/

Mieczysław Sobol, tarnowski Powstaniec Warszawski (wspomnienie)

6 minut czytania

Mietka Sobola, wieloletniego geodetę wojewódzkiego, biegłego do spraw geodezyjnych, miłośnika i odkrywcę starych map znałem od 30 lat. Ale dopiero niedawno dowiedziałem się, że pochodzi z Warszawy, gdzie jako 10-letni chłopiec przeżył Powstanie.

Nigdy wcześniej mi nie o tym nie mówił powiedział. Nie tylko ja kojarzyłem go zawsze z Tarnowem, brałem za tarnowianina z dziada- pradziada. A tu masz: warszawiak jednak!

Uznałem, że nie było o czym rozprawiać  – uciął krótko, kiedy spotkaliśmy się przed rokiem z jakiejś okazji i kiedy po raz pierwszy opowiedział mi ze szczegółami o swoich warszawskich dziesięciu latach. Miał 10 lat, kiedy 1 sierpnia 1944 roku wybuchło Powstanie.

Mieszkaliśmy z mamą na Mokotowie, przy Ursynowskiej 60. Akurat bawiliśmy się z chłopakami w pobliskim parku, graliśmy w piłkę, kiedy usłyszeliśmy strzały. Uciekliśmy do domu. Był 1 sierpnia 1944, tuż po godzinie 17.

Schronili się w mieszkaniu, znajdującym się na I piętrze, potem zeszli do piwnicy gdzie wraz z innymi lokatorami zamieszkali . Wystarali się o jakieś deski, żeby nie spać na betonie. Na Odyńca byli Niemcy, na Ursynowskiej nasi. Kto zna topografię Warszawy, wie jak to blisko siebie. W piwnicy mieszkali przez 2 miesiące.

Dwa miesiące w piwnicy!

Musieli coś jeść, więc nocami, chyłkiem, pod niemieckim ostrzałem, przemykali na Pola Mokotowskie. To był tak zwany „ teren niczyj”. Zbierali co tylko się dało, głównie kapustę i ziemniaki. Mama Mietka przyrządzała z tego zupy. Przez całe dwa miesiące piwnicznego życia.

Jak wielu chłopaków w jego wieku, także Mietek przenosił powstańcom meldunki. Znał dobrze teren, więc łatwo z nimi trafiał pod wskazane mu adresy.

Po dwóch miesiącach nierównej walki Powstanie ostatecznie dogasło.

Niemcy przyszli do nich 26 września, po południu. Zapamiętał, że chcieli zastrzelić stróża, wzięli go za uczestnika walk. Mama, pochodząca z Poznańskiego, doskonale znała niemiecki. Wytłumaczyła Niemcom, kto to taki. A oni mieli respekt dla tych, którzy znali niemiecki. I tak ich stróż ocalał.

Trafili, jak tysiące innych cywilów, do obozu w Pruszkowie. Na szczęście cała ich kamienica przejęta została przez Niemców, bo gdyby to byli okrutni własowcy, dzicz zupełna ( własowcy: radzieccy żołnierze gen. Własowa, który przeszedł na stronę niemiecką. Wsławili się szczególnym okrucieństwem w pacyfikacji polskich wsi- przyp. Z. Sz.), na pewno by ich zabili. Popędzono wszystkich na Forty Mokotowskie. Potem na Służewiec, słynny z wyścigów końskich.

Następnie załadunek do wagonów i do Pruszkowa. Tu apel: kobiety z dziećmi osobno, mężczyźni osobno. Mężczyzn załadowano do wagonów i wysłano na roboty do Rzeszy. Ich ściśnięto w wagonach- węglarkach, po 70 osób w jednej. Jechali na południe, w rejon Kielc. Tu na jednej ze stacji spotkali niemieckich lotników. Dopytywali, skąd są i gdzie ich wiozą. Nie wiedzieli, co im odpowiedzieć.

W Wolbromiu pociąg zatrzymał się. Padła komenda: ”wszyscy wysiadać!”. Tak odzyskali wolność. Niemcy ich po prostu zostawili na pastwę losu. Nie wiedzieli, co mają robić w obcych stronach, daleko od domu, do którego i tak nie było po wracać, bo został kompletnie zniszczony.

Mieli stryja w Tarnowie, więc udali się do niego. Przez jakiś czas korzystali z jego gościny, potem wystarali się o mieszkanie. I tak warszawiak z Powstania Warszawskiego został tarnowianinem. Zamieszkał, nomen-omen, przy ulicy… Powstańców Warszawskich!

Był absolwentem I LO, a potem studiował na wydziale geodezji i kartografii Politechniki Warszawskiej

Próbował bliżej, w Krakowie, ale rozpytywano o pochodzenie, gdzie ojciec. A ojciec ,wysoki oficer lotnictwa, przedarł się w 1939 roku przez Rumunię do Francji, a potem do Anglii, gdzie służył jako lotnik. I tam został,po wojnie baał się wróćić do komunistycznego kraju.W Warszawie takich ceregieli nie robili, nie rozpytywali o taki sprawy.

Tam uzyskał dyplom. Pół w wieku temu. Miał zamiar wrócić do rodzinnej Warszawy, ale po ich domu został tylko szkielet . Nie było do czego wracać. Wrócił więc po studiach do Tarnowa i tu osiadł na dobre. Oczywiście odwiedzał stare kąty. Ich dom przy Ursynowskiej został na tym szkielecie odbudowany. Mieszkają tam teraz zupełnie inni ludzie.

(Powstańcze i późniejsze losy zmarłego 10 kwietnia 2020,w wieku 85 lat Mieczysława Sobola, jedynego tarnowianina który mieszkał w stolicy podczas Powstania Warszawskiego przypomniał Zygmunt Szych)

Fot Artur Gawle

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.