Jak John Deere zaorał ślub wiceministra Norberta Kaczmarczyka

Kuba Jamrozik

Nie Mateusz Morawiecki, Jarosław Kaczyński czy Donald Tusk, ale Norbert Kaczmarczyk, poseł rodem z Czajęczyc , małej wsi pod Proszowicami, na co dzień wiceminister rolnictwa, został najsłynniejszym polskim politykiem ostatnich miesięcy. Weselem, które wyprawił, rozpalił cały kraj. Ale raczej nie takich życzeń i wyrazów sympatii spodziewał się od rodaków. A wszystko przez jeden prezent, wręczony przez brata.

- reklama -

Norbert Kaczmarczyk w dużej polityce funkcjonuje od 2015 roku. Wtedy po raz pierwszy wszedł do parlamentu. Jako liderowi list Kukiz’15 zaufało mu 8926 wyborców. Tuż przed następną elekcją, planowaną na 2019 rok, nagle nasz bohater postanowił zmienić barwy polityczne i zapisał się do Prawa i Sprawiedliwości. Wtedy po raz pierwszy przyszło mu się zmagać z hejtem. Że ucieka z tonącego okrętu, że koniunkturalista…

- REKLAMA -

Odpowiadał wówczas spokojnie: „Nie wyzbywam się własnej tożsamości, ponieważ tą tożsamością była dla mnie praca dla ludzi, a celem dobro Polski”. Dostał dziesiąte miejsce na liście PiS. I do parlamentu wszedł ponownie. Z lepszym wynikiem, bo zegar zaufania społecznego zatrzymał się na 12 164 głosach. Wkrótce po zaprzysiężeniu, co prawda pozostał przy Zjednoczonej Prawicy, ale uczucia ulokował z Solidarnej Polsce Zbigniewa Ziobry. Ten wkrótce uczynił go odpowiedzialnym za partyjną młodzieżówkę.

- Advertisement -

On naprawdę kocha rolnictwo

Powiedzmy sobie szczerze, Norbert Kaczmarczyk w sejmie zajmuje się tym, na czym się zna. Czyli w dużej mierze sprawami wsi polskiej. I dolą polskiego rolnika oraz promocją polskiej żywności. W ogóle i w szczególe.

Taka jedna sytuacja. Razu pewnego nasz bohater skusił się na śniadanie w sejmowej restauracji. Gdy podano mu zestaw najważniejszego, jak mawiają dietetycy, posiłku w ciągu dnia, od razu miał podniesione ciśnienie. Na porcelanie zauważył bowiem kostkę masła „Lurpak”. Czyli obcego, nie polskiego.

Podniósł rwetes, że w świątyni narodowej demokracji nie promuje się rodzimych produktów mleczarskich. I odnotował sukces, bo zagraniczne masełko zniknęło z menu. Upominał też się o los plantatorów tytoniu. W jednym z wygłoszonych oświadczeń apelował też do letników, by ci nie zżymali się na fakt, iż rolnicy w czasie żniw pracują często całą noc, by zebrać plony i z tego powodu bezsensownym jest zatrudnianie służb mundurowych na okoliczność zagłuszania ciszy nocnej. Sugerował, by ten fakt wpisać do Polskiego Ładu. A do kierowców apelował, by nie trąbili bezmyślnie na widok przejeżdżających maszyn rolniczych.

W kij rolnikom też nie pozwalał dmuchać. Jako czynny piłkarz, stanowczo odpowiedział na zaczepki gwiazd futbolu: Zbigniewa Bońka i Wojciecha Kowalczyka. Na ich średnio śmieszne sugestie odnośnie roboty na roli zaprosił ich do pracy w swoim gospodarstwie, które zresztą uprawia.

Od początku tej kadencji spekulowano o tym, że Kaczmarczyk może zostać wiceministrem rolnictwa. Tekę otrzymał dopiero w listopadzie ubiegłego roku. Ponoć nominacja została przygotowana dużo wcześniej, ale zdecydowany opór polityka Solidarnej Polski wobec tak zwanej „piątki zwierząt Kaczyńskiego” spowodował, że sprawę odłożono w czasie.

Wesele jak z Disneylandu

Miało być wyjątkowo. Niczym z bajki. Z klasą i rozmachem. Po Bożemu wpierw, ale potem z przytupem. Panna Dominika i Pan Norbert swój najważniejszy dzień w życiu, czyli sobotę 20 sierpnia, zaplanowali w najmniejszych detalach. Dwa lata temu narzeczona Pana młodego przyjęła pierścionek zaręczynowy. Młodzi, jak mówi polityk, mieli się ku sobie od wiosen ośmiu. Zresztą niczego nie ukrywali, bo wielokrotnie można było widzieć ich razem na rozmaitych oficjałkach. Chcieli podzielić się swą radością z jak największą ilością osób. Wyszło, że będzie tego około sześćset duszyczek. W świat poszły gustowne zaproszenia, goście zaczęli się głowic nad prezentami.

Młodzi też nie próżnowali. Wynajęli olbrzymią salę w Czuszowie, obficie iluminowaną i ukwieconą. Zamówili orkiestrantów. I to nie byle grajków z sąsiedztwa, ale choćby owiany sława Bayer Full, ten od hitów „Majteczki w kropeczki” czy „Bo wszyscy Polacy to jedna rodzina”, które ponoć miały ongiś wyciskać łzy z oczu Chińczyków. Tych, którzy znają posła Norberta Kaczmarczyka, wybór gwiazdy wieczoru mógł zaskoczyć. Bo wiceminister akurat słucha takich zespołów, jak Kwiat Jabłoni czy Małpa, co z disco polo mają tyle wspólnego, co Mozart z Iron Maiden

No i, oczywiście wykwintne menu. A na deser? Pirotechnika w stylu koncertów Jean Michel Jarre’a.

Zazdrośnicy policzyli, że przysłowiowy „talerzyk,” wyszedł mniej więcej pięć stówek od głowy.

„Bez Boga ani do proga” Słusznie. Zatem wpierw brać weselna spotkała się w kościele pod wezwaniem św. Anny w Bobinie. Kwiaty, organy, przysięga małżeńska, obrączki, „Ave Maria”, szpaler, kwiaty, życzenia, łzy wzruszenia…

I wtedy nadjechał traktor

Ale nie jakiś tam traktor, tylko machina rolnicza jak z nut. Agrarny potwór, zaiste. Ciągnik John Debre 8R 340, co pod maską ma 9-litrowy silnik, sześć cylindrów i moc 340 koni mechanicznych. Jednorazowo może zatankować 727 litrów paliwa. Jak czytamy w prospekcie, waży on 14 ton, jest długi na ponad 6,5 m a osie rozstawione są na 3,5 metra. Przeznaczony jest do pracy na terenach płaskich i sprawdza się na suchej, luźnej glebie. Uwagę przyciąga luksusowa kabina. Rolnik siedzi na fotelu z perforowanej skóry, który jest wyposażony w funkcję masażu i system informatyczno-rozrywkowy. Porównywalną z filharmoniczną jakość dźwięku ma zapewnić zestaw sześciu głośników. W wersji Premium producent dorzuca lodówkę. W środku oglądamy też nowy joystick Command Pro z 11 konfigurowanymi przyciskami. Cacko wyceniane jest na 1,5 miliona złotych.

I z takim prezentem, dla świeżo upieczonego żonkosia, zajechał pod kościół jego brat – Konrad. Maszynę pokropiono wodą święconą i polano szampanem. Kilka dni wcześniej miał ją przetestować minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Samozaoranie?

Internet niemal od razu oszalał od komentarzy w kwestii prezentu. W zdecydowanej większości komentarzy hejterskich. Ozwali się też politycy, jak na przykład Donald Tusk, który braterski prezent przyrównał do limuzyn podarowanych przez bezdomnego pana Stanisława ojcu Tadeuszowi Rydzykowi. Generalnie przestało być miło. Pojawiły się natomiast pytania, skąd kasa na taki podarek czy odprowadzono podatek od darowizny, czy siedzący kilka dni wcześniej minister Ziobro ma uprawnienia do prowadzenia ciągnika. Dlaczego amerykański traktor a nie polska myśl techniczna, czy normalnym jest, by wiceminister rolnictwa brał udział w specjalnie nakręconym filmiku, który nosił znamiona reklamy maszyny.

Generalnie John Deere 8R 340 stał się nie tylko bohaterem całej uroczystości, ale najsłynniejszym pojazdem w Polsce.

Na prawicy zapanowało kłopotliwe milczenie z powodu całej sytuacji. Politycy Zjednoczonej Prawicy w rozmowach od kilku dni drapią się po brodzie, jak wybrnąć z całej sytuacji. Bo z punktu widzenia PR dobrze to nie wygląda. Chętnie sprawę komentują, ale nie pod nazwiskiem, co akurat jest standardem w tej branży, gdy kolegę partyjnego dopada strzyga.

– Na pewno chciał dobrze. Ale wyszło jak w filmie „Kler”: Złote, a skromne. To nie jest fajny przekaz na dziś. Ludzi to kłuje w oczy. W porządku, mógł od brata dostać w prezencie nawet rakietę kosmiczną. Kto ich zna, to wie, że są ze sobą bardzo zżyci. Ale nie trzeba było może robić z tego aż takiego mundialu. Oj, ta nasza Zjednoczona Prawica robi się coraz częściej Umęczoną Prawicą. Umęczoną sobą – wzdycha jeden z posłów. Nieobecny zresztą na weselisku.

Wara wam, hejterzy!

Gdy wybuchła afera, bohaterowie weselni początkowo milczeli. Poseł wyjechał na urlop, z którego do pracy w ministerstwie powinien wrócić 8 września. Ale po fali artykułów nie zdzierżyli. Zarówno sam pan młody, jak i jego brat. I zaczęły się wyścigi na oświadczenia. Prezent zamienił się w darowiznę, z której wszyscy pospołu będą korzystali. Norbert Kaczmarczyk ataki uważał za polityczne rozgrywki. Padły nawet oskarżenia wobec Leszka Balcerowicza i Donalda Tuska za zniszczenie polskiego przemysłu rolniczego. Że filmik miał wymiar reklamowy? Ależ nie, to taka tradycja firmy, w której przyszły obdarowany stał z boku i patrzył. I w ogóle, że cała ta nagonka najpiękniejszy dzień życia zamienia go w koszmar.

– To po co się tak z tym obnosił? Zastaw się a postaw się? Wesele na pokaz z VIP-ami? Oklasków się spodziewał? Dobrze, że jest rolnikiem i swojej ciężkiej pracy się nie wstydzi. Ale tu grubo przesadził. Zasiał wiatr, to zbiera burzę – twierdzi były poseł PSL z okręgu tarnowskiego Andrzej Sztorc.

– Trochę chaotycznie i dziwnie brzmią te tłumaczenia. Raz moje, raz brata, raz prezent, raz wspólne użytkowanie. Brzmi to, jak stwierdzenie: „Jechałem, ale się nie cieszyłem”, „Paliłem, ale się nie zaciągałem”. Oj, kolega poseł będzie musiał zatrudnić dobrych speców od wizerunku, żeby się całkowicie nie pogrążyć, bo ten nieszczęsny traktor może przejechać po kolanach całej prawicy w przyszłorocznych wyborach – mówi nam wspominany parlamentarzysta Zjednoczonej Prawicy.

Łukasz Winczura

Fot. Nominacja na wiceministra N. Kaczmarczyka – Biuro Poselskie NK.

Udostępnij ten artykuł
Leave a Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *