Małopolscy samorządowcy, którzy przyszli w poniedziałek przed Urząd Miasta Krakowa, chcą, aby władze tego miasta zmniejszyły obszar strefy czystego transportu (SCT) do centrum miasta. Postulat uzasadniają tym, że wiele osób musi ponosić opłaty za wjazd do Krakowa.
– Przede wszystkim czekamy na wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego – powiedziała PAP rzecznik prasowa prezydenta miasta Krakowa Joanna Krzemińska poproszona o stanowisko prezydenta w sprawie postulatu przedstawicieli małopolskich gmin. WSA w środę rozpatrzy skargi, w tym skargę wojewody, na uchwałę o SCT.
O potrzebie ograniczenia powierzchni SCT do centrum miasta mówił na konferencji prasowej przed krakowskim magistratem m.in. burmistrz gminy i miasta Proszowice Grzegorz Cichy. Podkreślił, że mieszkańcy gminy nie mają połączenia kolejowego z Krakowem i są zmuszeni podróżować samochodami i busami. Według szacunków władz Proszowic około jedna trzecia mieszkańców gminy ma samochody, które nie spełniają norm SCT.
Starosta powiatu proszowickiego Wojciech Rzadkowski ocenił, że rolnicy z tego powiatu dostarczają 30 proc. żywności do Krakowa.
– Teraz mają dodatkowe koszty, dojeżdżając np. na plac targowy na Rybitwach i w inne części miasta. Ta opłata jest dla nich bardzo dyskryminująca – zaznaczył starosta i dodał, że izby rolnicze także zgłaszały sprzeciw wobec SCT.
Zdaniem wójta gminy Mszana Dolna Mirosława Cichorza SCT na różne sposoby dyskryminuje „w zasadzie wszystkich mieszkańców Małopolski”. Z szacunków gminy Mszana Dolna wynika, że 30-40 proc. właścicieli samochodów nie może wjechać do SCT bez uiszczenia opłaty.
– Kraków jest miastem wojewódzkim, dlatego wszyscy mieszkańcy województwa udają się do Krakowa w sprawach gospodarczych, społecznych, kulturalnych – mówił wójt. – Będziemy walczyć, by zmniejszyć tę strefę i nie szkodzić mieszkańcom, a dbać o ich prawa – dodał.
Prezes Fundacji Wolność i Własność Sławomir Skiba poinformował, że prawnicy tej fundacji przygotowują pozwy nie tylko do sądów administracyjnych, ale też do sądów cywilnych o naruszenie dóbr osobistych poszczególnych osób.
Na konferencji w poniedziałek wystąpił mieszkaniec Krakowa, który czuje się poszkodowany przez SCT. Sławomir Marczewski jest nieprzerwanie od 1981 r. zameldowany w Krakowie. Pracuje jednak za granicą, ale – jak relacjonował – z racji umowy polsko-niemieckiej nie płaci podatku w Krakowie, a urząd skarbowy poinformował go, że jest podatnikiem i nie ma obowiązku składania PIT-u. Tymczasem system rejestracyjny SCT wymaga takiego PIT-u.
– Złożyłem trzy razy wnioski o rejestrację mojego samochodu i zostały trzy razy odrzucone. – Spod mojego bloku nie mogę wyjechać moim legalnym samochodem po to, żeby dojechać do mojej pracy 1,1 tys. kilometrów dalej – skarżył się mieszkaniec.
SCT zaczęła obowiązywać w Krakowie od 1 stycznia. Obejmuje mniej więcej wnętrze IV obwodnicy. Bezpłatnie mogą do niej wjechać samochody spełniające normy emisji spalin określone w uchwale. W przypadku aut benzynowych i LPG jest to co najmniej Euro 4 lub produkcja w co najmniej 2005 r., a w przypadku diesli – co najmniej Euro 6 (auta osobowe i ciężarowe) lub produkcja nie wcześniej niż w 2014 r. (osobowe) lub 2012 r. (ciężarowe).) (PAP)

