Przyroda. Forga w porze wędrówek

5 minut czytania

Nie zdawałem sobie sprawy, jak niezwykle żywotny jest nasz język i ile uchowało się w nim zdumiewających i dziś już zupełnie niezrozumiałych, choć tu i ówdzie używanych powszechnie określeń. Pewien mój znajomy pokazał mi kiedyś zniszczony pień młodej jabłonki. Twierdził, że ogryzł go sorek. Na moje zdumione spojrzenie objaśnił, że to sarna. Konkretnie: samiec sarny. Koziołek, czyli rogacz. Tu-  sorek…

– O, widzę, że gapi się pan na forgę. Dopiero co przyleciała na to drzewo. Sporo ich tutaj teraz .

Takie zdanie usłyszałem niedawno , kiedy w okolicach Pławnej obserwowałem czaplę białą, wyjątkowo urodziwego ptaka. Nie gnieżdżą się u nas , ale pojawiają na przelotach w rozmaitych miejscach. W Pławnej zasiadają na brzegu Białej, tam gdzie rzeka przepływa przez kamienny, stromy wąwóz. Szukają drobnych rybek.

Forga! Mój rozmówca nie był w stanie wyjaśnić, skąd taka niezwykła nazwa. Dopiero w słowniku staropolskim natknąłem się na to tajemnicze określenie. Forga to w staropolszczyźnie to …pióropusz. Cóż za trafna nazwa dla czapli białej! Rzeczywiście, nosi ona, sięgający pół metra ( !) długości pióropusz na głowie. Ta niezwykła ozdoba o mało co, a przyczyniłaby się do wyginięcia gatunku, kiedy angielskie modnisie uznały, że takie pióra to świetna ozdoba kapelusza i zaczęły się masowe polowania na forgi, czyli „pióropusze”, dla pozyskania cennego trofeum.

Czaple białe spotkałem niedawno, w czasie wyprawy z przyjaciółmi do Lasów Wierzchosławickich. Sporo tu teraz przelotnego ptactwa, odpoczywającego i posilającego się przed dalszą podróżą na południe. Ozdobą stawów są teraz czaple białe, trzymające się w niewielkich stadkach.

Kilka z nich odpoczywało na czubkach wysokich, nadbrzeżnych sosen, dwie czekały cierpliwie w szuwarach, tuż przy brzegu nad stawem Wróblik, na zdobycz. Miejsce najwyraźniej rokowało nadzieje na złapanie drobnych rybek. Ale trzeba się naczekać nieco, by nagłym uderzeniem dzioba nabić zdobycz.

To polowanie nie uszło uwadze przyczajonej w pobliżu czapli siwej. Nieco większa od białej, przybrała nagle postać napuszoną i zgarbioną, co przydało jej powagi, ale przede wszystkim wyglądała na jeszcze większą od białej konkurentki. Forga, że wrócę do staropolszczyzny na chwilę, nic sobie z tych groźnych zabiegów nie robiła, co z kolei siwą zezłościło nie na żarty. W końcu to jej rewir, i to od dawna, a intruzów tolerować nie zamierza. A biała przybłęda bezceremonialnie weszła w jej sferę komfortu, miejsce gdzie czapla siwa zawsze mogła liczyć na obfity obiadek.

Kiedy groźna postawa nie przyniosła spodziewanych rezultatów, czapla siwa zdecydowała się ruszyć do boju. Podniosła się, niby to leniwie, znad wody, podleciała nad tę białą i chyba szturchnęła ją dziobem, bo intruzka, niewiele myśląc, salwowała się ucieczką. Odfrunęła, ale niezbyt daleko, więc atak z powietrza trzeba było powtórzyć. Wreszcie forga dała za wygraną i schroniła się na sośnie, skąd łakomie spoglądała na taflę wody.

Czaple siwe mają prawo czuć się tu zadomowionymi, bo przebywają nad stawami niemal cały rok: bywa że nieliczne nie odlatują na zimę. Te białe, pojawiające się zaledwie na kilka tygodni traktują zatem jak konkurencję do stołówki, stąd ten atak. Ale siwe też są tu przybyszami bo nie gnieżdżą się w tych miejscach. W Małopolsce doliczono się zaledwie 300 par czapli siwych, a szczególnie licznie budują gniazda w koloniach na Podkarpaciu. W Średniej Wsi w Bieszczadach doliczono się przed laty ponad 50 gniazd na 18 stanowiskach, co w naszym makroregionie jest ewenementem. Niewykluczone, że te które po skończonych lęgach wędrują kolonijnie i koczują nad wodami, w tym na Wróbliku, pochodzą z Bieszczad właśnie.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.