Miał nieposzlakowaną opinię, ale wskazał go „skruszony” gangster. Wyrok głośnej sprawie

Świat pana Piotra zawalił się w jednej chwili, kiedy do jego drzwi zapukała policja i poinformowała, że został wskazany przez skruszonego gangstera jako przemytnik narkotyków. Dziś zapadł wyrok w głośnej sprawie inżyniera łódzkiej politechniki.

– Otworzyłem drzwi, stało trzech panów, przedstawili się jako funkcjonariusze, wylegitymowali, dano mi papier do przeczytania i zostałem wyprowadzony. Akurat przyszła mama i mówię jej: „Mamo, nie wiem, o co chodzi. Pojadę do Warszawy, wyjaśnię to i wracam”. Wyjaśnienia trwały prawie 15 miesięcy – opowiadał w ubiegłym roku w Uwadze! Piotr Chałupka.

Przemyt narkotyków

Życie inżyniera z łódzkiej politechniki i jego rodziny legło w gruzach cztery lata temu. Pana Piotra aresztowano jako uczestnika olbrzymiego przemytu narkotyków z Berlina do Polski. Zatrzymania dokonano na podstawie pomówień tzw. małego świadka koronnego. Skruszony przestępca, który poszedł na współpracę z policją, stwierdził, że pan Piotr czarnym volkswagenem polo przyjeżdżał po narkotyki w kilka weekendów 2016 roku. Miał mu się przedstawić z nazwiska, powiedzieć, że mieszka pod Łodzią i jest tramwajarzem. Pan Piotr nigdy nie miał takiego auta i nie prowadził tramwaju, ale prokurator mimo to uwierzył przestępcy.

– Kiedy wszedłem do pokoju przesłuchań, zobaczyłem, że siedzi prokurator i osoba, która mnie pomawia, niejaki Damian Sz. Prokurator zadał mu pytanie, czy to jestem ja, a on potwierdził. Zapytałem, o co chodzi, tłumaczyłem, że nie znam tego człowieka – relacjonuje Chałupka.

– Ten człowiek opowiadał, że dobrze mnie zna, że wiele rzeczy opowiadałem mu o sobie, jeżdżąc z Berlina do granicy. Powiedziałem, że skoro mnie zna, to niech coś o mnie opowie. I padły słowa: „Przestań mi mącić w głowie” – przywołuje pan Piotr.

Damian Sz.

Ostatnio o Damianie Sz. zrobiło się głośno w mediach społecznościowych. Zasłynął uczestnictwem w akcjach pomocy Ukrainie: na zlecenie polskich fundacji woził żywność i artykuły pierwszej pomocy cywilom i żołnierzom, ewakuował też z objętych wojną terenów bezpańskie psy. Mężczyzna przy tej okazji chętnie rozmawia z mediami.

– Tak naprawdę odnalazłem tam siebie. Przejeżdżam granicę polsko-ukraińską i czuję się tam wolny i szczęśliwy – tłumaczy w rozmowie z reporterem Uwagi!
Damian Sz. nie ukrywa swojej kryminalnej przeszłości.

– Nie da się dziś cofnąć czasu. Jak opowiadałem przyjaciółce z fundacji o swoim życiu, to powiedziała, że to jest jakieś science-fiction, że to w ogóle nie pasuje do mojej osoby – mówi Sz.

„Jankes”

Damian Sz. ps. Jankes, był m.in. szefem gangu okradającego emerytów metodami „na wnuczka” i „na policjanta”. Gdy zgłosił się do prokuratury, powiedział, że uczestniczył też w przemycie narkotyków i w zamian za obiecane złagodzenie kary, wydał rzekomych wspólników, w tym 44-letniego Piotra Chałupkę.

Pana Piotra sądzono razem z innymi pomówionymi przez Damiana Sz. rzekomymi przemytnikami: m.in. byłą żoną Sz. i jej kochankiem, z którymi świadek koronny – jak sam przyznał – miał własne porachunki.

W trakcie procesu bliscy inżyniera dokonali przełomowego odkrycia: ustalili, że w tej samej miejscowości pod Łodzią mieszka inny Piotr o tym samym nazwisku. – Sąd pytał, czy jest tramwajarzem, powiedział, że tak i że miał volkswagena polo, którego sprzedał – wskazuje pan Piotr.
– I wtedy mąż został wypuszczony za kaucją – przywołuje żona pana Piotra.
– Popłakałem się w sądzie i powiedziałem, że jest chyba jednak sprawiedliwość na świecie – wspomina pan Piotr.

Radość nie trwała długo: gdy motorniczy stwierdził, że z przemytem nie ma nic wspólnego, a świadek koronny powtórzył, że narkotyki przemycał oskarżony inżynier, sąd skazał wszystkich oskarżonych. Najwyższą karę dostał pan Piotr – siedem lat i cztery miesiące więzienia, do tego grzywna i zwrot rzekomych korzyści z przemytu – ponad dwóch i pół miliona złotych.

– Robią wszystko, by prawda nie wyszła na światło dzienne. A prawdą jest to, że jestem człowiekiem niewinnym. Dla mnie to jest tragedia, robią ze mnie kozła ofiarnego – mówi mężczyzna, nie kryjąc łez.

Rozprawa

Czy to możliwe, by sąd skazał człowieka o nieposzlakowanej opinii na drakońską karę wyłącznie na podstawie pomówień recydywisty? Aby zrozumieć, co się stało, po apelacji złożonej przez skazanych, śledziliśmy kolejną rozprawę przed łódzkim sądem. Rozprawa, która dla pana Piotra była ostatnią szansą w walce o powrót do normalnego życia, trwała blisko dwa lata.

Na wniosek obrońców sąd m.in. jeszcze raz badał sprawę motorniczego o tym samym, co pan Piotr, imieniu i nazwisku. Mężczyznę spotkaliśmy na sądowym korytarzu podczas jednego z posiedzeń. Reporter zapytał o wyjazdy do Niemiec.
– Nigdy nie byłem za granicą – stwierdził motorniczy.
A skąd się wzięło na profilu facebookowym mężczyzny zdjęcie szefa kartelu narkotykowego?
– Po prostu sobie wstawiłem. Nie znam żadnego Damiana Sz. i proszę dać mi spokój – uciął.

Mężczyzna, tak jak wcześniej wskazywał Damian Sz., miał volkswagena, ale jakiś czas temu pozbył się tego auta. – Sprzedał je mojej dziewczynie, a później mówił jej, że ma jakaś sprawę z gangsterami i że policja będzie szukać samochodu. Kazał się go pozbyć. Próbował nas zastraszyć – mówił jeden ze świadków przed sądem.
Feralnego auta nie udało się zbadać, bo przestraszony nabywca rozebrał je i sprzedał na części. Tymczasem, doprowadzony do sądu świadek koronny ponownie wskazał jako przemytnika narkotyków oskarżonego inżyniera.

– Różnie o mnie mówią, natomiast ja wiem jedno, nikogo nie pomawiałem. Wszystko było zgodne z prawdą – mówił Sz. przed sądem.

– To są tak potworne oszczerstwa, to jest wręcz hańba. Trzy lata i trzy miesiące walczę z niesprawiedliwością i nikogo nie interesuje to, że moje życie, życie mojej rodziny, dziecka i żony jest po prostu niszczone – mówił przed sądem Piotr Chałupka.

Inne dowody?

Czy prokuratura ma jakiś inny dowód niż zeznanie świadka koronnego? – W gruntowanym orzecznictwie przyjęto, iż nie jest wymagane, aby co do każdego przestępstwa było potwierdzone to innymi dowodami – mówi Artur Kaznowski z Prokuratury Krajowej. I dodaje: – Damian Sz. cechuje się bardzo dobrą pamięcią przestrzenną, jest osobą uzdolniona plastycznie, tatuuje, maluje, wygrywał konkursy więzienne, w związku z czym nie było żadnych wątpliwości, co do czynności okazania i rozpoznania, iż oskarżonym jest osoba właściwa.

– Moim zdaniem nastąpiła pomyłka. Gdyby przyjąć założenie, że szedł jakiś przemyt narkotyków, to nastąpiła oczywista omyłka co do osoby. Jest kilku mieszkańców tego miasta, którzy mają tak samo na imię i nazwisko, czyli Piotr Chałupka – mówi Sławomir Szatkiewicz, adwokat jednego z oskarżonych. I dodaje: – Teraz brną w to, bo nie mogą przyznać się do porażki i Sz. nie może się wycofać z tego pomówienia, boi się spotkać z negatywnymi reperkusjami, w postaci pozbawienia go statusu małego świadka koronnego. Gdyby się wycofał z tej relacji, to straciłby status małego świadka koronnego, a dla prokuratury byłaby to kompromitacja.

Wyrok

Świadek koronny Damian Sz. w nagrodę za współpracę z organami ścigania odzyskał wolność. Jako kierowca-wolontariusz jeździ z pomocą do Ukrainy.
W międzyczasie jednak Sz. otrzymał kolejne dwa wyroki. Jeden z sądów skazał go za grożenie śmiercią byłej żonie. Inny, w procesie gdzie oskarżał wspólników z gangu okradającego emerytów, uznał jego zeznania za niewiarygodne i skazał go na ponad cztery lata więzienia.

– Piotr Chałupka zrobił dobre show wokół tego wszystkiego. Czy coś ugrał, nie mam pojęcia, nie interesuję się tą sprawą, umywam ręce. Nadal wszystko podtrzymuję – stwierdził Sz.

Kilka godzin po naszej rozmowie mężczyzna wycofał zgodę na publikację swojego wizerunku. Zapowiedział też, że wyjeżdża na Ukrainę, tym razem – jak twierdzi – na dłużej, by zaciągnąć się do wojska.

W końcu, po blisko czterech latach procesu, sąd wydał dziś w sprawie Piotra Chałupki ostateczny wyrok. Inżynier Politechniki Łódzkiej został uniewinniony.