Opowieści niesamowite. Król szczurów z Kielanowic

4 minut czytania

Do dziś nie wiadomo, co się stało z królem szczurów z niewielkiego młyna w Kielanowicach. Jacyś turyści wracali szlakiem z bacówki na Brzance i ujrzawszy ten pochylony od starości młyn, zapragnęli do obfotografować i dostać się do środka, bo byli ciekawi, cóż tam jeszcze może się znajdować.

Zaskrzypiały dawno nieotwierane drzwi: w środku nie było nic, żadnych maszyn a tym bardziej mąki. Tym bardziej zdumiało ich wyraźne popiskiwanie, dochodzące spod schodów prowadzących na poddasze.

Zamierzali sprawdzić skąd i od kogo pochodzą te piski, a wtedy spod drewnianych schodów wyskoczył dziwaczny stwór. Stado kilkunastu splątanych ze sobą ogonami szczurów. Upadły na podłogę, ale w żaden sposób nie były w stanie się rozplątać.

Zdumieni tym zjawiskiem nie zauważyli, że na schodach jest ktoś jeszcze. Był to dziwnie wyglądający człowiek, odziany w czarny, mnisi kaptur, w habicie sięgającym po kostki. Nie zwracając uwagi na niecodziennych gości , wyjął zza pazuchy parciany worek, złapał króla szczurów i wsunął do wewnątrz. Oddalił się bez słowa i zniknął w czeluściach starego młyna, w którym podobno, jak twierdzili miejscowi, od dawna spędzał noce, odżywając się głównie pieczonymi nad ogniskiem szczurami.

Jeden z turystów, pochodzący ze Śląska przypomniał sobie niezwykłą historię z królem szczurów w roli głównej, kiedy to zwiedzał przed laty Muzeum Przyrodnicze ew Lipsku. Znajdował się tam niezwykły obraz, na którym namalowano króla szczurów, złożonego z 27 splątanych ze sobą osobników.

„Dnia 17 stycznie 1774 roku w Izbie Ziemskiej w Lipsku pojawił się Christian Keiser, młynarczyk z Lindenau i doniósł o tym jak schwytał we młynie króla szczurzego z szesnastu sztuk spleciony ze sobą ogonami. Ponieważ ten chciał na niego skoczyć, zabił go. Tego króla szczurów zabrał od niego Johann Fasshauer z Lindenau pod pretekstem, że chce go namalować, ale teraz nie chce go oddać. Od tego czasu zarobił na nim wiele pieniędzy, petent prosi więc pokornie by nakazać Fasshauerowi aby oddał mu jego króla szczurów i zarobione na nim pieniądze”.

Tak stanowił oficjalny dokument z lipskiego muzeum sprzed ponad 200 lat. A co się mogło stać z królem szczurów z kielanowickiego młyna?

Nie zostały zjedzone przez tajemniczego mnicha. Kiedy raz jeszcze po kilku latach zajrzeli do młyna, król szczurów złożony z 16 osobników leżał na podłodze, i nadal wszystkie przyczepione były do siebie do siebie ogonami, ale już w stanie w stanie zupełnego rozkładu.

Nie było też żadnego śladu po tajemniczym osobniku, który, jak mawiano, pomieszkiwał tutaj.

Pozostał po nim jedynie ten mnisi habit, zawieszony niegdyś nad schodami. I choć tyle lat upłynęło od tamtych wydarzeń, miejscowi gotowi by przysiąc, że spotykają czasami, tuż po zmroku, przygarbioną postać, która kręci się na rzeczką, niegdyś napędzającą dawny młyn. Podobno przesiaduje tam godzinami, ale nikt nie widział, by kiedykolwiek odważył się wejść do środka.

Zygmunt Szych

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.