Connect with us
Reklama

Przyroda

Przyroda. Sroki- sympatyczne rozbójniczki

Opublikowane

on

Było już dobrze po pierwszej w nocy, za oknem egipskie ciemności bo, jak wiadomo, dla oszczędności wyłączane jest na noc oświetlenie ulic. Nagle z wysokiego świerka rosnącego tuż przy bloku w którym mieszkam dobiegły mnie wrzaskliwe głosy srok .Hałas ten nasilał się, co mnie zdumiało, bo przecież ptaki śpią w najlepsze o tej porze.

Trudno było gołym okiem dostrzec co się dzieje na tym świerku, dopiero w świetle latarki zauważyłem jakiś obły kształt, który całkiem zgrabnie przesuwał się wzdłuż pnia do samej góry. A na samej górze, w gęstych gałęziach utkane było gniazdo, z którego raz po raz, kiedy przylatywali tu rodzice z jedzonkiem- wychylały się łebki sześciu młodych srocząt. I właśnie teraz, po pierwszej w nocy wybrała się po te sroczki kuna domowa, grasująca od czasu do czasu wśród ptactwa w tej okolicy.

Nie udał jej się jednak fortel, który miał polegać na tym, że niepostrzeżenie złapie któreś z młodych ptasząt. Stare, doświadczone sroki sen miały wyjątkowo czujny. Obudziły je zapewne dziwne szmery, jakie rozchodziły się po pniu…

No i rozpoczął się w tej ciemnej nocy ostry bój: sroki nacierały zdecydowanie, kuna próbowała się przed nimi bronić, ale i atakowała, prychając gniewnie. Dopiero kiedy przyjęła kilka uderzeń ostrymi dziobami w sam nos, zrezygnowała z dalszej wyprawy i czmychnęła z miejsca zaplanowanego przestępstwa. Sroki mogły z powrotem wrócić do przerwanego snu, choć po tym incydencie był to na pewno tak zwany „czuwany” sen.

Sroki znane są ze swojej wyjątkowej czupurności . Kilkakrotnie obserwowałem, jak potrafiły sobie dać radę z napadającymi na nie kotami. Koty były dwa i próbowały atakować, ale piątka srok skutecznie, posługując się to dziobami, to pazurami, przegoniła je z miejsca ucztowania, gdzie ktoś wyłożył wprost na ziemi karmę, w postaci resztek po gotowanym kurczaku.

A to „moje” gniazdo srocze? Jakby wiedziały, że interesuję się ptakami, bo zbudowały je dokładnie na wprost mojego okna, na tej samej wysokości. Od rana do późnego popołudnia miałem więc sposobność obserwowania, jak karmią młode. Co i raz rodzice przynosiły szóstce młodych coś pysznego do jedzenia: a to ślimaki ogrodowe, których mnóstwo na tutejszej łące, to jakiegoś pasikonika, a nawet, kiedy młodzież podrosła już, na co potrzebowała nieco ponad 20 dnia przebywania w gnieździe- ryjówkę aksamitną albo mysz polną.

Dorosłe ptaki skorzystały też z mojej szczodrobliwości: wykładałem im na parapet okienny niewielkie kawałki surowego kurczaka, żołądki albo wątróbkę z tegoż. Zwróciły uwagę na te smakołyki, ale nie rzuciły się na te pyszności od razu i bez zastrzeżeń. Widziałem że dostrzegły tę parapetową stołówkę, ale przez pierwszy dzień udawały zupełną obojętność. Następnego dnia sfrunęły z wysoko posadowionego gniazda na najbliższą okna gałąź i z zaciekawieniem przyglądały się wyłożonemu dla nich pokarmowi. W końcu jedna z nich zdecydowała się sfrunąć na parapet. Ale nie podjęła kąsków od razu, zachowując czujność rozglądała się na boki, jakby w obawie, że ktoś ją może podglądać. Dopiero po kilku takich wycieczkach zdecydowała się, jedna po drugiej, na ucztę. Ale nie na samym parapecie, lecz na gałęzi, w zaciszu domowym , można by rzec.

No i poszło! Od tej pory, już oswojone z faktem że leży tu smaczne danie, przylatywały stale o samej, południowej porze na ucztę. Ba, doszło nawet do tego, że kiedy spóźniłem się z tym obiadkiem dla nich, zastukały w okno, domagając się jedzenia! Widziały mnie wielokrotnie w akcji wykładania pokarmu, wiedziały więc- sroki to bardzo inteligentne ptaki- gdzie mieszka ich dobrodziej.

A potem…Potem, raptem kilka dni temu ,podnosząc wzrok znad komputera, zauważyłem, że mam gromadkę gości na parapecie! Była to szóstka młodych i dwoje rodziców. Najwyraźniej dorosłe ptaki uczyły młodzież gdzie najbliżej miejsca gdzie przyszły na świat, można się najeść do syta.

Cóż było robić? Kupiłem w osiedlowym sklepie dwa kilogramy żołądków, podzieliłem na niewielkie porcje i zamroziłem, wykładając po kilka każdego dnia zaraz z rana. Kiedy wracam po południu i zerkam na parapet, widzę, że już dawno po obiedzie. Pusto. I tylko, niewdzięcznice, zostawiają białe ślady po ucztowaniu, więc muszę go raz dziennie solidnie przejechać ścierką…

Zygmunt Szych

Czytaj dalej

Katowice

Turyści zabrali znalezione na beskidzkim szlaku szczenię wilka. Teraz przyrodnicy szukają jego watahy. Liczy się czas

Opublikowane

on

Dodane przez

Turyści znaleźli szlaku w Beskidach szczenię wilka, które zabrali. Ostatecznie trafiło do bielskiego ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt i wkrótce wróci do watahy. Sabina Nowak ze Stowarzyszenia dla Natury Wilk zaapelowała: nie zabierajcie zwierząt z lasu.

Czytaj dalej

co słychać?

Zabite niedźwiedzie w Tatrach – by je chronić nie wolno ich dokarmiać…

Opublikowane

on

Dodane przez

10 – letnia niedźwiedzica i jej jedno z młodych zastrzelono na Słowacji. Do zdarzenia doszło w rejonie hotelu Śląski Dom pod Gerlachem, który znajduje się w sercu Tatr Wysokich 1670 m n.p.m. Zwierzęta zginęły na parkingu.

 Jak tłumaczą służby słowackie, dwa niedźwiedzie zastrzelone zostały przez pracowników Państwowej Ochrony Środowiska w Wysokich Tatrach, a dwa młode uciekły w kierunku lasu. Akcja to wynik zbyt bliskich spotkań niedźwiedzi z ludźmi na terenie ludzkich siedzib.

W Tatrach jest około 80 do 90 sztuk niedźwiedzi – mówi Filip Zięba zastępca dyrektora Tatrzańskiego Parku Narodowego, naukowiec i przyrodnik. To dotyczy obszaru Tatr polskich i słowackich. Z reguły niedźwiedzie tak jak i inne dzikie zwierzęta nie pragną kontaktu z człowiekiem. Są jednak niestety czasami dokarmiane przez ludzi lub korzystają z okazji pozostawionego przez ludzi jedzenie, czy to na terenie lasów, parku, czy źle zabezpieczonych śmietnikach.

–  Są turyści, którzy świadomie dokarmiają zwierzęta, choć dużo jest i takich, którzy robią to nieświadomie, zostawiając resztki i to naraża nas na niebezpieczeństwo – wyjaśnia Filip Zięba.  Podkreśla, że taki niedźwiedź traktujący śmietnik, jak stołówkę, najpierw w okolice domostw podchodzi nocą, potem, gdy nic mu się nie dzieje wczesnym rankiem i tak przekracza kolejne granice i zaczyna chodzić w ciągu dnia między domami… Tymczasem wiele miejscowości w Tatrach na Słowacji, jak choćby Wysokie Tatry, czy Smokowiec leżą w środku lasu, to dlatego łatwiej tam jest spotkać dzikie leśne zwierzęta. Szukają one łatwego jedzenia, a to jest w źle zabezpieczonych np. śmietnikach… Niedźwiedź może więc szybko zdobyć obiad i uciec do lasu okrążającego miejscowość.

Jak wyjaśnia jednak Filip Zięba, jest to długi i złożony proces, aby zwierzę zaczęło wchodzić w ludzkie siedziby.– To jest problem bardzo złożony, aby wychować sobie takiego niedźwiedzia….

Dlatego tak ważne jest, aby nie dokarmiać dzikich zwierząt i dobrze zabezpieczać wszelkie miejsca z śmieciami. To niestety potem zwierzęta ponoszą konsekwencje niefrasobliwego zachowania ludzi. – Pamiętam sprawę sprzed dwóch, trzech lat, gdy Słowacy poprosili nas o pomoc w odłowieniu niedźwiedzicy. Ona sobie siedziała w centrum miejscowości na modrzewiu i karmiła młode. Potem przeszła na kolejne drzewo między turystami, po drodze jeszcze rozwalając śmietnik… To tak jakby chodziła sobie u nas np. po parku miejskim…  My pomogliśmy im ją odłowić. Złapaliśmy ją i założyliśmy jej obrożę – mówi Filip Zięba. Wyjaśnia, że pracownicy TPN namawiali Słowaków, aby zastosowali, taką samą metodę, jaka jest na terenie TPN, a więc odstraszania strzelaniem gumowymi kulami. – Jednak to nie takie proste, nie wszędzie wolno tak robić… Ja nie chcę komentować jednak tego, co się wydarzyło na Słowacji.

To już kolejny przypadek z niedźwiedziami w roli głównej. Nasz słynny niedźwiedź Iwo odłowiony w okolicy Łysej Polany, gdzie mu założono GPS, potem poszedł na Węgry i dalej na Ukrainę. Początkiem lat 90. XX wieku niedźwiedzica Magda została odłowiona i zawieziona do zoo we Wrocławiu z młodymi, niestety pokonała wszelkie przeszkody i uciekła na miasto i zginęła, jeden jej młody padł, a drugi Mango przez całe życie musiał być izolowany w klatce 5 na 5 metrów…

Warto też przypomnieć, że ostatni atak niedźwiedzia na człowieka w Polsce miał miejsce w 1926 roku, gdy to zaatakował on pasące owce na łące w Białce Tatrzańskiej dzieci – mówi Filip Zięba i podkreśla, że niedźwiedzie tak naprawdę są wegetarianami… Mają za to doskonały słuch i węch. Ich przysmakiem jest roślina świerząbek orzęsiowy. – Im naprawdę wystarczy to co rośnie teraz w lesie.

 Idąc w Tatry należy pamiętać, że to dom zwierząt, a w tym niedźwiedzi. Skoro mamy na terenie TPN ponad 270 km ścieżek, to oczywiście nie jest możliwe, aby w jakiejś odległości od nas nie był niedźwiedź, który nas doskonale czuje i słyszy, bo i słuch i węch ma znakomity. Niedźwiedzie zresztą nocą często korzystają naszych szlaków. Ważne jest jednak, aby z szlaków będąc już w parku nie zbaczać, bo można spotkać niedźwiedzia, a ten może być naszą obecnością, przy sprzyjającym wietrze zaskoczony. Takie zbliżenie się człowieka może potraktować jako atak, dlatego sygnalizuje stając na dwóch łapach i fucząc, aby do niego nie podchodzić…

Tekst Beata Szkaradzińska

Fot. główne ilustracyjne

Czytaj dalej

co słychać?

Fory dla zwierząt wiosną w Tatrach

Opublikowane

on

Dodane przez

Choć wiosna zagościła już na dobre, to jednak w Tatrach, a szczególnie tych wyższych partiach, nadal …zima. Na wysokości ponad tysiąca metrów n.p.m. jest jeszcze ponad 2 metry starego śniegu. Mimo to zwierzęta powoli się budzą, widać też budzącą się florę.

–  Krokusy nie mogą się przebić na Kalatówkach są tylko nieliczne, tak jak i lepiężniki, na drzewach prawie nie ma pąków – mówi  Marcin Strączek Helios, leśniczy obwodu Kuźnice z TPN.

 – Śniegu jest bardzo dużo, to naprawdę wyjątkowy sezon. Natomiast trzeba pamiętać, że wiosna to czas najbardziej wzmożonej aktywności  fauny – mówi Szymon Ziobrowski, dyrektor TPN.

I tak już powoli pracownicy Tatrzańskiego Parku Narodowego spotykają zwierzęta. – Wykopują się świstaki, nie będą miały jednak łatwo, bo śniegu dużo i wszystko czym mogą się żywić jest pod grubą pokrywą, więc tych nor, które są odkopane jest jeszcze niewiele, ale zakładamy, że ich ilość będzie wzrastać lawinowo – mówi Szymon Ziobrowski.

Możemy już obserwować wybijające się świstaki z czterech nor w obwodzie ochronnym Kuźnice, z dwóch w Kotle Goryczkowy oraz jedną w Świńskim Kotle Goryczkowym i jednym w Dolinie Jaworzyńskiej. Pozostałe nory są jeszcze nieaktywne, ale i z nich wyjdą lada moment świstaki, bo to czas, gdy rozpoczynają swą wiosenną aktywność, a to znaczy, że wiosna w górach lada moment – mówi Marcin Strączek Helios. Podkreśla, że świstaki mają teraz bardzo trudny czas, bo są głodne, a pokarmu, którym się żywią, a więc ziołorośli, przez dużą ilość śniegu brak. To dlatego jeszcze jakiś czas muszą spędzić w norach. Choć z głodu czasem przeglądają śmieci. – Raz jeden zobaczyłem nadgryzionego zębami świstaka starego trampka – mówi Marcin Strączek Helios. Jednak już wkrótce będą się rozmnażać, a potem intensywnie żerować aż do jesieni, potem znowu będą spać w norach.

Teraz też już rodzą się kozice. – Są już bardzo widoczne i schodzą w swe bezpieczniejsze rejony, gdzie będą ich wykoty teraz w maju – mówi Marcin Strączek Helios, leśniczy obwodu Kuźnice z TPN.

Widać też już niedźwiedzie. Na Hali Gąsienicowej jest ponad 2 metry śniegu, a z gawry wyszła już niedźwiedzica.

Powoli będzie musiała zejść gdzieś niżej, uzupełnić braki w  jedzeniu, bo od jesieni śpi, a od końca stycznia karmi młode, musi więc uzupełnić swe zasoby energetyczne –  Marcin Nędza Chotarski, leśniczy z Hali Gąsienicowej, TPN. Wyjaśnia, że z przeprowadzonych badań w Polsce i na świecie wynika, że od stycznia, gdy urodziła młode niedźwiedzica już nie zapada w całkowitą hibernację, choć nadal odpoczywa. – Czasem się przekręci z lewego boku na prawy, łapą przygarnie młodego, aby się napił mleka, zazwyczaj jednak dawniej, gdy niedźwiedzica wyszła z gawry, to dwóch tygodni od niej odchodziła, teraz przez nawrót zimy nie odchodzi już prawie cztery tygodnie. Marcin Nędza Chotarski wyjaśnia też, że niedźwiedzica opiekuje się zazwyczaj młodymi 2 lata, czasem krócej, a czasem i 3, jednak z reguły młode odgania po 2 lub 2,5 roku. Przeważnie w warunkach TPN ma niedźwiedzica po dwa lub trzy młode. Niestety trzecie jest zawsze najsłabsze, najmniejsze i rzadko dożywa pełnoletniości.- Niedźwiedzi mamy tu w TPN około 20, to optymalna liczba, bo widać, że im tu dobrze – mówi Marcin Nędza Chotarski, leśniczy z Hali Gąsienicowej, TPN. Wyjaśnia, że dawniej niedźwiedź był w Tatrach tępiony przez górali w obawie o stada pasących się owiec. To dlatego został on prawie całkowicie wytępiony na przełomie XIX i XX wieku. – Teraz nie ma już kłusownictwa, a pożywienia mają w Tatrach niedźwiedzie bardzo dużo, więc jest ich teraz optymalna ilość. Praktycznie w każdej dolinie jest gawra.  

Ponieważ TPN to miejsce chętnie odwiedzane przez turystów, nieraz bardzo tłumnie władze Parku zdecydowały, że dla dobra zwierząt, które teraz się rozmnażają, rodzą trzeba ograniczyć w górach bytność ludzi. – Po wielu dyskusjach uznaliśmy, że priorytet musimy dać stałym mieszkańcom Tatr i to dlatego zamykamy niektóre szlaki – mówi Szymon Ziobrowski, dyrektor TPN.

Pisaliśmy już o tym.

Beata Szkaradzińska

Zdjęcia: Tomasz Bodziany; TPN, Dariusz Giś, TPN; Tadeusz Rusek, TPN

Czytaj dalej

Polub nas na FB

Advertisement

Popularne