od stałego miejsca pobytu. Niechybnie tak właśnie stało się i teraz.

Zagadkę tę udało mi się wyjaśnić przez przypadek, kiedy pojechałem nad stawy w Krzyżu pod Tarnowem, by popatrzeć na liczne tutaj o tej porze ptactwo wodne: łyski, perkozy dwuczube i rdzawe, łabędzie nieme, rybitwy i mewy śmieszki, kaczki krzyżówki, podgorzałki, a wśród nich nielicznie – płaskonosy.

I tu właśnie połyskiwały w słońcu jerzyki. Normalnie nie spotyka się ich nad stawami , ich żywiołem są miasta, w samym centrum Tarnowa dominują zdecydowanie w ptasim światku. Teraz jednak wolały opuścić miejski gwar , bo tylko nad stawami mogą znaleźć dostatek pożywienia.

Ale, trafiając tu na obfitość fruwającego jedzonka, muszą jednocześnie zachować wyjątkową ostrożność. Raz po raz zalatuje w te strony kobuz- rozbójnik, jedyny poza sokołem drapieżny ptak, który potrafi zręcznością w locie dorównać jerzykom. Poluje zresztą na nie zawzięcie. I pewnie także z tego powodu jerzyki trzymają się w stadach, czując się w ten sposób bezpieczniej.

Czy powrócą jeszcze przed odlotem do Afryki na moje osiedle, napełniając je radosnym gwarem? Mam taką nadzieję, bo meteorolodzy zapowiadają, że upały wkrótce ustąpią. W mieście będą czuły się bezpieczne, bo kobuz tu nie odważa się zapuścić…

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.