Kraków. Ofiara molestowania domaga się 20 mln zł od Archidiecezji Krakowskiej

Ilustrowany Kurier Codzienny
6 Min. Czytania
Fot. ilustracyjne PAP/Radek Pietruszka

Janusz Szymik domaga się 20 mln zł zadośćuczynienia od Archidiecezji Krakowskiej za krzywdy związane z wykorzystywaniem seksualnym przez księdza. Proces toczy się przed Sądem Okręgowym w Krakowie. Na poniedziałek sąd wezwał jako świadka kard. Stanisława Dziwisza, duchowny nie przyszedł na rozprawę.

Proces o zadośćuczynienie Archidiecezji Krakowskiej i solidarnie parafii w Międzybrodziu Bialskim wytoczył Janusz Szymik, który w latach 1984-1989 jako dziecko był wykorzystywany seksualnie przez ówczesnego proboszcza ks. Jana W. Parafia należała wtedy do Archidiecezji Krakowskiej. Pełnomocnicy Janusza Szymika przekazali PAP, że jego klient domaga się 20 mln zł zadośćuczynienia za krzywdy będące skutkiem nadużyć seksualnych, jakich dopuścił się wobec niego ks. Jan W.

– Mówimy o setkach gwałtów na młodym człowieku, który kończy 12 lat. Trudno sobie to wyobrazić. (…) Nasz klient przez wiele lat był zdany na księdza pedofila za ołtarzem. Jeżeli chciał odbywać praktyki religijne, był zdany na księdza pedofila. Mówił, że mu to przeszkadza, ale był kompletnie niewysłuchiwany. I to jest dalszy element jego krzywdy, bo był kompletnie osamotniony – powiedział adwokat Artur Nowak.

Wyjaśnił, że Archidiecezja Krakowska powinna ponosić odpowiedzialność za te czyny na zasadzie ryzyka. Chodzi o artykuł 430. Kodeksu cywilnego, który wskazuje na odpowiedzialność zwierzchnika za swojego podwładnego i odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną przez tę osobę.

Janusz Szymik powiedział dziennikarzom przed rozprawą, że przed krakowskim sądem walczy „przede wszystkim o sprawiedliwość, a także o godziwe zadośćuczynienie za całą traumę”.

– Całe życie moje się zmieniło, zostało wywrócone do góry nogami, przede wszystkim moja sfera duchowa, psychiczna, tak że uważam, że wewnętrznie jestem człowiekiem zrujnowanym, ale walczącym o sprawiedliwość i zadośćuczynienie. To mi daje nadzieję i otuchę, że wreszcie po tylu latach sprawiedliwość zostanie osiągnięta – zaznaczył.

Na poniedziałek sąd wezwał jako świadka kardynała Stanisława Dziwisza. Duchowny nie przyszedł jednak na rozprawę. Archidiecezja Krakowska w mailu przesłanym w poniedziałek rano do sądu poinformowała, że kard. Dziwisz się rozchorował. Sąd zobowiązał hierarchę do przekazania zaświadczenia lekarza pod rygorem grzywny.

Według pełnomocników Janusza Szymika, którzy wnioskowali o przesłuchanie kard. Dziwisza, hierarcha dostawał sygnały z prośbą o interwencję w sprawie ks. Jana W. od księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego i dlatego powinien być świadkiem. – Uważamy, że jest to ważna osoba, mająca znaczenie dla sprawy, mająca informacje – podkreślił adwokat Artur Nowak.

Pełnomocnicy starają się, by także ks. Jan W. był świadkiem w tej sprawie. W poniedziałek sąd poinformował, że nie ustalono jeszcze aktualnego miejsca pobytu W., wydalonego z duchowieństwa. Sąd czeka na te informacje od diecezji bielsko-żywieckiej. Pełnomocnicy wnieśli o próbę wezwania świadka Jana W. za pośrednictwem przeora kamedułów w Bieniszewie.

W poniedziałek i podczas kolejnych terminów rozprawy przesłuchani mają być jako świadkowie m.in. psychologowie i lekarze, którzy opiekowali się Januszem Szymikiem.

Szymik przekazał, że jeszcze przed rozpoczęciem procesu został zaproszony przez metropolitę krakowskiego kardynała Grzegorza Rysia. – Usłyszałem po wielu latach to słowo: „przepraszam”. Nigdy nie usłyszałem od żadnego hierarchy tego słowa – dodał.

Pełnomocnik Archidiecezji Krakowskiej przekazał w poniedziałek, że nie komentuje sprawy.

W ub. r. Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej przyznał mężczyźnie zadośćuczynienie za brak reakcji na doniesienia o nadużyciach seksualnych ze strony diecezji bielsko-żywieckiej.

– W tamtej sprawie sąd wprost napisał, że za to, co zrobił sprawca, powinna być pozwana Archidiecezja Krakowska. I to właśnie zrobiliśmy – powiedział PAP mec. Jarosław Głuchowski.

Przed Sądem Okręgowym w Bielsku-Białej Janusz Szymik domagał się od diecezji bielsko-żywieckiej zadośćuczynienia za krzywdy będące skutkiem nadużyć seksualnych oraz za cierpienia, które powstały wskutek braku reakcji ordynariusza bielsko-żywieckiego bp. Tadeusza Rakoczego na zgłoszone mu nadużycia. Proces toczył się przez niemal trzy lata.

Na początku 2025 r. sąd orzekł, że diecezja bielsko-żywiecka ma zapłacić 400 tys. zł zadośćuczynienia za brak reakcji na informacje o nadużyciach. Sąd nie miał wątpliwości, że Szymik „został wielokrotnie wykorzystany seksualnie przez proboszcza”, uznał jednocześnie, że za winę księdza nie ponosi odpowiedzialności diecezja bielsko-żywiecka, powstała dopiero w 1992 roku, ale Archidiecezja Krakowska, ponieważ to jej podwładnym był wówczas międzybrodzki proboszcz. Po wyroku obie strony złożyły apelacje, a sprawa została przekazana Sądowi Apelacyjnemu w Katowicach. Proces odwoławczy jeszcze się nie rozpoczął.

Szymik w przeszłości był ministrantem. Jak wskazywał, po raz pierwszy został skrzywdzony przez ks. Jana W., ówczesnego proboszcza parafii w Międzybrodziu Bialskim, gdy miał 12 lat. Po powstaniu diecezji bielsko-żywieckiej w 1992 roku Szymik opowiedział o wszystkim jej ordynariuszowi, bp. Tadeuszowi Rakoczemu. Pozostało to bez echa.

Działania Kościół bielsko-żywiecki podjął dopiero w 2014 roku, gdy nowym ordynariuszem został bp Roman Pindel. Doszło wtedy do procesu kanonicznego, w którego trakcie ks. Jan W. przyznał się do współżycia z nieletnim. Wówczas został zawieszony, a potem ukarany przez Kościół. (PAP)

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *