Podpisanie umowy na dostawy systemów obrony przed dronami to kluczowy element dostosowania polskiej armii do wymagań współczesnego pola walki i doświadczeń z wojny na Ukrainie. To także szansa na zmianę podejścia i filozofii realizacji podobnych kontraktów.
– Zamówione systemy są dla nas niezwykle ważne. Ewolucja zagrożeń z powietrza potoczyła się w kierunku rozszerzenia ich zakresu. Kiedyś hasło „rosyjskie środki napadu powietrznego” oznaczało pociski balistyczne czy manewrujące, jak Iskandery, Kalibry, Ch-101 czy Ch-59, broń skomplikowaną i drogą. Obecnie musimy liczyć się z tym, że przeciwnik dodał do swojego arsenału środki proste, tanie, ale masowe – powiedział w rozmowie z PAP dr Michał Piekarski z Instytutu Studiów Międzynarodowych i Bezpieczeństwa Uniwersytetu Wrocławskiego.
Tarcza antydronowa będzie ważnym uzupełnieniem budowanego od ponad dwóch dekad polskiego systemu obrony przeciwlotniczej, opierającego się na programach Wisła (system Patriot), Narew (pociski CAMM i radary Soła) oraz Pilica (systemy artyleryjskie kalibru 23 mm i rakietowe Grom/Piorun).
– Program SAN to, wbrew obiegowej opinii, nie system antydronowy, ale system obrony powietrznej z możliwością zwalczania bezzałogowców w zasadzie wszystkich klas. Zawarta umowa obejmuje 18 baterii systemu San – po cztery dla każdego pułku przeciwlotniczego i dwie do obrony zestawów Patriot w ramach systemu Wisła – skomentował dla PAP redaktor prowadzący Portalu Obronnego (portalobronny.pl), Juliusz Sabak.
O ile systemy przeciwlotnicze (zwłaszcza krótkiego zasięgu) były projektowane głównie pod kątem zwalczania samolotów i śmigłowców, to zmiana uwarunkowań pola walki, głównie za sprawą dynamicznego rozwoju systemów dronów uderzeniowych i rozpoznawczych w czasie wojny rosyjsko-ukraińskiej, wymusiła poświęcenie większej uwagi systemom antydronowym. Są one odpowiedzialne za kontrolę tzw. małego nieba, czyli obszaru bezpośrednio nad polem walki, na wysokościach do kilkuset metrów nad ziemią. Istotne znaczenie miał w tym przypadku incydent związany z wtargnięciem do polskiej przestrzeni powietrznej rosyjskich bezzałogowców 10 września 2025 r., który spowodował znaczące przyspieszenie prac nad pozyskaniem tego rodzaju systemów.
Jak pokazują doświadczenia z Ukrainy, obrona przed bezzałogowcami ma znaczenie nie tylko dla samych sił zbrojnych, ale także dla infrastruktury, zwłaszcza sektora energetycznego, co najlepiej pokazuje sytuacja z przełomu 2025 i 2026 r., gdy na skutek zmasowanych rosyjskich ataków, z wykorzystaniem m.in. dronów typu Shahed, doszło do paraliżu działania ukraińskiej energetyki. Ponadto, jak również pokazuje przebieg działań w czasie wojny rosyjsko-ukraińskiej, ataki dronów powodują ofiary wśród ludności cywilnej – i często są prowadzone tylko w tym celu, tj. zadania jak największych strat, co zmusza do ponownego przemyślenia koncepcji obrony i rozbudowy (tak ilościowej, jak i jakościowej) dostępnych systemów.
– Potrzebujemy licznych środków, tanich, wypełniających najniższe piętro obrony, zarówno na wschodniej granicy, jak i w celu ochrony infrastruktury krytycznej – powiedział Piekarski.




Na system San składa się kilka elementów. Są to armaty Bushmaster o kalibrze 30 mm i Pit-Radwar o kalibrze 35 mm (dostarczą je odpowiednio norweska firma Kongsberg i polska PGZ), szybkostrzelne karabiny maszynowe kalibru 12,7 mm („Potwór z Tarnowa” – system opracowany przez Zakłady Mechaniczne Tarnów), wyrzutnie pocisków rakietowych o kalibrze 70 mm (również będą dostarczone przez norweską firmę Kongsberg) oraz systemy walki radioelektronicznej, mobilne radary i inne elementy pozwalające na sieciocentryczne zarządzanie zwalczaniem bezzałogowców (dostarczane m.in. przez polską firmę APS SKYctrl).

– Zestaw, który składa się z uzbrojenia lufowego (armat), dronów przechwytujących, karabinów maszynowych, tanich rakiet i urządzeń zakłócających, daje szansę zwiększenia skuteczności przechwytywania takich dronów, jak Shahed czy BM-35 – powiedział dr Piekarski.
– Dzięki wysokiej mobilności i autonomii każdy pluton ogniowy może działać niezależnie i np. towarzyszyć pododdziałom w marszu czy na pierwszej linii. Praktycznie San wzmacnia czwarte, najniższe piętro obrony powietrznej, jednocześnie współpracując z systemami takimi jak Narew czy Wisła i stale wymieniając z nimi informacje – dodał Sabak.
Istotną kwestią w tym kontekście pozostaje relacja kosztów do efektów, jeśli chodzi o używane typy uzbrojenia. Zwalczanie stosunkowo tanich w produkcji bezzałogowców (takich jak Shahed-131/136 czy dron Gerbera, będący wabikiem oszukującym systemy obrony przeciwlotniczej) dużo droższym uzbrojeniem, np. pociskami powietrze-powietrze, odpalanymi z samolotów myśliwskich – choć czasami niezbędne – tworzy nie tylko niekorzystny rachunek ekonomiczny, ale także ryzyko nadmiernego obciążenia systemów obrony zbyt dużą liczbą celów (więcej potencjalnych celów niż rakiet do ich zwalczania; analogiczny problem dotyczy systemów naziemnych). System San ma wypełnić tę lukę, równocześnie pozwalając na lepsze zbilansowanie nakładów i efektów działania.
Podpisana w piątek umowa zakłada dostawę 18 baterii systemu San o wartości 15 mld zł. Realizacja programu ma być finansowana ze środków programu SAFE Unii Europejskiej, który zakłada realizację zakupów uzbrojenia w celu szybkiego zwiększenia potencjału obronnego krajów członkowskich. Polska jest największym beneficjentem tego programu: ma otrzymać 43,7 mld euro do 2030 r., a ponad 80 proc. środków ma zostać wydanych w polskim sektorze zbrojeniowym. Pierwsze dostawy powinny zostać zrealizowane już w połowie 2026 r., a całość – do końca 2027 r., co zakłada rekordowe tempo opracowania i realizacji kontraktu.
Omawiany kontrakt to także szansa na zmianę filozofii realizacji tego rodzaju projektów. Wobec dynamiki zmian na współczesnym polu walki konieczne jest szybsze reagowanie i dostosowywanie własnych rozwiązań do pojawiających się wymagań: mowa tu o horyzoncie czasowym liczonym w miesiącach, a nie latach na opracowanie i wdrożenie niezbędnych rozwiązań. Takie podejście z czasem powinno stać się standardem wobec rosnącego tempa zmian warunków, w jakich toczą się działania zbrojne – wdrażane modyfikacje używanych systemów muszą odbywać się dużo szybciej i sprawniej, niż pozwalały na to dotychczas wykorzystywane procedury.
Dariusz Materniak (PAP)
Fot. Aneta Gawle/ZM Tarnów

