Zbyszek, Podróżnik z Tuchowa. Na didgeridoo gra jak z nut!

Nie ma stałego zajęcia. O sobie mówi, że jest Podróżnikiem. I rzeczywiście, tak jest. Ostatnio w celach zarobkowych spędził trzy miesiące na Wyspach Kanaryjskich,a zaraz potem wyjechał na pół roku do Norwegii. Pracował tam na rozmaitych budowach i tam też własnoręcznie skonstruował niezwykły instrument, zwany didgeridoo. Gra na nim jak z nut!

Historia powstania instrumentu też była niezwykła.

– Po prostu ukradłem z budowy półtorametrowy kawałek rury pcv. Tuż przy ustniku kręciłem go na gorąco tak, że powstał jakby załom, dzięki któremu wydobywam z mojej rury najprzeróżniejsze dźwięki…

Skąd się pochodzi ten niezwyczajny, choć w rękach 37-letniego Zbyszka Wantucha z Tuchowa instrument?

To prastary instrument dęty australijskich Aborygenów. Opisywany bywa jako „naturalna drewniana trąbka,” Nie wiadomo dokładnie, kiedy instrument ten został wynaleziony, ale znawcy przedmiotu twierdzą, że jest to jeden z najstarszych instrumentów dętych na świecie. Mieszkańcy rejonu Kakad w Australii, jak wykazały badania archeologiczne używają didgeridoo od przynajmniej 1500 la.!

Nazwa nie pochodzi aborygeńskiego słowa, lecz od irlandzkiego wyrażenia „Dudaire Dubh” znaczącego dosłownie „czarny trębacz”.

Didgeridoo ma kształt rury, zazwyczaj o długości od 1 do 1,5 m, Ten który przysposobił sobie Zbyszek ma właśnie półtora metra,jest więc instrumentem klasycznym.

Autentyczne aborygeńskie didgeridoo robione są z lokalnych odmian eukaliptusów, zazwyczaj z głównego pnia drzewa, choć spotyka się instrumenty zrobione z bocznych gałęzi. Aborygeni wytwarzający te instrumenty spędzają dużo czasu wyszukując odpowiednie drzewo, które musi w środku być wyjedzone przez termity, bez naruszenia zewnętrznej części pnia. Odpowiednie drzewo po ścięciu jest korowane i przycinane do odpowiedniej długości, jego środek jest często dodatkowo modelowany w celu osiągnięcia optymalnego dźwięku, niektóre instrumenty malowane są w tradycyjne aborygeńskie wzory. Współcześnie produkowane instrumenty, szczególnie te przeznaczone na masową sprzedaż, są zazwyczaj robione z kawałka litego drzewa, w którym wiercony jest w środku kanał powietrzny.

Aby uzyskać odpowiedni dźwięk, należy nie tylko dmuchać do instrumentu, ale raczej „buczeć”. Większość doświadczonych muzyków grających na didgeridoo wykorzystuje tzw. technikę oddechu cyrkulacyjnego,którą Zbyszek opanował do perfekcji, a polegającą na równoczesnym dmuchaniu powietrzem z ust i wciąganiu go do płuc przez nos. Używając tej techniki, dobry muzyk może nieustannie grać jeden modulowany dźwięk tak długo, jak tylko chce. Na współczesnych nagraniach mistrzowie didgeridoo potrafią grać nieustannie przez parę godzin. Tak właśnie gra Zbyszek.

– Kiedy gram dłużej niż 10 minut, przeżywam istne szaleństwo, mam odlot, w głowie huczy, fantastyczne myśli krążą wokół niesamowitych rzeczy- opowiada muzyk.

Czy zamierza koncertować, na przykład na Wałowej?

– Ot tak,dla przyjemności. I dla pieniędzy. Myślę o tym,ale teraz to niedobra pora. Najlepiej grałoby się w przejściu podziemnym, bo wtedy roznosi się echo po wszystkich zakamarkach i robi się rzeczywiście niesamowicie… Dobywają się z niego dźwięki przypominające wycie wichru, szelest spadających liści, burzę piaskową na pustyni,a nawet… aborygeńskie rozmowy i ich muzykę!

Publicznie wystąpił raz, na Festiwalu Muzyki Bałkańskiej w Barcicach k. Nowego Sącza. Publika oniemiała z wrażenia. Takich dźwięków nikt tu wcześniej nie słyszał.

Zbyszek mówi, że chętnie da się zaprosić na publiczne występy, na przykład w domach kultury. Będzie wtedy ambasadorem aborygeńskiej muzyki…

Tekst i zdjęcie Zygmunt Szych

Napisz komentarz

Your email address will not be published.

Start typing and press Enter to search