/

Przyroda. Sroki- sympatyczne rozbójniczki

6 minut czytania

Było już dobrze po pierwszej w nocy, za oknem egipskie ciemności bo, jak wiadomo, dla oszczędności wyłączane jest na noc oświetlenie ulic. Nagle z wysokiego świerka rosnącego tuż przy bloku w którym mieszkam dobiegły mnie wrzaskliwe głosy srok .Hałas ten nasilał się, co mnie zdumiało, bo przecież ptaki śpią w najlepsze o tej porze.

Trudno było gołym okiem dostrzec co się dzieje na tym świerku, dopiero w świetle latarki zauważyłem jakiś obły kształt, który całkiem zgrabnie przesuwał się wzdłuż pnia do samej góry. A na samej górze, w gęstych gałęziach utkane było gniazdo, z którego raz po raz, kiedy przylatywali tu rodzice z jedzonkiem- wychylały się łebki sześciu młodych srocząt. I właśnie teraz, po pierwszej w nocy wybrała się po te sroczki kuna domowa, grasująca od czasu do czasu wśród ptactwa w tej okolicy.

Nie udał jej się jednak fortel, który miał polegać na tym, że niepostrzeżenie złapie któreś z młodych ptasząt. Stare, doświadczone sroki sen miały wyjątkowo czujny. Obudziły je zapewne dziwne szmery, jakie rozchodziły się po pniu…

No i rozpoczął się w tej ciemnej nocy ostry bój: sroki nacierały zdecydowanie, kuna próbowała się przed nimi bronić, ale i atakowała, prychając gniewnie. Dopiero kiedy przyjęła kilka uderzeń ostrymi dziobami w sam nos, zrezygnowała z dalszej wyprawy i czmychnęła z miejsca zaplanowanego przestępstwa. Sroki mogły z powrotem wrócić do przerwanego snu, choć po tym incydencie był to na pewno tak zwany „czuwany” sen.

Sroki znane są ze swojej wyjątkowej czupurności . Kilkakrotnie obserwowałem, jak potrafiły sobie dać radę z napadającymi na nie kotami. Koty były dwa i próbowały atakować, ale piątka srok skutecznie, posługując się to dziobami, to pazurami, przegoniła je z miejsca ucztowania, gdzie ktoś wyłożył wprost na ziemi karmę, w postaci resztek po gotowanym kurczaku.

A to „moje” gniazdo srocze? Jakby wiedziały, że interesuję się ptakami, bo zbudowały je dokładnie na wprost mojego okna, na tej samej wysokości. Od rana do późnego popołudnia miałem więc sposobność obserwowania, jak karmią młode. Co i raz rodzice przynosiły szóstce młodych coś pysznego do jedzenia: a to ślimaki ogrodowe, których mnóstwo na tutejszej łące, to jakiegoś pasikonika, a nawet, kiedy młodzież podrosła już, na co potrzebowała nieco ponad 20 dnia przebywania w gnieździe- ryjówkę aksamitną albo mysz polną.

Dorosłe ptaki skorzystały też z mojej szczodrobliwości: wykładałem im na parapet okienny niewielkie kawałki surowego kurczaka, żołądki albo wątróbkę z tegoż. Zwróciły uwagę na te smakołyki, ale nie rzuciły się na te pyszności od razu i bez zastrzeżeń. Widziałem że dostrzegły tę parapetową stołówkę, ale przez pierwszy dzień udawały zupełną obojętność. Następnego dnia sfrunęły z wysoko posadowionego gniazda na najbliższą okna gałąź i z zaciekawieniem przyglądały się wyłożonemu dla nich pokarmowi. W końcu jedna z nich zdecydowała się sfrunąć na parapet. Ale nie podjęła kąsków od razu, zachowując czujność rozglądała się na boki, jakby w obawie, że ktoś ją może podglądać. Dopiero po kilku takich wycieczkach zdecydowała się, jedna po drugiej, na ucztę. Ale nie na samym parapecie, lecz na gałęzi, w zaciszu domowym , można by rzec.

No i poszło! Od tej pory, już oswojone z faktem że leży tu smaczne danie, przylatywały stale o samej, południowej porze na ucztę. Ba, doszło nawet do tego, że kiedy spóźniłem się z tym obiadkiem dla nich, zastukały w okno, domagając się jedzenia! Widziały mnie wielokrotnie w akcji wykładania pokarmu, wiedziały więc- sroki to bardzo inteligentne ptaki- gdzie mieszka ich dobrodziej.

A potem…Potem, raptem kilka dni temu ,podnosząc wzrok znad komputera, zauważyłem, że mam gromadkę gości na parapecie! Była to szóstka młodych i dwoje rodziców. Najwyraźniej dorosłe ptaki uczyły młodzież gdzie najbliżej miejsca gdzie przyszły na świat, można się najeść do syta.

Cóż było robić? Kupiłem w osiedlowym sklepie dwa kilogramy żołądków, podzieliłem na niewielkie porcje i zamroziłem, wykładając po kilka każdego dnia zaraz z rana. Kiedy wracam po południu i zerkam na parapet, widzę, że już dawno po obiedzie. Pusto. I tylko, niewdzięcznice, zostawiają białe ślady po ucztowaniu, więc muszę go raz dziennie solidnie przejechać ścierką…

Zygmunt Szych

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.