Ze Starej Szafy. Nieprawdopodobny incydent przy otwarciu piekarni. Szych opowiada, Bielawski spisuje

Ilustrowany Kurier Codzienny
4 Min. Czytania

– To co, pogrzebiemy jeszcze trochę w Starej Szafie tuchowskiej?

Ależ z rozkoszą. Ilekroć staczałem się moim toczydełkiem, jak nazywałem małego fiata, z Zabłędzy w kierunku miasteczka, czułem jakbym wjeżdżał do Księgi, w której wszystko się może wydarzyć. I na ogół tak było. Zaproszono mnie kiedyś, jeszcze w latach 70-tych minionego stulecia, do uroczystego otwarcia piekarni. Czyż mogłem przypuszczać, że to banalne wydarzenie mieć będzie swoją nieprawdopodobną dramaturgię?

– A miało?

– Oczywiście. Major Dudek, jak nieodmiennie nazywaliśmy wieloletniego naczelnika miasta i gminy Tuchów, nadawał iście bizantyjski styl najzwyklejszemu nawet zdarzeniu w miasteczku. Nie inaczej było z tym otwarciem…

– Na czym on polegał ów styl?

– Scenariusz zdarzenia obmyślił major osobiście. Na placu przed piekarnią miał się zgromadzić miejscowy lud, za którym posadowiono orkiestrę strażacką pod batutą szefa jednostki Józefa Piątka. Miał on utrzymywać kontakt wzrokowy z Dudkiem. Kiedy major po krótkiej przemowie miał w teatralnym geście poprawiać włosy, był to sygnał dla Piątka, że orkiestra ma zacząć grać…

– Interesujące! A ten lud?

– Lud miał wyczekiwać na zakończenie przemowy i pojawienie się na rampie gdzie stali gminni dostojnicy- naczelnik, komendant milicji i 1 sekretarz- piekarzy. Mieli oni pobrać na oczach społeczeństwa chlebowe zaczyny z z dzież, zniknąć z nimi na zapleczu, a kiedy już grała orkiestra, mieli pojawić się ponownie z ciepłym jeszcze chlebem i rozdawać go ludowi.

– Piękny scenariusz!

– Owszem piękny. Symboliczny: oto władza karmi chlebem naszym powszednim swój lud. Ale, jak to bywa w życiu, nie wszystko potoczyło się po myśli majora Dudka.

– Cóż zatem zakłóciło ceremoniał?

– Zbieg niezwykłych okoliczności. Otóż wymieniona tu trójca dostojników spożyła nieco napojów wyskokowych dla dodania sobie odwagi przed masową imprezą. 1 sekretarz nie miał wtedy dobrego dnia. Wprost przeciwnie. Chwiał się nieco na nogach, stojąc przed posadowionymi na rampie kadziami z zaczynem.

– Ooo…

– Tak. I wtedy nastąpiła znienacka katastrofa! Major chciał rozpocząć mowę od inwokacji: ”Społeczeństwo Tuchowa, otwieramy oto…”. Ale nie dokończył. Bo mówiąc o otwarciu, szeroko rozrzucił ramiona przed siebie i kantem dłoni uderzył w grdykę 1 sekretarza. Ten , już i bez tego chwiejny, zachwiał się od uderzenia jeszcze bardziej. Podcięło mu nogi i wpadł głową do kadzi z zaczynem. Major odwrócił się w tym kierunku i ku swemu przerażeniu zobaczył jedynie nogi 1 sekretarza. Reszta ciała dostojnika zanurzona była w zacznie chlebowym.|- Rany boskie, jezusie maryjo! – wykrzyknął major mimo że był niewierzący i do kościoła nie uczęszczał. Złapał się z przerażenia za głowę, a gest ten nie uszedł uwadze strażakowi Piątkowi, który z oddali nie widział co się wydarzyło na rampie. Zrozumiał, że to sygnał do rozpoczęcia grania wojskowych marszów. I tak też się stało.

– Ostatecznie sekretarza wydobyto z kadzi z zaczynem, po chwili piekarze wynieśli ludowi bochny chleba, sekretarza cucono wewnątrz piekarni. Wszystko zatem mimo żałosnego początku miało swój szczęśliwy finał…

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *