Kosiniak-Kamysz: nasza obecność wojskowa na Grenlandii nie jest obecnie potrzebna

Ilustrowany Kurier Codzienny
5 Min. Czytania
Fot. Topol/IKC

Rząd ma jednolite stanowisko, że dzisiaj nasza obecność wojskowa na Grenlandii nie jest potrzebna – zapewnił w środę wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. Według niego, konieczna jest głęboka analiza ws. udziału Polski w inicjatywie Rady Pokoju prezydenta USA Donalda Trumpa.

Szef MON zapytany w środę w Radiu ZET, czy Polska wyśle swoje wojska na Grenlandię odpowiedział, że nie ma takiej potrzeby. Jak dodał, nasz kraj jest łącznikiem pomiędzy USA a Europą, dbając o dobre relacje zarówno z Danią jak i Stanami Zjednoczonymi. Pokreślił, że rząd ma w tej sprawie jasną i spójną strategię. – Dzisiaj nasza obecność na Grenlandii nie jest potrzebna – oświadczył.

Zapewnił, że jest to jednolite stanowisko. – Tu nie ma różnic, jesteśmy połączeni, idziemy w kierunku właśnie „transatlantyku”. Transatlantyk łączy Europę ze Stanami Zjednoczonymi i rolą naszą w tym procesie jest szukanie politycznego porozumienia. Wierzę, że jest ono możliwe – powiedział wicepremier.

Zdaniem Kosiniaka-Kamysza – jak mówił później dziennikarzom w Sejmie – porozumienie w sprawie Grenlandii dojdzie do skutku „z uwagi na to, że trwa poważna licytacja ze strony Stanów Zjednoczonych, prezydenta Donalda Trumpa”. – (Trump – PAP) naciąga, można powiedzieć, strunę w tych relacjach wewnątrz Sojuszu i dzięki temu uzyskuje pewnie lepszą pozycję negocjacyjną – ocenił minister obrony.

Z drugiej strony Kosiniak-Kamysz dostrzega bardzo mocną aktywność Duńczyków, dążących do osiągnięcia porozumienia. – Moim zdaniem dojdzie do porozumienia politycznego, nie będzie eskalacji – powiedział Kosiniak-Kamysz.

Najgorszym scenariuszem – zdaniem szefa MON – byłyby ewentualne działania o charakterze militarnym między sojusznikami w NATO, jakie – jak zauważył – miały już miejsce w historii Sojuszu i „nigdy dobrze się nie kończyły i nie są pożądane w żadnym wymiarze”.

W Radiu ZET Kosiniak-Kamysz pytany był również, czy Polska powinna przyjąć zaproszenie od prezydenta USA do udziału w pracach Rady Pokoju, które otrzymał prezydent Karol Nawrocki.

– Popieramy wszystkie działania i wysiłki Stanów Zjednoczonych, naszych sojuszników na rzecz bezpieczeństwa. Tutaj jest potrzebna głęboka analiza, ponieważ ratyfikacja umowy międzynarodowej, jeżeli to byłaby nowa instytucja, to jest wieloetapowy proces. To decyzja Rady Ministrów, parlamentu, prezydenta, więc wszyscy musimy tu być w dialogu i dobrze, że ten dialog pomiędzy rządem i prezydentem jest – odpowiedział szef MON.

Jak zauważył, w tej sprawie jest wiele niewiadomych, poczynając od pytań o zgodność Rady Pokoju z celami mandatu ONZ, uprawnienia instytucji, czy sposób jej funkcjonowania. Dodał, że „na pewno trzeba poważnie rozważać każdą inicjatywę USA, bo mamy partnerstwo wieloletnie ze Stanami Zjednoczonymi”.

Zaproszenie do udziału w Radzie otrzymał od Amerykanów m.in. prezydent Karol Nawrocki, o czym informował w poniedziałek szef prezydenckiego BPM Marcin Przydacz. Zapowiedział też, że będzie to przedmiotem rozmów ze stroną amerykańską w najbliższym czasie oraz poinformował, że BPM zwróciło się do MSZ o opinię.

We wtorek Przydacz poinformował, że prezydent Nawrocki rozmawiał telefonicznie z premierem Donaldem Tuskiem ws. zaproszenia do Rady Pokoju. Dodał, że konsultacje między KPRP a stroną rządową są realizowane. Także rzecznik rządu Adam Szłapka mówił we wtorek premier rozmawiał z prezydentem i że „są w kontakcie”. Szłapka zaznaczył zaraeam, że przepisy dotyczące przystępowania Polski do organizacji międzynarodowych są jasne. – Rada Ministrów, ewentualne podpisanie, potem procedura ratyfikacji, a takiej decyzji jeszcze nie ma – dodał.

W miniony czwartek Trump ogłosił sformowanie Rady Pokoju, która ma nadzorować nowe władze Strefy Gazy – jej powołanie zostało zapisane w przygotowanym przez stronę amerykańską planie pokojowym, na który zgodził się zarówno Izrael, jak i palestyński Hamas.

Podpisanie dokumentu założycielskiego Rady Pokoju ma nastąpić w czwartek w szwajcarskim Davos, które ma odwiedzić prezydenta USA w związku z odbywającym się tam Światowym Forum Ekonomicznym. Państwa członkowskie Rady Pokoju mają być wybierane przez Trumpa na trzyletnie kadencje, chyba że zapłacą ponad 1 mld dolarów za stałe członkostwo. Trump ma zostać dożywotnim prezesem o niemal nieograniczonych uprawnieniach. Według dotychczasowych doniesień medialnych do Rady miało zostać zaproszonych 60 państw, a – jak podał Bloomberg – dotąd zdecydowało się do niej dołączyć 10.

Inicjatywa prezydenta Trumpa budzi kontrowersje wśród dyplomatów, z których część obawia się, że Rada Pokoju zaszkodzi pracom ONZ. Przedmiotem kontrowersji jest też lista osób zaproszonych przez Biały Dom; wśród kilkudziesięciu światowych przywódców znajdują się m.in. przywódca Rosji Władimir Putin i premier Izraela Benjamin Netanjahu. (PAP)

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *