Zwyczaje i obyczaje. Wigilia – szczególny dzień w roku

38 minut czytania

A trzy krzesła polskim strojem

Koło stołu stały próżne

I z opłatkiem każdy swojem

Idzie do nich spłacać dłużne

Pokłada na talerzu

Anielskiego chleba kruchy

Bo w tych krzesłach siedzą duchy

Jest to urywek z wiersza Wincentego Pola „Pieśń o domu naszym” z połowy XIX wieku, który wyrażanie pokazuje, że opłatkiem można się dzielić nie tylko z żywymi ale również z duszami zmarłych, które w noc wigilijną odwiedzają swoje rodzinne domy. Stąd też między innymi na wigilijnym stole talerz pusty, a przy stole wolne krzesło. Stąd również zwyczaj, który nakazuje w dzień wigilii dmuchanie na krzesło zanim się na nim usiądzie by zdmuchnąć duchy.

Musimy pamiętać, że światło i ogień w dniu wigilijnym to stara polska tradycja. Od zarania palono światła, a w wielu okolicach w noc wigilijną nawet ogień w piecu podtrzymywano całą noc, żeby zziębnięte dusze wędrujące po ziemi mogły się przy nim ogrzać. Wierzono, że dusze ludzi również zasiadają do wigilijnej wieczerzy. Przychodzą w tym dniu utrudzone z zaświatów. Stąd trzy krzesła próżne w wierszu Wincentego Pola. Wierzono, że jeśli „wyjdzie się do sieni i przez dziurkę od klucza popatrzy na wieczerzających przy stole wigilijnym można na pustym miejscu ujrzeć osobę zmarłą w tym roku”. Mówiono: „Wierzyć nie wierzyć lepiej nie mędrkować, tylko po wieczerzy zostawić na stole łyżki, niechże je sobie duszyczki wyliżą”. Mówiono w okolicach Przeworska.

Krótka opowieść z Zamku Potockich w Łańcucie obrazuje wierzenia związane z wigilią: Do sieni pałacowej wybrukowanej dębową kostką żeby kopyta końskie nie czyniły hałasu zajechał powóz. Wysiadł z niego wędrowiec stary i panna w białym płaszczyku z angielskiej wełny. Wędrowiec zniknął w drzwiach gabinetu ordynata. Panna potrząsając jasnymi lokami wbiegła na piętro pałacu. Zrobiła to tak jakby przeniknął duch.

Skąd przybyli? „Chocieś d… miodem smarować raczył, nigdym mezaliansu Tobie nie wybaczył” – pisał dziadunio Panny Jasnowłosej z Łańcuta do jej ojca, gdy ten z prostą szlachcianką się ożeniwszy, z pałacu oddalony został. I nie powrócił, aż umarł i cała familia jego. Dopiero w dzień wigilijny zajechał powóz biały ich cienie przywożąc, które na ten wieczór przybrały postać wędrowca i panny w płaszczyku z angielskiej wełny.

Tą opowieść przytaczam za Anną Konecką, która w 2000 roku opublikowała na łamach Nowin Rzeszowskich artykuł. Pamiętam jego tytuł: „Noc świątecznych cieni”. Taką bowiem nocą jest noc wigilijna?

Stanisław Ciesielczuk w wierszu „Wigilia” napisał:

Ze stodoły weź ojcze snop żyta

I tu w kącie, jak co roku postaw

Niech zadzwoni niech do nas zawita

Święta wigilia po dawnemu prosta

O dzieciństwie śnieg kolędę zanuci

Powróciłem, matko moja droga

Jeszcze nieraz odejdę by wrócić

„Drzewka dawniej nie znali, ale za to w każdym kącie izby stał snop zboża, żyta, pszenicy, jęczmienia i owsa a czasami proso”. To cytat z książki Jana Stanisława Bystronia „Dzieje obyczajów w dawnej Polsce”. Bezpośrednio jednak choinka nie wyparła snopów ze zbożem. Były jeszcze przedtem przybrania w formie zawieszonego u powały chałupy wierzchołka sosny różnie zwanego w poszczególnych regionach Polski. Na Rzeszowszczyźnie jutką. Na Warmii i Mazurach jeglitką. W Małopolsce sadem, a w okolicach Jarosławia, Sandomierza i w Lubelskim wiechą. Najbardziej znana była nazwa podłaźniczka. Podłażniczki były wieszane w wigilię rano. Jedną wieszano nad drzwiami zewnątrz. Drugą wewnątrz, a trzecią w oborze. Najważniejszą wieszano u pułapu w izbie w której jedzono kolację wigilijną. Ta była przystrojona „światami” czyli ozdobami zrobionymi z opłatków, jabłkami i orzechami. Podłaźniczki to symbol wiecznie zielonego drzewka żywota i one miały chronić mieszkańców od złych mocy i obezwładniać rzucone uroki. Była więc podłaźniczka poprzedniczką choinki i spełniała takie same funkcje. Trudno zatem się nie zgodzić z Hanną Szymanderską, która w swojej książce „Polskie Tradycje Świąteczne” twierdzi, że: „nie ma podstaw sądzić, że sam zwyczaj przybierania izby w Wigilię „drzewkiem” wzięliśmy od Niemców. Od nich pochodzi tylko tradycja choinki stojącej zamiast naszej o wiele starszej –wiszącej, czyli podłaźniczki”.

 Kajetan Kraszewski w swoim wierszu „Z opłatkiem” odnosi się do obrzędu łamania się opłatkiem.

Do siego roku życząc panu bratu

Kiedy w rozłące pędzim dni ostatek

Choć dziś ten zwyczaj obojętny światu

Ślę Ci opłatek

Ojców to naszych obyczaj prastary

Rodzimej wiary maluje dostatek

Symbol braterstwa, miłości i wiary

Święty opłatek.

 Wieczerza wigilijna w tradycji chrześcijańskiej rozpoczyna się od łamania opłatkiem. Opłatek to cieniutki jak mgiełka kawałek „anielskiego chleba”. Symbolizuje chleb, którym tak jak opłatkiem, należy dzielić się z innymi. Obecność opłatka na wigilijnym stole sprawia, że dominującym akcentem w obchodzeniu Świąt Bożego Narodzenia jest chleb. Dawniej opłatek wigilijny nazywany był „Chlebem Świętym”, „Chlebem Bożym” lub „Chlebem Anielskim”.

Opłatki kładziemy zgodnie z tradycją na wigilijnych stołach. Kładziemy je na talerzu, chlebie, na wiązeczce siana, na ziarnach rozsypanych na obrusie lub zawiązujemy w serwetkę. Są opłatki chlebem osobliwego rodzaju. Piecze się je z białej starannie przesianej mąki pszennej zmieszanej z czystą wodą.

„Oblatum” z łacińskiego opłatek znaczy to, co ofiarowane.

Początkowo nazywano tak chleb ofiarny łamany i spożywany przez pierwszych chrześcijan podczas ich spotkań, wspólnych modlitw i na pamiątkę obrzędów chleba i wina odprawianych przez Chrystusa podczas Ostatniej Wieczerzy, zgodnie z testamentem „to czyńcie na moją pamiątkę”.

Opłatek symbolizował zgodę i jedność, a chleb – dobrobyt i początek nowego życia.

Wracając do tytułu artykułu to zastanawiam się jak byśmy się dzisiaj zachowali gdyby do naszych drzwi w czasie wigilii zapukał ktoś samotny nieznany opuszczony. Czy potwierdziłaby się polska tradycja zaproszenia do wigilijnego stołu zbłąkanego gościa?

Jedz nie pytaj – a gdyć mało

Starodawną znaj wilię

Masz tłuczeńców misę całą

I zamorskie bakalie.

Każde zdarzenie w tym dniu stanowiło podstawę do wróżb i przepowiedni.

Z powodu wiary w to, „że jaka wigilia taki cały rok” nie cerowano ani nie szyto ażeby „nowe się nie darło”.  Powinno się wstać o wczesnej porze samemu, bez budzenia i pospieszyć na ostatnie roraty. Żebracy nie prosili o jałmużnę w tym dniu bojąc się, że przez cały rok niczego od nikogo nie dostaną. Należało uważać by pierwszy do domu przyszedł mężczyzna, a nie kobieta. Przyjście mężczyzny wróżyło na cały rok zdrowie i pomyślność, a kobiety choroby i nieszczęścia lub dziurawy rok. Ten zwyczaj był kultywowany w okolicach Dynowa mojej rodzinnej miejscowości jeszcze w latach siedemdziesiątych XX wieku.

Gospodynie nie powinny „oblizywać” pałki do ucierania ciasta bowiem mogło to skutkować „łysym mężem”. Gospodyni podczas przygotowywania wieczerzy nie mogła usiąść, bo „byłaby w nowym roku leniwa”. Mężczyzna, który przezornie wybrał się tego dnia do karczmy by napić się „okowity” nie musiał się martwić, że grozi mu przymusowa abstynencja. Przed wigilią tradycyjnie myto się w miednicy z zimną wodą, do której wrzucano monety. Dotknięcie takiej monety gwarantowało bycie silnym jak kruszec, z którego była wykonana i oczywiście gwarantowało bogactwo przez cały rok. Nie wolno było „rozchlapać” wody, bo zwiastowało to, że zalęgną się pchły. Jeżeli komuś udało się v ukradkiem podebrać sąsiadowi siekierę, pług, czy wóz mógł uznać, że odtąd wszelkie dobro będzie mu „lgnęło do rąk”. Za oddanie podebranych rzeczy otrzymywał okup. Gdyby się zdarzyło urwisowi dostać wigilijne lanie to wróżyło ono całoroczną systematyczną kontynuację. Od dzieci wymagane było tego dnia wyjątkowe posłuszeństwo i szczególna grzeczność, by uniknęły napomnień i kar w ciągu całego roku. Należało pamiętać o wystrzeganiu się kłótni i sprawiania przykrości bliźnim, bo jaki jesteś w wigilię taki będziesz cały rok.

Przepowiadano w wigilię pogodę na cały rok. Przed wieczerzą układano dwanaście części cebuli i każda symbolizowała jeden miesiąc. Posypywano je solą. Po wieczerzy sprawdzano, na której sól zawilgła, co miało oznaczać, ze ten miesiąc będzie mokry. Jasny dzień obiecywał, że kury będą się dobrze niosły. Pochmurny gwarantował obfitość mleka.

Przypominano też drzewom o rodzeniu. W tym też celu gospodarz lub gospodyni owijała drzewka owocowe słomą mówiąc „Drzewko rodź, bo się Pan Jezus rodzi”. Po wieczerzy trzęsiono drzewkiem i straszono je ścięciem jeśli nie będzie rodziło.

Jedno z przysłów mówiło „Wigilia jasna, święty Jan ciemny obiecują rok przyjemny”.

Szczególne miejsce zajmowały w wigilię wróżby matrymonialne, a także te dotyczące życia.

Do dzisiaj pozostała wiara w niektórych regionach Polski w szczególną moc słów i gestów wigilijnego dnia. Idą one jednak w zapomnienie. Jeszcze na początku XX wieku do „obowiązku” gospodarzy należało wypowiadanie takich zdań jak „Pleń się żytko pleń” czy „Wiąż się groszku wiąż”. Miały one zapewnić dobry urodzaj w nadchodzącym roku.

Różne też były sposoby dociekania tego czy gospodarstwo czeka błogosławieństwo czy klęski żywiołowe. Stawiano cztery garnki dnem do góry ukrywając pod jeden pieniądz, pod drugi kromkę chleba, pod trzeci kawałek węgla i pod ostatni czepek. Każda obecna na wieczerzy dziewczyna wychodziła do sieni, a tymczasem pozostałe w izbie zmieniały zawartość pod garnkami. Wybór pieniądza oznaczał w przyszłym roku zarobienie wielu pieniędzy. Kromka chleba, że nie zazna biedy, węgiel śmierć, a czepek zamążpójście. Na Podbeskidziu przy wróżbach posługiwano się także śpiewnikiem kościelnym. Otwierano go w nocy lub nad ranem w dowolnym miejscu. Jeżeli otwierający trafił na pieśni postne to rok miał być smutny, gdy na wielkanocne lub kolędy – wesoły.

Panny zamiatając izby przed kolacją wigilijną musiały pamiętać by zamiatać ją od drzwi w kierunku okna „po to by nie odganiać kawalerów”. Pochmurne niebo w wigilię wróżyło zamążpójście pannom starym i bogatym natomiast jasne biednym i młodym.

Zamążpójściu pomagało też wyrzucanie śmieci poza płot i nasłuchiwanie, z której strony zaszczeka pies. Z tej strony miał przyjść kawaler. W tym samym celu dziewczęta trzęsły płotem i mówiły „trzęsę cię płotku skąd przyjdziesz chłopku”. Panny dbały o to by trzeć mak na placek. Miało to również przyśpieszyć zamążpójście.

W okolicach Lipnicy Murowanej dziewczęta wprowadzały di izby psa i każda z nich starała się zachęcić go by wybrał jej kość. Miało to wróżyć szybkie zamążpójście. Chłopcy natomiast z niecierpliwością oczekiwali na zakwitnięcie gałązki wiśni, którą sami zasadzali w doniczce w dniu świętej Katarzyny, a następnie pielęgnowali. Jeśli zakwitła w okresie świąt Bożego Narodzenia lub przed Nowym Rokiem był to znak rychłego ożenku.

Przed zmrokiem należało przynieść węgla, wody i drzewa na całe święta gdyż jak wierzono jeśli coś się wniesie po wieczerzy do domu wszystko zjedzą myszy.

Po wieczerzy wigilijnej nie należało już robić nic nawet czyścić butów.

Wypatrywano pierwszej gwiazdy. Do wigilii zasiadano, gdy pojawiała się na niebie. Pierwszej gwiazdki wypatrywać miały dzieci. One dawały sygnał do rozpoczęcia wieczerzy wigilijnej.

Stół musiał być nakryty śnieżnobiałym obrusem. Pod obrusem siano lub słoma, którą po wieczerzy obwiązywano drzewka w sadach. Na stole opłatek.

„We wilię musiało być wszystko jedzenie na stole, tak, aby podczas wieczerzy nikt nie potrzebował od stołu odchodzić przed zakończeniem tejże. Trzymano się tego, ponieważ mniemano, że kto we wilję od stołu odejdzie przed zakończeniem wieczerzy, ten umrze i drugiej wieczerzy wigilijnej nie doczeka”.

Przytoczę teraz wspomnienia mieszkańca, Kraczkowej (podkarpackie) z początku XX stulecia dotyczące wigilii. „Dzieciska wylatywały już od południa patrząc czy gwiazdy nie widać, bo z ujrzenia gwiazdy rozpoczynano wieczerzę. Do wieczerzy stół ustawiano na środku izby kładziono na niego siano i nakrywano łańcuchem. Pod stołem kładziono maśniczke i z każdej strony kładziono do misy trzy łyżki każdej strawy. Dawano ja później krowom i tyle masła miało się zrobić ile było straw w maśniczce”. Pierwsza potrawa szoł groch. Gospodarz biorąc go na łyżkę ciskał po kątach i wołał „Wilczku, Wilczku i ty czarowniczko chodź dzisiaj na obiad. Jak nie przyjdziesz dzisiaj nie przychodź cały rok. Bały się dzieci, bo myślały, że wilczek przyjdzie. Po grochu była kapusta, barszcz z grzybami, ryż na cukrze z jabłka placek na miodzie i strucla, a potem orzechy laskowe i jabłka. Musiało być dwanaście straw”.

Wieczerza rozpoczynała się od łamania opłatkiem i wzajemnych życzeń.

Do stołu zasiadali wszyscy domownicy zostawiając dodatkowe miejsce i nakrycie dla niespodziewanego gościa „wędrowca”, „przechodnia”, „Matki Boskiej”, czy zmarłej duszy. Dzieci podczas wigilii nie miały prawa głosu. Nie wolno było odkładać łyżek w czasie jedzenia, bowiem groziło to śmiercią domownika lub rozbieganiem się bydła podczas pasienia. Pod stołem wigilijnym umieszczano rzeczy z żelaza. Trzymając na nich nogi zapobiec można było reumatyzmowi i uzyskać siłę oraz bogactwo. Powrósłem obwiązywano stół. Jest to zwyczaj znany na Podkarpaciu. Miało to zapewnić dostatek chleba. Wszyscy domownicy po powrocie z Pasterki spali na słomie przykrytej prześcieradłem w kuchni. Nikt nie spał w swojej pościeli.

Ciekawy zakaz obowiązywał w dawnym powiecie Brzozowskim. W czasie wieczerzy wigilijnej nie wolno było pić wody „żeby wróble nie dziobały pszenicy”.

W Mieleckim nie wolno było wychodzić poza dom z jedzeniem w ustach by nie sprowadzić na siebie bólu zębów.

W Przeworskiem dziewczyny, które chciały wyjść szybko za mąż musiały jeść kolację wigilijną stojąc.

Wigilią rządziła też magia liczb.

Gospodyni dbała o to by do stołu zasiadała parzysta liczba uczestników, bo innym przypadku ktoś z ich grona może w przyszłym roku umrzeć. Potraw powinno być sześć lub dwanaście. Jako pierwsze danie podawano przeważnie kapustę. Pozostałe to żur z grzybami i ziemniakami, groch, fasola, kasza, pierogi z suszonymi śliwami.

Kolacja wigilijna była i jest kontynuacją tradycyjnych uczt domowych naszych pradziadów.

Dzisiejsza wieczerza wigilijna w czasach pogańskich była stypą zaduszaną, a jej podobieństwa zachowały się w ludowych potrawach wigilijnych. Według wierzeń ludowych dusza ludzka musiała się co pewien czas pożywić i dlatego należało dla niej przygotować ściśle określone potrawy. Do nich zaliczano bliny, fasolę, groch, bób, jabłka orzechy i miód- uważane za pokarm dla dusz zmarłych.

Z lasu pochodziły grzyby, orzechy i miód. Z pola kasze rośliny oleiste, zboża, jarzyny, owoce a z rzek jezior i stawów ryby. Nabiał w dawnych czasach nie był traktowany przez Kościół jako potrawy postne. Słowiańską tradycję postnej wieczerzy kultywował prosty lud. Szlachta a tym bardziej arystokracja podchodziła do tego zwyczaju bardziej luźno. Do tradycyjnych potraw jak zauważa Łukasz Gołębiowski w swojej książce Domy i dwory należały: „gryczanek- z mąki tatarczanej kluski, żur z maki owsianej na noc zakwaszany rzadki, a kisiel też sama potrawa, tylko do większej gęstości przywiedziona, czasem zaziębiona tak, że się nożem kraje… pęcak z jęczmienia tłuczonego z grochem… safamacha / zacierka lemieszka z krup owsianych lub jęczmiennych/ dop. TM, ciastuchy, cibora, gruca, knysze, pirogi to gotowane to w piecu pieczone”.

Każdy region miał swoje potrawy. Do najbardziej typowych i tradycyjnych potraw podawanych podczas wigilii jak twierdzi Hanna Szymanderska w książce „Polskie Tradycje Świąteczne” należały: barszcz z buraków lub zupa grzybowa, siemieniatka / Nazwa dania pochodzi od głównego składnika: nasion (siemienia) konopi. Według wierzeń ludowych, potrawa ta miała magiczną moc dzięki dużej ilości ziaren. Wierzono, że chroni przed świerzbem i wrzodami. Praktycznie każda gospodyni miała swój własny starodawny przepis na wspomniane danie./ dop. TM, bigos postny, kasza jaglana ze śliwkami suszonymi, groch lub fasola, kluski pszenne z makiem, kisiel z owsa, kutia oraz piernik, a na koniec jabłka i orzechy/.

W okolicach Rabki jedzenie było postne bez nabiału i składało się przeważnie z barszczu śliwkowego z ziemniakami, wodzianki, zupy grzybowej z chlebem, karpieli gotowanych, ziemniaków lub pierogów z kapustą. Tam kolację wigilijną kończył kompot śliwkowy z kluskami.

Na Podhalu podawano kluski zrobione z ziemniaków polane miodem, „kłótę”, czyli kapustę z ziemniakami, bób, groch, kołacze z razowej mąki z serem, suchy chleb z miodem i „kwaśnicę”- kapuśniak z suszonymi śliwkami.

W okolicach Rzepiennika Strzyżewskiego wieczerza wigilijna zwana „obiadem wigilijnym” składała się z „wszystkiego co się rodzi w polu”. Był ten obiad wigilijny jakby zaklęciem urodzaju. To co znalazło się na wigilijnym stole powinno w Nowym Roku przynieść dobry plon. Potraw podawano dwanaście lub sześć. / Wymienia się niekiedy nieparzystą liczbę pięć lub siedem/. Jako pierwsze jedzono kapustę z chlebem lub grochem. Na pozostałe dania składały się najczęściej: barszcz owsiany /żur/ z grzybami i ziemniakami, groch i fasola maszczone olejem lnianym, kasza lub pierogi z suszonymi śliwkami oraz kluski z makiem. Autorzy publikacji „Rzepiennik Strzyżewski- materiały etnograficzne” podają, że w skład potraw wigilijnych wchodziły: „gotowana rzepa polewana olejem” i „Pamuła z gotowanych śliw zagęszczona mąką polewana mlekiem i podawana z ziemniakami”.

Na Śląsku jadano najczęściej w tym dniu siemieniotkę, suszone śliwki z fasolą, kartofle ze śledziem, suszone śliwki z kaszą, gotowaną suszoną rzepę, fasolę „maszczoną” olejem, zuwkę z serem, bombolki i kołacze z serem lub śliwkami.

Przy okazji wieczerzy wigilijnej oddawano hałd zmarłym przodkom i wróżono sobie o przyszłym urodzaju czy nawet długości życia. W zależności od lokalnej tradycji stół wigilijny sprzątano natychmiast po kolacji lub wszystko pozostawiano do następnego dnia lub zakończenia świąt. Sprzątanie uzasadniano tym, że przez cały rok będzie porządek.

Jadło w innych regionach pozostawiono do następnego dnia „żeby umarli mogli również odprawić wieczerzę”.

Okruszyny dawano bydłu, zakopywano w ogrodzie pod drzewami bądź rozrzucano po polach. Nigdy nie wyrzucano na śmietnik.

Szczególną pamięć okazywano tego wieczoru bydłu. Wiązało się to z tym, że koń czy krowa stanowiły niejednokrotnie podstawę egzystencji. Przed pierwszą wojną światową zdarzały, się w okolicach Opola przypadki wprowadzenia krowy do izby, aby towarzyszyła rodzinie przy wieczerzy. Wyrazem szacunku chłopa do bydła było też odmawianie po wieczerzy wigilijnej modlitwy u żłobu przed każdą krową ( klęcząc). Dzisiaj powszechnym jest jeszcze dawanie krowom kawałka opłatka wraz z paszą i resztkami ze stołu wigilijnego.

Spośród zwierząt hodowlanych w gospodarstwach wiejskich wyróżniano w wieczór wigilijny jeszcze psa, koguta, gąsiora i kaczora. Było to związane z rolą, jaką pełniły te stworzenia w gospodarstwie.

Stałym elementem wieczoru wigilijnego było obdarowywanie dzieci przez rodziców a gdzieniegdzie wzajemne dawanie sobie podarków. Prezenty przynosiło „dzieciątko”.

W tej konwencji zapisał ów zwyczaj Adolf .Hytrek (1879) „Wreszcie zgromadzą się znowuż wszyscy i odbierają dzieciątko” tj. podarunki, które dzieciątko nakładło”. Czynności wróżebne trwały cały dzień. Rozpoczynały się wczesnym rankiem przybyciem do domu młodego chłopca lub mężczyzny, którzy uosabiali siły witalne, a kończyły podczas pasterki rzucaniem grochu z chóru kościelnego za pomyślność i urodzaj.

Do tradycji wigilijnych zawsze należała większa gościnność niż zwykle. Każdego przybyłego traktowano jak upragnionego gościa. Wigilię przeżywano wspólnie, a właściwie wspólnotowo. Stanowi to niestety ogromny dysonans z dzisiejszym egoizmem, hermetycznością i brakiem szacunku dla innych.

Niewiele zachowało się do dzisiaj wigilijnych dawnych obyczajów. Choćby były one dla nas dzisiaj śmieszne, nielogiczne, dziwne to pamiętajmy w tę jedną jedyną noc w roku wszystko się mogło i może zdarzyć.

Jeżeli ktoś nie wierzy to proszę przywołać kolędę „Bóg się rodzi”. Tam nawet nieskończoność ma swoje granice. Ogień krzepnie, a blask ciemnieje. I tak od 1792 roku, kiedy to Franciszek Karpiński napisał swoją kolędę nic się nie zmieniło. Zmieniają się tylko wykonawcy.

Po wieczerzy gospodarz dawał kolędę a dzieląc się opłatkiem mówił „Żebyście doczekali pospołu się łamali” Przynoszono do izby słomy wiązkę i stawiano na środku. Wsadzono do niej małego chłopca zawiązując go w snopek.

Raptem ktoś rozcinał powrósło. Wiązka się rozlatywała i chłopak wylatywał z krzykiem. Zebrani śmiali się, mówili, że narodził się Pan Jezus”.

Panowało powszechne przekonanie, że w wigilię los człowieka może zyskać nowy wymiar i chyba tym powodowany Melchior Wańkowicz zawsze wierny tradycji napisał o wigilii: „Jest taki jeden jedyny wieczór w roku, kiedy każdy z nas, – choć może nie przyzna się do tego przed samym sobą to przecie w głębi serca wierzy, czuje, że oto gdzieś, kędyś na Drodze Mlecznej szafarz niebieski odwraca teraz klepsydry naszych żywotów”. Oby odwracał we właściwą przychylną innym stronę.

Adam Ziemianin napisał wiersz „Po Wigilii”. Krótki, a zarazem głęboki w swojej treści. Niech ten wiersz będzie zakończeniem moich wigilijnych rozważań.

Gdy już wszyscy

Mówią językiem

Ryb i grzybów

Wprzęgam do sań

Siwego od mrozu konia

Odpływamy

Miasteczko w pochodniach

Lepi bałwany

Na płozach ostrzą noże

Przybrane dziecko

Śmieje się do szyby

I tylko śniegu białe opłatki

Łamią się życzliwie

Z świerkami

Z jodłami

Potem o dwunastej

Siwy zaczyna mówić

A mówi tak przekonywująco

Że w drodze powrotnej

Zamieniamy się rolami.

Tadeusz Mędzelowski

Fot. Ilustracyjne pixabay.com

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.