Ze Starej Szafy. Tajny śpiewnik domowy. Szych spisuje, Bielawski opowiada

7 minut czytania

– Masz 10 lat, niedawno skończyła się wojna i okupacja. Ludzie powoli otrząsają się z horroru, jaki dane było im przeżyć. Na rozmaitych uroczystościach rodzinnych i spotkaniach towarzyskich słychać śpiewy. Co wtedy śpiewano?

– Głównie przedwojenne szlagiery, najczęściej te Hanki Ordonówny. Przysłuchiwałem się im i po jakimś czasie znałem niemal wszystkie na pamięć. Ale były też piosenki mniej znane, takie o niedawnych przeżyciach z czasów okupacji. Szczególnie utkwiła mi w pamięci tęskna piosenka o chłopaku, który musi porzucić ukochaną, bo wyjeżdża do Rzeszy na roboty przymusowe. Tak to szło:

– „dziś Arbajtzamt ( Urząd ds. Pracy- przyp.Z. Sz.) zawezwał mnie/ do Rzeszy jechać mam / więc do widzenia, najdroższe serce me /wojna się skończy /to zobaczymy się”. Dorośli śpiewali to i łykali łzy. Byli wśród nich tacy, o których mówiły słowa tej piosenki.

– Co jeszcze śpiewano?

– Oczywiście, ”Czerwone maki”. Ale niemal szeptem. To była zakazana piosenka, bo opiewała bohaterstwo żołnierzy od Andersa, a Anders i jego żołnierze byli po niewłaściwej stronie. Zamiast bić się o Polskę u boku niezwyciężonej Armii Czerwonej, wyzwalali od Niemców zachodnie kraje. Władzy ta piosenka się nie podobała, i można było podpaść za takie śpiewanie…

– Ta druga strona, czyli narzucona nam po wojnie władza komunistyczna też miała swoje pieśni.

– Naturalnie. Poeci dwoili się i troili żeby sprostać wymaganiom rządzących. Brylował na tym polu Broniewski, autor jednego z poematów o Stalinie, ale i Szymborska. Opiewano towarzyszy z UB, którzy czuwali nocą nad naszym snem. Broniewski:

„pędzi pociąg historii /błyszczy stulecie-semafor /rewolucji nie trzeba glorii /nie trzeba szumnych metafor /wystarczy on, Maszynista /Stalin /słowo jak dzwon”. Niewiele wtedy z tego rozumiałem, ale w szczególny sposób utkwiła mi w pamięci pieśń o nocy ciemnej i zimnej. Po latach dowiedziałem się, że słowa do niej napisał sam Witold Woroszylski, pupilek tamtej władzy.

– Dlaczego akurat tamtą pieśń zapamiętałeś tak szczególnie?

– Bo słowa dobierano w zależności od sytuacji, o czym rzecz jasna dowiedziałem się dużo później. Pierwotnie, zgodnie z intencją autora, była to pieśń o „kabewiakach”, żołnierzach Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW), wykorzystywanych do akcji przeciwko bandom, jak nazywano żołnierzy walczących z narzuconym reżymem.

– Jak takie śpiewanie domowe wyglądało w tym akurat przypadku?

-Nader groteskowo. Jeżeli w towarzystwie był ktoś „trefny”, czyli w jakiś sposób powiązany z władzą, śpiewano o kabewiakach:

„noc ciemna i zimna, i zimny wicher dmie /a nasza kompania do boju aż się rwie/ (…) widziałem jak faszyści walili w jego twarz / ty młody kabewiaku, gdzie swój pistolet masz / tak zginął kabewiak / ojczyzny naszej kwiat(…) porucznik jego ojciec /sierżantem jego brat /a on szeregowcem,co serce moje skradł /wiwat, niech żyje dziewczyna , wino śpiew /my młodzi kabewiacy, co rozpalamy krew”. Tak to szło.

-A kiedy w towarzystwie byli sami swoi?

– Wtedy śpiewano: ” a nasza eskadra do boju aż się rwie”.Chodziło o polskich lotników walczących z Niemcami o Anglię. Zapamiętałem z tamtych lat spotkanie towarzyskie w gronie robotników rolnych, czyli pracowników PGR, Państwowych Gospodarstw Rolnych. Znajoma mi pieśń, najpierw o kabewiakach, potem o eskadrze, która do boju aż się rwie i lotnikach, tu zamieniona została raz jeszcze. Śpiewano tam:

-„ krew zalewała zieloność jego szat /ty młody robotniku rolny, gdzie swój pistolet masz (…”) tak zginał młody robotnik rolny, ojczyzny naszej kwiat”. Ponieważ śpiewano zazwyczaj już po kilku głębszych, słowa plątały się jakoś. I nie mogłem zrozumieć frazy o nieżyjącej dziewczynie:

„ wiwat, nie żyje dziewczyna,wino śpiew…” No bo dlaczego „wiwat”, skoro dziewczyna nie żyje? Okazało się, że w pierwotnym tekście było:”:wiwat, niech żyje, dziewczyna…”

– Paradne. Wygląda na to, że zmieniano słowa w zależności od tego, jaki zawód dominował na towarzyskim spotkaniu.

– Tak było. Wydawać by się mogło, że ta pieśń biesiadna została na dobre zapomniana. Wyobraź sobie moje zdumienie, kiedy ją usłyszałem przy ognisku, w wykonaniu całkiem młodego pokolenia i w wersji absolutnie uwspółcześnionej, zgodnej z duchem czasu, jaki zdaje się nadchodzić, a może już nadszedł. Słowa szły tak:

„ dziewczyną jego ojciec /dziewczyną jego brat /i on też dziewczyną, co serce moje skradł /wiwat niech żyje, dziewczyna wino śpiew, my młode lesbijki co rozpalamy krew…

– Cóż, każda epoka ma własny porządek i ład…

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.