Inicjatorzy odwołania Miszalskiego: nie sprawdził się. Prezydent: Krakowa nie da się kupić

Ilustrowany Kurier Codzienny
8 Min. Czytania
Fot. referendumkrk.pl/IKC

Inicjatorzy referendum ws. odwołania Aleksandra Miszalskiego (KO) z funkcji prezydenta Krakowa uważają, że nie sprawdził się i sprawuje urząd w sposób niegodny. Według Miszalskiego, na „kampanię hejtu” wobec niego idą ogromne środki finansowe. Jak podkreślił, „Krakowa nie da się kupić”.

We wtorek do krakowskiej Delegatury Krajowego Biura Wyborczego oraz do Urzędu Miasta Krakowa wpłynęło powiadomienie od grupy obywateli o zamiarze przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego i Rady Miasta Krakowa.

Pod powiadomieniem podpisanych jest 21 osób, m.in. artystów, lokalnych przedsiębiorców, prawników.

– Nie jesteśmy członkami partii politycznych. Nie wspieramy żadnych partii politycznych. Nie jest naszym celem walka z rządem Donalda Tuska ani jakimkolwiek innym rządem. To akcja sprzeciwu wobec Aleksandra Miszalskiego i kompletnie zwasalizowanej przez niego Rady Miasta Krakowa – powiedział na wtorkowej konferencji prasowej jeden z inicjatorów referendum, przewodniczący rady i zarządu dzielnicy Stare Miasto w Krakowie Jan Hoffman.

Zaapelował do mieszkańców, aby nie dali sobie wmówić, że referendum jest akcją polityczną i przekonywał, że wśród inicjatorów referendum nie ma członków partii politycznych. Równocześnie zachęcał polityków wszystkich partii, w tym Koalicji Obywatelskiej, do wspierania inicjatywy referendalnej.

Inicjatorzy referendum zarzucają Miszalskiemu m.in. zadłużenie miasta, kolesiostwo, nieprofesjonalny audyt przeprowadzony w urzędzie po objęciu władzy po Jacku Majchrowskim, niespełnienie obietnic wyborczych, sprawowanie urzędu w sposób niegodny.

– Czy wyobrażacie sobie państwo prof. Jacka Majchrowskiego tańczącego na dachu urzędu, albo wypinającego się tyłem wobec studentów, kręcącego rolki, biegającego z mopem, pokazującego obwarzanek, a może kopiącego piłkę w urzędzie? Takich sytuacji nie mieliśmy. Urząd sprawowany był w sposób godny – wyliczał Hoffman.

Mówiąc o wzroście zadłużenia miasta o 2 mld zł w czasie prezydentury Miszalskiego ocenił, że rosnące zadłużenie jest m.in. efektem źle przeprowadzonego audytu i będzie skutkować wyższymi kosztami usług publicznych – za co płacić będą mieszkańcy.

– Prezydent Miszalski nie sprawdził się w swym całokształcie. Obietnice wyborcze pozostały obietnicami – mówił Hoffman. Wśród niespełnionych obietnic wyborczych wytknęli mu m.in. bilet za złotówkę dziennie dla studentów. – Nie mieliśmy takiej sytuacji w III RP w Krakowie, żeby prezydent w taki sposób się zachowywał, miał takie zaniechania, zachowywał się jakby nie dorósł do sprawowanej przez siebie funkcji – oświadczył.

Hoffman zapytany o finanse na dotychczasowe prace związane z planem referendum odparł, że są to działania społeczne, dotychczasowy wydatek to ok. 2-2,5 tys. zł – to koszt wynajęcia lokalu referendalnego (400 zł miesięcznie), strony internetowej (krk.pl), kamizelek z grafiką. Formalności prawne nic nie kosztowały. Zapowiedział, że jeżeli komitet organizujący referendum zostanie oficjalnie zarejestrowany, to ruszy konto, gdzie będzie można dokonywać wpłat na zbiórkę podpisów.

Do sprawy referendum Miszalski odniósł się na swojej konferencji prasowej.

Jak mówił, „instytucja referendum nie jest instytucją dogrywki, nie jest instytucją odwołania się od wyroku wyborców”. – Jeżeli jakieś środowiska przegrały, to powinno się poczekać do normalnych, kolejnych wyborów – ocenił.

– Krakowa nie da się kupić. Referendum pod hasłem „Kupmy sobie Kraków” nie wyjdzie – powiedział Miszalski. Zaapelował do mieszkańców, by nie dali sobie wmówić, że plan referendum jest oddolną inicjatywą obywatelską. – To skąd ci biedni obywatele mają setki tysięcy złotych, a może miliony złotych na kampanię hejtu, nienawiści, którą obserwujemy przez ostatnie miesiące w Krakowie. Kto to finansuje? – pytał Miszalski. Według niego, jest co najmniej pięć tytułów gazetek, które nieobiektywnie przedstawiają rzeczywistość.

Miszalski zaznaczył, że Kraków nigdy nie był skrajny, a był wyważony. Jego zdaniem, to środowiska skrajne stoją za inicjatywą odwołania go. – Z jednej strony dużo pretensji od mieszkańców nie Krakowa o strefę czystego transportu. Jeżeli mówimy o reprezentantach krakowskich środowisk, to mamy tam chyba pana (Adama) Hareńczyka, czyli przyjaciela (Grzegorza) Brauna, (Wojciecha) Jakubowskiego, Jana Hoffmana – polityków o często skrajnych poglądach – zauważył prezydent Krakowa.

– Zakładam, że krakowianie są mądrzy, krakowianki są mądre i widzą to, i odpowiednio do tego podejdą. Szanuję to, każdy ma prawo takie podpisy zbierać. Będziemy się tej inicjatywie przyglądać. Urząd pracuje niezmiennie – zaznaczył Miszalski. Według niego, referendum nie ma szansy na powodzenie, ponieważ nie jest to inicjatywa mieszkańców, a „potężnego kapitału i środowisk skrajnych”.

Odnosząc się do zarzutów inicjatorów referendum podkreślił, że miasto oszczędza, by zmniejszyć zadłużenie i pozyskuje środki z KPO, UE, ministerstw na realizację inwestycji. Jak mówił, dochody miasta cały czas rosną, jest rekordowy budżet na inwestycje. – Jestem spokojny o sytuację finansową. Wiem że będzie się poprawiać – dodał.

Wprowadzenie SCT uzasadnił nowelizacją „ustawy o elektromobilności pana Morawieckiego”. Podniesienie opłat za komunikację publiczną o 20 proc. argumentował wzrostem kosztów transportu publicznego o 80 proc. w ciągu ostatnich pięciu lat. Podwyżki dla urzędników były jego zdaniem potrzebne, bo obiecał je w kampanii wyborczej. Odpierając zarzut o nieprofesjonalnym audycie ocenił, że Hoffman nie przeczytał audytu. Jak zaznaczył, audyt został przeprowadzony przez urzędników, a zamówienie go u firmy zewnętrznej byłoby drogie i czas oczekiwania na wyniki byłby dłuższy.

Miszalski poinformował też, że we wtorek udaje się do Brukseli, gdzie ma umówione spotkania, podczas których będzie rozmawiał o finansowaniu metra. We wtorek także spotkał się z minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz. Rozmawiał z nią o metrze w Krakowie i o ustawie nt. zrównoważonego rozwoju miast.

– Metro zostało wpisane na listę potencjalnych inwestycji w nowej perspektywie unijnej – przekazał. Odnosząc się do ustawy o zrównoważonym rozwoju miast ocenił, że zmiany w zakresie rozwoju metropolii krakowskiej idą w bardzo dobrym kierunku.

Dyrektor delegatury KBW w Krakowie Barbara Golanko powiedziała we wtorek PAP, że zgodnie z procedurą KBW będzie weryfikować, czy podpisane pod inicjatywą referendalną osoby są mieszkańcami Krakowa. Następnie KBW musi zapytać prezydenta Krakowa, czy też takie powiadomienie otrzymał.

Od chwili potwierdzenia otrzymania powiadomienia przez urząd miasta, liczone jest 60 dni na zbiórkę podpisów ws. przeprowadzenia referendum.

Aby doszło do organizacji referendum grupa obywateli musi zebrać poprawne podpisy 10 proc. uprawnionych do głosowania, czyli (według stanu na koniec 2025 r.) 58 355 podpisów. Aby referendum było ważne, w głosowaniu musi wziąć udział nie mniej niż 3/5 liczby biorących udział w wyborze prezydenta. O wyniku wyborów decyduje większość głosów „za” lub „przeciw” odwołaniu Miszalskiego z funkcji.

Przeciwnicy prezydenta, w tym politycy Konfederacji i PiS, obwiniają go m.in. o zadłużenie miasta, rosnące ich zdaniem bezrobocie, problemy z transportem publicznym, wprowadzenie strefy czystego transportu (SCT).

21 kwietnia 2024 r. Miszalski w drugiej turze wyborów uzyskał ponad 51 proc. poparcia i wygrał z radnym, przedsiębiorcą, aktywistą i byłym posłem PO Łukaszem Gibałą, którego poparło prawie 49 proc. głosujących. (PAP)

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *