///

Zakliczyn. Kto przejmie tradycję „głoszenia” po legendarnym Józefie Podrazie?

5 minut czytania

Pan Józef wychodził ze swojego niezwykłego domu przy ulicy Mickiewicza, niedaleko zakliczyńskiego rynku. Niezwykłego, bo niby położonego w miasteczku ( Zakliczyn wtedy jeszcze, pod koniec lat 70-tych minionego stulecia nie miał statusu miasta), ale urządzony w wiejskim zgoła stylu.

Wchodziło się do środka przez szeroką sień. Po obu stronach, wysoko aż po powalę pachniało suszące się siano. Wychodził w paradnym mundurze strażackim z przypiętym doń Brązowym Krzyżem „Za zasługi dla pożarnictwa”. Pan Józef był strażakiem- ochotnikiem. Szedł niespieszno w kierunku rynku, przystawał w kilku najważniejszych miejscach i „głosił”, uderzając najpierw rytmicznie pałeczkami w niewielki bębenek.

– Uwaga, ludzie,uwaga! Jutro zebranie w świetlicy, przyjdźcie wszyscy, bo sprawy ważne będą omawiane .Czy ratusz będzie odnawiany jak trzeba? Ile pieniędzy pójdzie tym razem na wodociągi? Kiedy naczelnik powie o budowie kanalizacji? Tu i ówdzie otwierane były okna i ludzie wysłuchiwali z uwagą głoszenia. – Bo jak ja głoszę, to wysłuchują, a nie tylko słuchają. A jak wysłuchują, to potem świetlica pełna jest. Moje głoszenie więcej warte niż rozlepianie kartek z informacjami- mówił .

I tak było przez lata całe. Odwiedziłem Zakliczyn w 1979 roku i wtedy poznałem pana Józefa. Był dumny z tego, co robi i zdawał sobie sprawę, że jest w prostej linii „spadkobiercą” średniowiecznego herolda. I dumny był z pana Józefa Zakliczyn. Ostatnie w Polsce miasteczko, które posiadało głosiciela.

Kiedy o nim napisałem ( „Prosto z życia. Głosiciel Podraza zdaje papiery”, Dziennik Polski, sierpień 1979) moim tropem poszła TVP. Przyjazd ekipy telewizyjnej w tamtych latach to było dla miasteczka święto. No i akcje pana Józefa, bohatera telewizyjnego reportażu, rosły. Ludzie pozdrawiali z daleka swojego głosiciela, który tyle sławy przysporzył Zakliczynowi. A potem pan Józef „zdał papiery”, czyli odszedł, z uwagi na wiek, na emeryturę.

Przez długie lata panowała posucha. Ludzie tęsknili za głosicielem, tą osobliwością miasteczka, ale nikomu nie przyszło jakoś do głowy , żeby znaleźć kogoś na miejsce pana Józefa i kontynuować piękną tradycję. Za moją namową naczelnik a potem wójt Zakliczyna Kazimierz Korman zdecydował o kontynuacji dzieła. Wreszcie po latach miejscowy społecznik Janusz Ogonek podjął się głoszenia. Jego nagłą śmierć przerwała głoszenie.

– Czy Zakliczyn zamierza wrócić do niegdysiejszej tradycji, z której był tak słynny? Byłby to znakomity pomysł na promocję miasteczka. Z takim pytaniem zwróciłem się do burmistrza, pana Dawid Chrobaka. – Tradycję zakliczyńskiego „herolda” po zmarłym legendarnym Józefie Podrazie przejął zakliczyński animator i działacz społeczny Janusz Ogonek. Niestety nagła śmierć pana Ogonka kilka lat temu przerwała tę tradycję, która obecnie nie jest kontynuowana – mówi burmistrz. – Nie wykluczamy jednak powrotu do tej formy głoszenia informacji gminnych podczas uroczystości i imprez kulturalnych, np. organizowanej od 2017 (w tym roku zawieszonej ze względu na koronawirusa) Biesiady Rycerskiej przy ruinach zamku w Melsztynie, która przyciąga liczne grupy rekonstrukcyjne i rzesze turystów lub podczas corocznego Święta fasoli. – Powrót do tradycji „herolda” jest ciekawym pomysłem na projekt, współfinansowany ze środków zewnętrznych, np. Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego lub Marszałka Województwa Małopolskiego.

Zygmunt Szych

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

Poprzedni wpis

Przyrodnicze niezwykłości: Czterej Bracia i Kochankowie Brzozy

Następny wpis

Tarnów: "Mayday" w teatrze (premiera)