Weekend z Tarnow.in: Obyczaje kulinarne. Jaka jest Kuchnia Marcowa?

Właśnie jąłem zastanawiać się, czy możliwe byłoby napisanie książki kulinarnej z dwunastoma rozdziałami. Każdy miesiąc musiałby być w niej jakoś scharakteryzowany. I doszedłem oto do wniosku, że o ile całkiem dobrze poszłoby nam z kwietniem i majem (nowalijki, ale już te prawdziwe, nie pędzone sztucznie po szklarniach, z pestycydami i całą tą obrzydliwą chemią na deser), z czerwcem i lipcem (pierwsze truskawki, czereśnie i wiśnie, kruche sałatki, pierwsze ogórki), sierpniem i wrześniem (królestwo grzybów i setki możliwości przygotowywania z nich smakowitości wszelakich) itp.- o tyle z marcem mam poważny problem.

Pojęcia nie mam żadnego, czym można marcową kuchnię scharakteryzować. Jak się do niej dobrać, wedle jakiego pomysłu? Jakiego projektu się imać do marca w kuchni, skoro nie ma wtedy NICZEGO? Nic jeszcze nie kiełkuje, zielenina którą nam wciskają śmierdzi (dosłownie!), ziemniaki gnuśnieją…

Ale przecież jeść coś, a nawet pić- trzeba. Warto wybrać się do jarzyniaka i starannie wybrać buraki ćwikłowe. Chrzan, tak zwany „kupny”, porażający wielkością kłączy i przez to zatracający ostrość można sobie podarować, choć też będzie nam potrzebny. Ale warto wybrać się gdzieś za miasto- w marcu potrzebujemy po zimie więcej słońca i powietrza- i ukopać gdzieś na miedzy. Jestem przekonany, że takie poszukiwania skończą się sukcesem. Do tego polski czosnek, liść laurowy, majeranek, jagody jałowca, kolorowy pieprz. Nie zaszkodzi szczypta suszonego lubczyku.

Wodę zagotowujemy i odstawiamy na godzinę, niech się ochłodzi. Te starannie dobrane buraki- idzie o to, by były nie za wielkie i nie poobijane, bo tracą charakterystyczny na smaku- krajamy w paski i razem z obranymi ząbkami czosnku i chrzanem w paseczkach i wymienionymi tu ziołami wkładamy do wysokiego słoja albo jeszcze lepiej naczynia z kamionki. Zalewamy to wszystko letnią wodą, dzieło wieńczymy kromką razowego chleba i czekamy tydzień.

Po tygodniu zakwas buraczany, bez żadnych konserwantów, bo przecież sami sobie nie będziemy robić na złość- nadaje się do popijania. Idealny na złogi pozimowe w organizmie i cudownie wzmacniający. Wybornie smakuje jako podwieczorkowy dodatek do smażonych placków ziemniaczanych: połowę ziemniaków gotujemy i rozgniatamy, drugą, surową traktujemy tak jak przy tradycyjnych smażonych ziemniakach, obie części łączymy ze sobą, wbijamy jajko, pulpę mieszamy, dodając jeszcze po łyżeczce płatków owsianych i siemienia lnianego, formujemy placki i na gorący olej.

W marcu polecam też, w podobny sposób jak te buraki, zakisić czosnek ale, uwaga, bez obierania go ze skórki. Zachowa wtedy czysty aromat i będzie z znakomicie nadawał się do wczesnowiosennych surówek, jako świetnie podkreślający ich smak…

Napisz komentarz

Your email address will not be published.

Start typing and press Enter to search