Kraków. „Wyzwolenie” w Teatrze Słowackiego w 123. rocznicę prapremiery; Kleczewska: to tekst o wspólnocie

Ilustrowany Kurier Codzienny
6 Min. Czytania
Fot. ilustracyjne IKC

„Wyzwolenie” jest o wspólnocie, o zbiorowości – wskazują twórcy inscenizacji dramatu Wyspiańskiego w Teatrze Słowackiego w Krakowie. Sztuka pojawi się na scenie w przypadającą w sobotę 123. rocznicę prapremiery, jako ostatnia część tryptyku reżyserowanego przez Maję Kleczewską.

„Siła to wy!” i „Jestem w każdym człowieku, żyję w każdym sercu” – fragmenty wypowiedzi Konrada – stały się mottem najnowszej adaptacji „Wyzwolenia”. W uważanym za najtrudniejszy i najmniej zrozumiały dramat Wyspiańskiego twórcy inscenizacji widzą przede wszystkim opowieść o polskim narodzie.

– To jest tekst o wspólnocie, o zbiorowości. (…) Konrad to jest pewien stan umysłu, to jest stan osoby, która zadaje sobie nieustannie pytanie, jest w procesie niezgody na to, co jest, i próbuje przeformułować swoją świadomość, ale też rzeczywistość – zaznaczyła podczas próby medialnej przed premierą reżyserka Maja Kleczewska.

Na scenie postać bohatera została rozpisana na wiele postaci, by podkreślić, że dramat nie jest „indywidualną podróżą bohatera po meandrach jego wątpliwości”, ale „procesem zbiorowym”. Twórczyni przypomniała, że Konrad „chce dokonać cudu”, przemieniając całą rzeczywistość.

– My wierzymy, że ta zbiorowość ma taką możliwość, umiejętność jakiejś samoregulacji, że ona dojrzewa, że ona się tworzy, przez wątpliwości i pytania sama się rozwija i staje się jakimś niezwykłym tworem – przyznała Maja Kleczewska. Zwróciła jednocześnie uwagę, że nowych fundamentów dla narodu Konrad u Wyspiańskiego szuka jednak nie w tradycji chrześcijańskiej i polskiej historii, ale w antyku. – On szuka polskiego Edypa, polskiej Antygony, zaczepienia w micie antycznym – podkreśliła.

Zwróciła też uwagę, że Wyspiański w centrum sztuki umieścił scenę Teatru Słowackiego, na której w sztuce zrealizować ma się zamysł bohatera.

– Rozumiem to jako podróż do wielkiego marzenia, a takie podróże nie są proste. I to wyobrażenie, że tu i teraz, w tym teatrze, na tych deskach stanie się cud, jest taką właśnie niebezpieczną koncepcją: chcemy czegoś niemożliwego i w gruncie rzeczy lądujemy w poczuciu katastrofy czy klęski – przyznała Kleczewska, dodając, że samo pragnienie wyrwania się z jakichś okowów, czyli tytułowe „Wyzwolenie”, jest wieloznaczne i każdy powinien je sam odczytać.

Dyrektor Teatru Słowackiego Krzysztof Głuchowski, który w spektaklu zagra rolę Reżysera, odczytuje ten tekst jako „największe w historii oskarżenie Polaków jako narodu”.

– Wiemy, że „Wyzwolenie” jest zaszyfrowane, że każdy ma swoją interpretację, że każdy szuka czegoś innego, każdy widzi co innego, ale jedno jest pewne: to jest oskarżenie. To jest gorzka diagnoza – podkreślił. Zauważył jednocześnie, że zabieg umieszczenia przez Wyspiańskiego teatru w teatrze demaskuje tę historię, pokazując, że „niekoniecznie tak musi być”.

– Wierzę głęboko, że widz może przeżyć katharsis w tym teatrze, oglądając to „Wyzwolenie”. Ono musi być mocne, nie może być letnie, lekkie, przeinscenizowane, musimy wysłuchać tego wszystkiego, co chciał powiedzieć Wyspiański – zaznaczył.

Dramaturg Grzegorz Niziołek podczas próby medialnej stwierdził, że Wyspiański „był niesłychanie odważny w eksploracji przygód nowoczesnego społeczeństwa”.

– Dla mnie ta sztuka jest sztuką niebezpieczną – powiedział, dodając, że pokazuje podróż, której wynik nie jest wcześniej znany. – Wydarza się wszystko, co nie zostało zaplanowane, a to, co zostało zaplanowane, się nie udaje i w pewnym sensie staje się katastrofą. To, co się pojawia, przybiera kształty bardzo dziwne, nieraz groźne – podkreślił. Zwrócił też uwagę, że kojarzone na ogół pozytywnie hasło „wspólnota” może oznaczać też coś groźnego i wyniszczającego wobec członków, historii i tradycji.

Premiera „Wyzwolenia” jest ostatnią częścią tryptyku, po wcześniejszych premierach „Dziadów” i „Wesela” reżyserowanych także przez Maję Kleczewską. Scena w ten sposób powtórzyła gest Wyspiańskiego, który ponad 120 lat temu w tej samej kolejności zaprezentował te trzy dramaty właśnie na scenie Teatru Słowackiego.

Kleczewska pytana o nawiązania do poprzednich sztuk wskazała, że „Wyzwolenie” jest zarówno autonomicznym spektaklem, jak również sztuką zakorzenioną w dwóch poprzednich, które „cały czas żyły w umyśle autora”. Z „Dziadami”, wskazała, łączy je główny bohater, natomiast „Wesele” przenika charakterystycznym rytmem i poezją.

Do inscenizacji „Dziadów” i „Wesela” odniosła się odpowiedzialna za choreografię Kaya Kołodziejczyk. – Nasza warstwa ruchowa po części nawiązuje do tych dwóch wcześniejszych spektakli, łącząc się w trylogię. Mając na uwadze muzykę i cały pomysł „wspólnotowy”, oscylujemy w ruchu wokół bycia razem, respektowania mikroruchów, które są całkowicie inne niż w „Weselu”, całkowicie inne niż w „Dziadach”, ale są powidokiem tych wcześniejszych spektakli – wskazała.

W spektaklu grają Tomasz Augustynowicz, Mateusz Bieryt, Sara Bieryt, Lidia Bogaczówna, Krzysztof Głuchowski, Dorota Godzic, Mateusz Janicki/Paweł Smagała, Agnieszka Judycka-Cappuccino, Marcin Kalisz, Karolina Kamińska, Karolina Kazoń, Martyna Krzysztofik, Tomasz Międzik, Wojciech Skibiński, Natalia Strzelecka, Anna Syrbu, Rafał Szumera, Marta Waldera, Tomasz Wysocki, Katarzyna Zawiślak-Dolny.

Premiera „Wyzwolenia” w reżyserii Mai Kleczewskiej odbędzie się w sobotę, 28 lutego, na Dużej Scenie Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie.(PAP)

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *