Ze Starej Szafy. Szych spisuje, Bielawski opowiada

4 minut czytania

– Czy w szczęśliwie dawno minionej epoce możliwy byłby występ jakiejś gwiazdy estrady na wiejskim boisku?

-Wykluczone! Gwiazdy się ogromnie ceniły wtedy i to do tego stopnia, że ich menedżerowie- choć jeszcze wtedy nie używano tego tak modnego obecnie, popularnego na Zachodzie i teraz także u nas, słowa- starannie dobierali im hotele, warunki ich pobytu i menu w hotelowej restauracji. Były te zachcianki przejawem szpanu, pozowania na kogoś, kto się nie splami występem na wsi. Byłby to dla nich obciach. Wyobrażano sobie, że spadłyby ich notowania wśród publiczności… W Tarnowie szczególnym wzięciem, jeśli idzie o wielkie koncerty, była hala widowiskowo- sportowa przy Gumniskiej. To tu występowali najwięksi z wielkich, kiedy jeszcze hala wyglądała jako tako i trzymała krzepko. Bo dziś jest już w stanie uwiądu starczego i raczej nadaje się do rozbiórki niż kolejnego remontu.

– To cóż się stało takiego w sferze obyczajów, że obecnie największe gwiazdy nie wstydzą się występów na dożynkach, których wysyp właśnie przeżywamy?

– Słynny pieśniarz gruziński Bułat Okudżawa śpiewał niegdyś: „co było, nie wróci, dziś szaty rozdzierać by próżno/ cóż każda epoka ma własny porządek i ład/(…) No i ta nasza też ma. Dawniej koncert w hali był świętem. Przychodziło się na występ gwiazdy w starannie dobranych strojach. Nie do pomyślenia, by publiczność siedziała w skudłaconych swetrach i dżinsach z dziurami na kolanach. A na wiejskim stadionie jest to dopuszczalne, a nawet wskazane…

– Ale gwiazdy też pokornie dostosowały się do nowych obyczajów. Nie marudzą, może tylko jeśli idzie o gaże za występ. Nie przeszkadza im, że grają i śpiewają na dożynkach.

– Ano nie. Bo, jak mawia pewien mój znajomy: ”pekunia nie omlet”, co w oryginale brzmi nieco inaczej: „pecunia non olet”. Czyli pieniądz nie śmierdzi.

– Mam wrażenie, że produktem ubocznym tej gwałtownej zmiany obyczajów jest zatracenie dawnych obyczajów dożynkowych…

– Ale oczywiście, że tak. Wtedy dożynki to było lokalne, ludowe święto. Z prezentacją miejscowych zespołów, hołubiących lokalne tradycje, przyśpiewkami. Dziś zostało to zdominowane przez gwiazdy. Przychodzi się dla gwiazdy, a nie po to by dobrze się bawić wśród swoich.

– Jakiś przykład?

– Weźmy choćby borzęcińskie Święto Grzyba. Znakomity pomysł, tym bardziej, że tamten subregion słynie z grzybów. Bardzo szybko jednak grzyby zostały daleko w tyle. Stały się wyłącznie pretekstem. A wszystko zdominowała gwiazda, która dawniej wypięłaby się na występ w takiej małej miejscowości. Lokalna władza czuje się dowartościowana obecnością gwiazdy, gwiazdę cieszą niemałe pieniądze za występ, ale tradycja i obyczaj zaginęły. Stały się marnym dodatkiem do koncertu, który jest absolutnie na pierwszym planie. I tak jest teraz wszędzie, nad czym ja osobiście ubolewam…

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.