Złotogłówka ognista, czyli zniczek

Z gęstego, wysokiego krzaku jałowca wyfrunął nagle, prosto na mnie maleńki ptaszek i zniknął w sosnowym zagajniku. Wiedziałem, że powróci tu dopiero za minutę-dwie, więc powoli, dyskretnie, rozchyliłem kłujące gałązki krzewu, żeby upewnić się, że jest tam gniazdo tego jednego z najmniejszych, obok mysikrólika ptaków w  naszym kraju, ważącego zaledwie 4 gramy. Rzeczywiście, w gniazdku, przylepionym nieomal do pnia popiskiwało, czekając na kolejną porcję jedzonka, ośmioro młodych. Domek z niewielkim otworkiem wejściowym miał kształt kuli, a jego grube ściany usłane były z mchu, rozmaitych porostów, łyka i dodatkowo jeszcze owadziego przędziwa. Całkiem przytulne miejsce. I, co najważniejsze, niedostępne dla drapieżników.

Zniczka nazywają gdzieniegdzie złotogłówką ognistą, i jest to malownicza, ale i bardzo słuszna nazwa, bo ten należący do sikor ptaszek, podobnie jak jego bliski krewniak mysikrólik , o oliwkowozielonym ubarwieniu ma szczyt głowy koloru czerwono pomarańczowego, z białym pasemkiem nad okiem. Oba ptaszki, zniczek i mysikrólik są niemal nie od odróżnienia i trzeba dojrzeć to pasemko by upewnić się, że mamy do czynienia ze zniczkiem właśnie, a nie mysikrólikiem.

Przylatuje do nas późno, bo dopiero pod koniec kwietnia, a odlatuje już we wrześniu, więc musi spieszyć się z wychowaniem potomstwa. Tym bardziej, że wyprowadza dwa lęgi w sezonie, a budowa misternego gniazdka zajmuje mu trochę czasu. No i potem od rana do zmroku uganianie się za drobnymi owadami i larwami, bo czasami w gniazdku jest aż 11 młodych!

Pospiesznie wycofałem się, żeby go nie niepokoić i po chwili widziałem, jak bez oglądania się na boki zanurzył się w tym jałowcu na krótką chwilę. Ukryłem się w pobliżu za starym dębem i  słyszałem jak młode popiskują: to zwyczajowa kłótnia o jedzenie. Rodzice jednak doskonale wiedzą, komu teraz należy się porcja, więc reszta szybko milknie i czeka na swoją kolej.

Zniczki przyleciały do nas z południowej Francji i Hiszpanii, czasami zimują też w Afryce Północnej. Od mysikrólików różnią ich obyczaje: nie są towarzyskie i nie lubią przyłączać się do stada sikor, jak to robią ich bliscy krewniacy. Wolą uganiać się po lesie parami, a w naszym regionie można je spotkać częściej niż mysikróliki, zwłaszcza w lasach iglastych w południowej części naszych stron.

 

fot. wikimedia.org

 

Napisz komentarz

Your email address will not be published.

Start typing and press Enter to search