To nie tylko nazwa na pociągu, ale symboliczny most między dwoma miastami, związanymi z działalnością Józefa Maksymiliana hr. Ossolińskiego: Wrocławiem, w którym działa Ossolineum – kontynuacja Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie, i Wiedniem, gdzie był prefektem Biblioteki Nadwornej.
Z badaczami wiedeńskich i badeńskich tropów wielkiego archiwisty – redaktorami pisma austriackiej Polonii „Polonika” – Sławomirem Iwanowskim i Krzysztofem Korbielem rozmawia Dorota Strojnowska.
DS.: Od lat szliście Panowie tropem wielkiego historyka, archiwisty i kolekcjonera, założyciela Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie, obecnie działającego we Wrocławiu. Najpierw ustaliliście miejsce pierwotnego pochówku…
Red.: To było dla nas bardzo ważne, bo trudno pogodzić się z faktem, że człowiek, który całe swoje życie poświęcił ratowaniu i zachowaniu polskiego dziedzictwa, sam został pozbawiony grobu. Józef Maksymilian hr. Ossoliński zmarł w Wiedniu 17 marca 1826 roku, a dwa dni później został pochowany na cmentarzu Matzleinsdorf. Jego grób jednak nie przetrwał – w 1848 roku, podczas Wiosny Ludów, cmentarz został zniszczony. Później, w związku z rozbudową infrastruktury Wiednia, zlikwidowano jego najstarszą część, a na części tego terenu powstał Waldmüllerpark.
W 2024 roku na terenie dawnego cmentarza rozpoczęły się prace archeologiczne związane z budową nowego osiedla. To był ostatni moment, w którym można było podjąć działania. Zaczęliśmy analizować stare księgi cmentarne i plany kwater, a także rozmawiać z archeologami prowadzącymi badania.
Udało się nam ustalić, że Ossoliński został pochowany w najstarszej, katolickiej części cmentarza – dokładnie tej, na której prowadzono prace archeologiczne. Choć nie ma już szczegółowych planów ani ksiąg, udało się nam z bardzo dużym prawdopodobieństwem określić miejsce pochówku. Z tego miejsca pobraliśmy ziemię, która następnie została umieszczona w urnie i złożona w symbolicznym grobie.
DS.: Finałem działań było odsłonięcie tablicy na współczesnym pobliskim cmentarzu Matzleinsdorf. Termin poświęcenia symbolicznego grobu zbiegł się z przygotowaniami do inauguracji Roku Ossolińskiego.
Red.: Było to dla nas rzeczywiście bardzo wzniosłe wydarzenie. Zależało nam przede wszystkim na tym, aby przywrócić w Wiedniu pamięć o Ossolińskim. Choć jego pierwotny grób nie zachował się, chcieliśmy stworzyć miejsce, do którego można przyjść, zapalić znicz, złożyć kwiaty i po prostu zatrzymać się na chwilę przy pamięci o człowieku tak bardzo zasłużonym zarówno dla Polski, jak i dla Austrii.
Wybraliśmy współcześnie funkcjonujący Ewangelicki Cmentarz Matzleinsdorf, znajdujący się w bezpośrednim sąsiedztwie dawnego miejsca pochówku. W krypcie pod tablicą została umieszczona urna z ziemią pobraną z przybliżonego miejsca pierwotnego grobu. Dzięki temu symboliczny grób ma bardzo konkretny związek z rzeczywistym miejscem pochówku.
Tablica i krypta powstały dzięki prywatnej inicjatywie i prywatnym środkom Haliny i Sławomira Iwanowskich, Ewy i Krzysztofa Korbielów oraz Stanisława Tepera. Tablicę wykonał jego Zakład Kamieniarski w Jordanowie. Bardzo ważna była także życzliwość zarządcy cmentarza Waltera Poisa, księdza dr. Michaela Wolfa oraz kierowniczki Muzeum Dzielnicowego Favoriten Ewy Fischer. Dzięki akceptacji naszych planów przez te osoby mogliśmy zrealizować pomysł właśnie w tym miejscu.
Cieszy nas, że mogliśmy w ten sposób przybliżyć postać Ossolińskiego również Wiedeńczykom, a szerzej – Austriakom. Był przecież nie tylko Polakiem mieszkającym w Wiedniu. Przez wiele lat był częścią życia tego miasta i pełnił niezwykle ważną funkcję prefekta Biblioteki Nadwornej. Jego zasługi dla kultury austriackiej są równie warte przypomnienia.
DS.: Przy symbolicznym grobie w dwustulecie śmierci Ossolińskiego spotkali się przedstawiciele władz, osoby zajmujące się jego spuścizną i austriacka Polonia.
Red.: Ta uroczystość pokazała nam, że Ossoliński rzeczywiście łączy ludzi i miejsca – Wiedeń, Lwów i Wrocław, a także Polskę, Austrię i Ukrainę. Bardzo zależało nam na tym, żeby przy jego symbolicznym grobie spotkali się przedstawiciele instytucji, które przechowują i rozwijają jego dziedzictwo.
W uroczystości uczestniczyli m.in. ambasador RP w Austrii Zenon Kosiniak-Kamysz, przewodniczący Rady 10. dzielnicy Wiednia Marcus Franz, dr Katharina Kaska z Austriackiej Biblioteki Narodowej – oraz przedstawiciele wiedeńskich instytucji i Polonii. Byli również przedstawiciele Szkoły Polskiej, Stacji Naukowej PAN, Muzeum Dzielnicowego Favoriten i Rollettmuseum w Baden. Homilię podczas nabożeństwa wygłosili księża Jerzy Tusk i Artur Stępień. Odsłonięcia tablicy pamiątkowej dokonał ambasador RP w Austrii Zenon Kosiniak-Kamysz.
Szczególnie symboliczna była obecność przedstawicieli trzech miast związanych z Ossolińskim. Wrocław reprezentowała dr Agata Janiak, która odczytała list dyrektora Zakładu Narodowego im. Ossolińskich dr. Łukasza Kamińskiego. Z Lwowskiej Narodowej Naukowej Biblioteki Ukrainy im. W. Stefanyka – dawnego Ossolineum przyjechała dr Ilona Oleksiv, a Wiedeń reprezentowała dr Katharina Kaska z Austriackiej Biblioteki Narodowej – instytucji, której poprzednikiem była Biblioteka Nadworna, kierowana niegdyś przez Ossolińskiego.
Mamy nadzieję, że uroczystość ta na stałe wpisała to miejsce i rocznicę śmierci Ossolińskiegow kalendarz historycznej pamięci austriacko-polskiej i utrwali pamięć o wielkim Polaku, który tak mocno związał swoje życie z tym miastem.
DS.: Wydarzenie miało także drugą część – w sali pobliskiego kościoła, w której odprawiane są polskie nabożeństwa.
Red.: Drugą częścią obchodów było wspólne spotkanie w sali parafialnej kościoła Królowej Pokoju, gdzie mogliśmy kontynuować rozmowę o Ossolińskim i jego związkach z Austrią. Była to również okazja do spotkania przedstawicieli różnych środowisk – naukowych, polonijnych i kulturalnych.
Chcieliśmy przy tej okazji pokazać, że pamięć o Ossolińskim nie ogranicza się wyłącznie do jego grobu. Dlatego ważnym elementem naszych działań było również przypominanie jego związków z Baden. Udało się to dzięki plakatom przygotowanym przez Evę Reutt, której działania na rzecz upamiętnienia hrabiego są niezwykle ważne.
W maju 2026 roku zorganizowaliśmy wyjazd „Śladami hrabiego Ossolińskiego w Baden”i odwiedziliśmy Rollettmuseum, gdzie Eva Reutt, autorka ważnej publikacji na ten temat,opowiadała o związkach Ossolińskiego z miastem. Obejrzeliśmy także dawną rezydencję hrabiego – pałac Braiten, na fasadzie którego widnieje tablica upamiętniająca hrabiego, ufundowana przez Elsę Petri i Evę Reutt. Chcieliśmy w ten sposób pokazać, że pamięć o Ossolińskim jest obecna nie tylko w Wiedniu, lecz także w Baden. Pani Reutt przygotowała także wystawę poświęconą badeńskim działaniom Ossolińskiego. Prowadzi również „Wieczory Badeńskie” dla kuracjuszy, którzy malując, poznają m.in. postać J.M. grafa Ossolińskiego.
DS.: W uroczystości włączyła się także Barbara Ostafin, badaczka dziejów muzyki i jej twórców, krakowianka, która podczas rocznicowego nabożeństwa zaśpiewała Ave Mariaskomponowane przez Franciszka Mireckiego, sekretarza Józefa Maksymiliana Ossolińskiego.
Red. Pani Ostafin swym śpiewem nie tylko uzupełniła naszą wiedzę o polskim kompozytorze; przypomniała także o przyjaźni Ossolińskiego z Ludvigiem van Beethovenem, który korzystał z gościny w pałacu Breiten, a także w wiedeńskim pałacu przy Mayerhofgasse 207-208.
DS.: Nie spoczęliście Panowie na laurach. Kolejnym pomysłem upamiętnienia było nadanie nazwiska Ossolińskiego pociągowi z Polski do Wiednia.
Red.: Pomysł wydawał nam się bardzo naturalny. Skoro Ossoliński był człowiekiem, który symbolicznie łączy Polskę i Austrię, uznaliśmy, że jego imię powinno pojawić się również na trasie kolejowej łączącej oba kraje. Tym bardziej, że 2026 rok Sejm RP ustanowił Rokiem Józefa Maksymiliana Ossolińskiego. Skoro z Polski do Austrii jeżdżą pociągi o takich nazwach jak Chopin, Sobieski, to dlaczego nie Ossoliński?
6 lutego 2026 roku zwróciliśmy się do PKP Intercity z oficjalnym wnioskiem o nadanie jednemu z pociągów kursujących między Polską a Austrią, np. na trasie Wrocław–Wiedeń, nazwy „Ossoliński”. W uzasadnieniu podkreślaliśmy, że byłby to nie tylko sposób na upamiętnienie wybitnego Polaka, ale również symboliczny most historyczny i kulturalny między Polską i Austrią.
Początki rzeczywiście były trudne. Otrzymaliśmy z PKP Intercity odpowiedź, że przewoźnik nie ma planów nadania nazwy „Ossoliński” żadnemu z pociągów jadących do Wiednia. Jednocześnie wskazano nam, że decyzje dotyczące nazw pociągów są podejmowane we współpracy z organizatorem przewozów – Ministrem Infrastruktury – oraz kolejami zagranicznymi.
Nie chcieliśmy jednak na tym poprzestać. Zwróciliśmy się więc o poparcie inicjatywy do Marszałka Województwa Małopolskiego Łukasza Smółki. Było dla nas ważne, aby podkreślić także małopolskie związki Ossolińskiego. Urodził się w Woli Mieleckiej [woj. Podkarpackie)], ale jego nazwisko i dziedzictwo są z wyboru mocno związane z Tęczynem i dzisiejszą gminą Krzeszowice.
Traktowaliśmy tę inicjatywę jako coś więcej niż tylko nadanie nazwy pociągowi. Chodziło o to, żeby jadąc z Polski do Wiednia albo z Wiednia do Polski, tysiące pasażerów miały okazję zetknąć się z nazwiskiem człowieka, który był ważną postacią obu tych przestrzeni kulturowych.
Przełomem w naszych staraniach było wsparcie naszej inicjatywy przez ambasadora RP w Austrii Zenona Kosiniaka-Kamysza, dla którego ważne są nie tylko współczesne polsko-austriackie związki łączące oba kraje, ale także te historyczne.
DS.: Udało się! Uroczysta inauguracja odbyła się na peronie wrocławskiego dworca. To wielka satysfakcja dla wszystkich.
Red.: Oczywiście, to dla nas ogromna satysfakcja. Kiedy w lutym występowaliśmy z tym pomysłem do PKP Intercity, nie wiedzieliśmy jeszcze, czy uda się go zrealizować. Tym bardziej cieszy nas, że imię Ossolińskiego rzeczywiście trafiło na pociąg łączący Poznań i Wrocław z Wiedniem.
DS. Było bardzo uroczyście. Lokomotywa otrzymała okolicznościową okleinę – i jeździ nią na polskim odcinku trasy. Podczas przyjęcia po wydarzeniach na peronie prezes Malinowski wręczył okolicznościowe modele tej niezwykłej lokomotywy prezydentowi Wrocławia oraz przedstawicielom Ossolineum. Byłam dumna w Panów i swoim imieniu uczestnicząc w tym wydarzeniu.
Red.: Nie znaleźliśmy się w gronie oficjalnych uczestników uroczystości we Wrocławiu 3 września, ale nasz udział w tym wydarzeniu miał epizod wiedeński: 4 września przywitaliśmy „Ossolińskiego” w Wiedniu na Hauptbahnhof.
Dla nas jest w tym wydarzeniu coś bardzo symbolicznego. Ossoliński przez większość swojego dorosłego życia był związany z Wiedniem, tutaj mieszkał, pracował, pełnił funkcję prefekta Biblioteki Nadwornej i tutaj zmarł. Z drugiej strony jego największe dzieło – Zakład Narodowy im. Ossolińskich – ma dziś swoją siedzibę we Wrocławiu. Pociąg „Ossoliński”, przemierzający trasę między Polską i Austrią, jest więc w pewnym sensie materialnym symbolem tych związków.
I o to nam od początku chodziło: nie tylko o kolejną tablicę czy kolejną uroczystość, ale o to, żeby nazwisko Józefa Maksymiliana hr. Ossolińskiego zaczęło mocno funkcjonować w przestrzeni publicznej – zarówno w Wiedniu i Baden, jak i w Polsce. Żeby był obecny nie tylko w książkach i bibliotekach, lecz także w świadomości współczesnych ludzi.
Możemy się już cieszyć „naszym” pociągiem i to jest świetne uczucie.

Redaktorzy Sławomir Iwanowski i Krzysztof Korbiel witają pociąg w Wiedniu, 4 września 2026 r. Fot. Celina Vesely

