Małgorzata Szatko: Panie Piotrze, często słychać opinię, że obecne pokolenie jest na kryzysy odporne… Co Pan na to odpowie?
Piotr Mosak: Nie spotkałem się z tym, żeby byli „odporni”. Oni po prostu podchodzą do kryzysu inaczej niż poprzednie pokolenia. Myślę, że Z to pierwsze pokolenie mniej podatne na manipulację i mniej podatne na reklamę, niż my byliśmy. „Nie wiem, czy mi się to spodoba, muszę spróbować, nie chce mi się” – Zetki zaczęły od tego, że mają większą wiedzę o sobie, są bardziej asertywne i mają mocniejsze poczucie własnej wartości.
Oczywiście pojawiają się i skrajności. Przez tę polaryzację mamy też sporo zaburzeń, depresji. Ale ma to również dobrą stronę: jeśli wiemy, że na przykład mamy ADHD – a okazuje się, że prawie każdy ma jakąś jego odmianę – to wiemy zarazem, na co mamy wpływ i co możemy u siebie poprawić. Słowem, mamy bardziej świadome społeczeństwo.
Tyle wiemy o sobie, na ile zostaliśmy sprawdzeni – a oni realnie sprawdzeni jeszcze nie byli. Są bardziej otwarci na rozmowę, na wyjaśnianie, na szukanie informacji, co robić. Czy są przez to odporniejsi? Z doświadczenia powiem, że najbardziej odporny na kryzys jest ten, kto ma wiele umiejętności i bywał w wielu miejscach: u dziadków kopał w ogrodzie, z rodzicami skręcał szafkę, kosił trawnik, szedł po uszczelkę do sklepu hydraulicznego.
Taka osoba uczy się, że ma możliwości, że to nie jest trudne i że rozwiązanie da się znaleźć. Dziś wszystko jest w Internecie – uszczelkę kupujesz, wracasz do domu, tylko najpierw trzeba zakręcić wodę w pionie, bo inaczej zrobi się nieciekawie. Być może więc młodzi łatwiej będą szukać rozwiązań, bo mają je rozpisane krok po kroku – w instrukcjach, o jakich nam się nie śniło. To może oznaczać większą sprawczość. Czy jednak nie wpadną w histerię, czy nie będą przerażeni – tego nie wiemy. To trochę wróżenie z fusów.
Małgorzata Szatko: Może jednak zabraknąć czasu, aby sprawdzić wszystko w Internecie, gdzie młodzi ludzie spędzają coraz więcej czasu.
Piotr Mosak: Mamy coraz więcej dowodów na to, że Internet, media społecznościowe i fora są jak nóż. Nóż ratuje życie na stole operacyjnym, służy do jedzenia, do robienia mebli – ale też do zabijania. To od nas zależy, do czego go użyjemy. Tak samo Internet: służy wiedzy, edukacji, sprawności, ale i uzależnieniu, depresji, przebodźcowaniu. Zawsze chodzi o równowagę i zdrowy rozsądek.
I to my, dorośli, mamy obowiązek uczyć dzieci tej równowagi. Tymczasem robimy odwrotnie. Okazuje się, że to my, starsi, jesteśmy bardziej podatni na uzależnienia niż oni. Mamy dziś cały wysyp trzydziestoletnich rodziców, którzy na placu zabaw nie potrafią oderwać się od telefonu. Widzę kierowców oglądających filmy podczas jazdy. To są realne nałogi, ale jest szansa, że młodsze pokolenia już im nie ulegną, bo patrzą na nas i mówią: „my spotykamy się bez telefonów”. Siedemnasto-, osiemnastolatkowie zaczynają odkładać telefon. Dorośli nie potrafią.
Młodzi nie sięgają też tak często po alkohol. W Polsce widać spadek sprzedaży, przynajmniej w najmłodszych grupach – do dobrej zabawy nie potrzebują go tyle, ile się nam wydawało, że potrzebujemy. Widzą zagrożenia, potrafią bawić się bez tego. Mają swoje pasje i to im wystarcza.
Małgorzata Szatko: A autorytety? Komu dziś ufa młody człowiek?
Piotr Mosak: Byłem niedawno na spotkaniu i próbowałem przypomnieć sobie pewną piosenkę. Wpisałem hasło „młody polski wokalista” i – matko święta – nie przypuszczałem, że mamy ich w Polsce aż tylu. Lista ponad trzydziestu młodych wykonawców, o których nie miałem pojęcia. A są słuchani i oglądani. Z autorytetami jest podobnie: nasze autorytety to nasze autorytety. Pytam dzieci – najstarsza córka ma dwadzieścia dziewięć lat – czy ciekawe byłoby dla nich spotkanie z gwiazdą naszej młodości jak na przykład zespół Lady Punk. I okazuje się, że te gwiazdy są dla młodszych jak prehistoryczne dinozaury; zupełnie ich nie interesują. Mają swoich idoli w sieci.
Wciąż jednak mamy część społeczeństwa, która zachowuje się trochę jak kot wpatrzony w bęben pralki – bezrefleksyjnie łyka wszystko, co pojawia się w internecie. Patostreamy, rozmaite patologie, treści przyjmowane bez chwili namysłu, za to z entuzjazmem. I dotyczy to zarówno młodych, jak i starszych.
Małgorzata Szatko: Co się stało z klasycznymi autorytetami – wychowawcą, nauczycielem?
Piotr Mosak: Dziś autorytet musi coś sobą reprezentować. Mamy problem z pozycją nauczyciela – między innymi przez niskie zarobki i politykę kolejnych rządów. Nauczyciel bywa kimś, kogo nie stać na mieszkanie ani na samochód; może doskonale znać swój przedmiot, ale dla piętnastolatka to często za mało.
Jeśli poza szkołą nie robi nic więcej – nie ma własnego kanału na YouTube, nie udziela korepetycji, nie prowadzi platformy edukacyjnej, nie wydaje e-booków, jeździ starym autem albo autobusem – to w oczach młodych bywa „słaby”. Dziś autorytet musi mieć kilka rzeczy naraz: trochę pieniędzy, coś wyjątkowego, pasję i umiejętność przekazania tego w atrakcyjnej formie. Tych, którzy tego nie mają, się pomija; po prostu się ich nie słucha.
Małgorzata Szatko: Starsze pokolenia do dziś uważają, że na przykład sam tytuł profesora czyni kogoś autorytetem.
Piotr Mosak: Dla młodych ludzi miano profesora może nosić każdy, kto siedzi na uczelni, pisze podręczniki, robi doktorat, a potem dostaje tytuł. Świat jest dziś tak różnorodny… Kiedyś była praca od ósmej do szesnastej albo na trzy zmiany, a profesor był tym, kto pogłębiał wiedzę. Dziś ta wiedza jest dostępna bez profesora.
Bywa, że profesorowie zostają w tyle za wiedzą. Metaanalizy potrafią pokazać, że ktoś się mylił – mieliśmy choćby głośne spory, na przykład w dietetyce. Pani profesor może opierać się na wiedzy sprzed dziesięciu lat, a nauka tymczasem dowiodła, że połowa tego, co mówi, jest już nieaktualna. Chłopak, który siedzi w Internecie i ogląda najnowsze badania, powie wtedy: „ale pani nie czytała najnowszych metaanaliz; uczono panią inaczej, doktorat robiła pani z czegoś, co było aktualne dziesięć lat temu – dziś nauka poszła dalej”. Jak ma być w takiej sytuacji autorytetem?
Małgorzata Szatko: Co dziś rodzice mają zrobić, aby dzieci ich słuchały? Jak być dla nich autorytetem?
Piotr Mosak: Oczywiście przy najmłodszych to my odpowiadamy za dzieci i obowiązuje pewna kolejność. Z trzylatkiem się nie negocjuje; nikt rozsądny nie sadza go przed telewizorem, gdzie lecą wiadomości. Ale kiedy dzieci są starsze, rodzic ma być poręczą: dziecko samo wchodzi po swoich schodach, a rodzic idzie obok, gotów je złapać, gdyby się potknęło.
Możemy kochać, wspierać, stać po stronie dziecka i mówić: „możecie nas zapytać o wszystko, odpowiemy z naszego doświadczenia i naszej mądrości – ale nie oczekujcie, że mamy aktualną wiedzę o wszystkim. Nie wiemy, jakiej muzyki słuchać, a nawet jeśli znamy nazwisko, być może nigdy nie słyszeliśmy żadnego utworu”. To trudne, ale nie tego potrzeba, by być odpowiedzialnym rodzicem, który wspiera, pomaga i któremu można zaufać.
Rodzice niestety często tracą autorytet, bo prawią kazania albo udają, że wiedzą wszystko. A ten, kto mówi: „na tym się nie znam, ale wiem, co to odpowiedzialność – poszukam informacji, odpowiadam za Ciebie, możesz na mnie liczyć, będę Cię wspierał i akceptował; nie wtrącam się w kolor twoich włosów, jest mi to życzliwie obojętne, natomiast tu i tu zwyczajnie się nie znam” – ma większy autorytet niż ten, który oznajmia: „wiem wszystko, masz się słuchać”.
Bo wtedy dziecko jest tylko karne i przestraszone. A grzeczne, przestraszone dzieci marzą o jednym: żeby przestać bać się kary. Lepiej być poręczą, którą dziecko ma na wyciągnięcie ręki – i czuć, że ten rodzic jest w porządku. Możemy się czasem o coś spierać, ale on zawsze ciepło przyjmie, zawsze przytuli i zawsze stanie po naszej stronie.
Małgorzata Szatko: Dziękuję za rozmowę

