Ze Starej Szafy. Szych spisuje, Bielawski opowiada

Ilustrowany Kurier Codzienny

– Podobno konsul radziecki był częstym gościem w Tarnowie.

- reklama -

– Zapewne przyjeżdżał na przeszpiegi, co zresztą jest obowiązkiem każdego konsula. Inaczej by się zanudzili na śmierć w tym swoich konsulatach. Po każdej takiej wizycie wysyłany był potem do ambasady swojego kraju specjalny, wielostronicowy raport. A częste wizyty spowodowane były rangą miasta. Drugiego po Krakowie w regionie.

- REKLAMA -

– Amerykańskich gości też Tarnów podejmował?

- Advertisement -

– Ale to dużo później, już na początku lat 90- tych. Spragnieni byli wiedzy o tym. co słychać w dużych zakładach przemysłowych. I spotykali się w gronie zaprzyjaźnionych ludzi z ówczesnej”Solidarności”, od których czerpali taką wiedzę. Ja mam na myśli wizytę konsula radzieckiego jeszcze z połowy lat 70- tych i 80- tych.

– Najdłużej panującym, radzieckim konsulem w Krakowie był Iwan Korczma…

-Takie spotkania, przynajmniej ta ich oficjalna część, odbywały albo w zakładach pracy, albo w Sali Lustrzanej. Oficjalnie nazywano je „spotkaniami z aktywem”. Niezbędne konsulowi do notatek informacje pozyskiwał w innych źródłach. O nastrojach, opiniach i o tym, jak są realizowane zalecenia, czyli „przyjacielskie uwagi” od braterskich narodów radzieckich.

– Jedno z takich spotkań zakończyło się pewnym niemiłym zgrzytem…

– A i owszem. Pamiętam je, byłem gościem ze strony SD (Stronnictwa Demokratycznego). Było to jedno z tych nadętych, oficjalnych spotkań w Sali Lustrzanej. Trwało krótko i wychodziliśmy, konsul na przedzie rzecz jasna, akurat w tym czasie, kiedy w katedrze biły dzwony na Anioł Pański. Konsul uchodził za człowieka w miarę naturalnego w obyciu, ale na dźwięk dzwonów skrzywił się. Uznał, że to być jakaś prowokacja. Oto bowiem on, radziecki konsul wychodzi z uroczystego posiedzenia akurat kiedy biją dzwony. I to jeszcze jak mocno!

– I jakiż był ciąg dalszy?

– „A co to?”- zapytał konsul, mocno zdziwiony. Z odpowiedzią pospieszył dygnitarz, którego nazywano, nawet w bliskim gronie” Poczciwym Głupcem”. Nie wiem kto mu je nadał, ale było bardzo trafne. „aaa, bo wiecie, rozumiecie, towarzyszu konsulu, my tu mamy silną kurię”. W tonie jego głosu zabrzmiało to jak pochwała.

– No dobrze. I nic z tym mnie robicie?- nie mógł się nadziwić konsul.
– Jak na razie… Nic – brzmiała odpowiedź mocno skonfundowanego dygnitarza.
– Potem, jak słyszałem, całą historię obrócono w żart i konsul wracał do Krakowa podniesiony na duchu.

Share This Article
Leave a comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *