Ze Starej Szafy. Jak narodził się Partyzant Tuchowski. Szych opowiada, Bielawski spisuje

IKC
Dodane przez
4 Min. Czytania

– Skoro pozostajemy przy dawnym Tuchowie…Skąd się wziął tak zwany Partyzant Tuchowski, który dał początek Klubowi Seniora- Partyzanta w miasteczku?

– Z ubolewania.

– …Przepraszam: z czego?!

– Z ubolewania. Major Dudek, naczelnik Tuchowa, szef Terenowych Oddziałów Samoobrony i Ligi Obrony Kraju ubolewał nad tym, że sąsiednie miejscowości i gminy mają co najmniej po jednym partyzancie, jak nie więcej. A Tuchów nie ma ani jednego. Uznawał to za sytuację karygodną, nienormalną, i ubolewał z tego powodu. Bardzo głęboko ubolewał.

– Czy to ubolewanie przyniosło jakieś dobre skutki?

– Owszem, choć nie tak od razu. Początkowo major próbował przesiedlić do Tuchowa kogoś, kto był partyzantem, a mieszkał w sąsiedniej gminie. To jednak nie wypaliło. Ale najpierw wyjaśnię w czym rzecz. Ci byli partyzanci to żołnierze Batalionu AK „Barbara”, działającego na Pogórzu. Co roku pod koniec maja odbywali spotkania patriotyczne w klasztorze Redemptorystów. Byli na nich partyzanci z Gromnika, Tarnowa, rozmaitych wsi w regionie. I ani jednego z Tuchowa. Major nie mógł się z tym pogodzić…

– Jak zatem znalazł wyjście z tej rzeczywiście trudnej sytuacji?

– Major miał pewną słabość. W sobotnie wieczory grywał namiętnie w „tysiąca” z jednym ze swoich sąsiadów, panem Sz. Najczęściej bywało tak, że Sz. przez szacunek do naczelnika i majora w jednej osobie przegrywał do niego, co Dudka niezmiernie cieszyło. Pewnej soboty, kiedy major po raz kolejny zgarnął całą pulę, odezwał się w te oto słowa do swojego kolegi:

” Słuchaj Michał, jest taka sprawa… Musisz zostać partyzantem”.

– Jak to – Sz. nie krył zdumienia – przecież… partyzantów już dawno nie ma. Okupacja skończyła się dawno temu.

„I w tym sęk – kontynuował major – że partyzantów nie ma. Nie mamy ani jednego partyzanta w Tuchowie. A inni mają po kilku. Dlatego postanowiłem mianować partyzantem ciebie” .

– Ależ Czesiek, to jest… panie majorze! Przecież ja miałem zaledwie 7 lat jak tu działała partyzantka – oponował Sz. – Jakże miałbym teraz zostać partyzantem, nawet takim byłym?

– Nic nie szkodzi. Znajdziemy wyjście z sytuacji…

Major wszystko dokładnie przemyślał. Koledze od kart wyjaśnił, że ten, mimo młodego wieku w czasie okupacji, mógł na przykład donosić prawdziwym partyzantom jedzenie gdzieś na skraj leśnej polany, nie wzbudzając podejrzeń u Niemców.

– A to już podpada pod działalność partyzancką – objaśnił major.

Sz. długo jeszcze oponował, krygował się. Ale zrezygnował, kiedy major oświadczył w krótkich, żołnierskich słowach, że to jest rozkaz. A za niewykonanie rozkazu grozi kara śmierci.

– I jak się sprawy potoczyły dalej?

– Kiedy już Tuchów posiadał na stanie jednego partyzanta, był to wystarczający powód do tego, by utworzyć przy LOK Klub Seniora- Partyzanta. I tak też się stało. Sz. dostał mundur wojskowy i występował na prelekcjach z młodzieżą, opowiadając o ciężkiej doli partyzanta. Odtąd już nikt nie wytykał majorowi Dudkowi, że Tuchów, niby takie ważne miasteczko, z amfiteatrem, własną oczyszczalnią ścieków, własnym szpitalikiem z tak doskonałym oddziałem położniczym że większość obecnych tarnowskich trzydziestoparolatków tu się właśnie rodziła- nie ma ani jednego partyzanta. Sz. był przecież żywym zaprzeczeniem takiej obelgi. Major triumfował, nie po raz pierwszy zresztą…

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *