Opowieści niesamowite. Dziewczynka na zardzewiałej huśtawce

7 minut czytania

Przed stoma laty ta piętrowa kamienica z charakterystycznej dla Zagłębia i Śląska, ponurej czarnej cegły, przy ul. Dąbrowskiego w Dąbrowie Górniczej była tu jedną z wielu. Dziś liczy sobie dokładnie sto lat i jest jedyną tego rodzaju w całej okolicy, otoczona nowobogackimi willami i kolorowym budynkami z wielkiej płyty. Obecnie od dawna, w tym mocno zaniedbanym domu, straszącym pustymi oczodołami wąskich okien ,ciągle jeszcze ozdobionymi niewielkimi talerzami anten satelitarnych, nie mieszka już nikt. Nikt, poza panią Leokadią, tajemniczą, liczącą sobie tyle lat co sama kamienica, ale zachowującą zdumiewającą i budzącą podziw bystrością umysłu i fizyczną sprawnością. Dostrzec można ją tylko raz dziennie: pojawia się na mocno zaniedbanym podwórku, kiedy chyłkiem przemyka, nie wiadomo skąd, tuż po zmroku i znika w czeluściach dziwnego domu.

O tym, że niegdyś podwórko mogło tętnić życiem dziś świadczyć może jedynie stara, mocno już zardzewiała huśtawka, posadowiona jak przed laty pośrodku, między dającą upragniony cień w gorące dni gruszą i ruderami, w których dawni lokatorzy trzymali zapas węgla na zimę, ziemniaki, hodowali jak wszyscy dawni górnicy- gołębie i króliki. Ale to już przeszłość, znajoma jedynie tym najstarszym. Mimo to, rudery tętnią życiem, zwłaszcza latem. Zaanektowali je na przytulne mieszkanka dziwni osobnicy, zapewne pozbawieni własnego , domowego kąta. Śpią tu, piją, jedzą, czasami pograją w karty i tylko od czasu do czasu wymykają się do miasta. Pobliski całodobowy sklep z alkoholem to dla nich prawdziwy luksus: wystarczy o każdej porze dnia i nocy przejść na drugą stronę ulicy. O wiktuały dba pan Ferdynand, człowiek o wspaniałym imieniu, lichej posturze, mocno zaniedbanym odzieniu. W okolicy znają go wszyscy, bo, mówiąc sam do siebie, dokonuje każdego dnia, krzycząc, krytycznej mocno oceny sytuacji w mieście, Polsce i na świecie.

I tacy właśnie ludzie, beztroscy, nie liczący godzin ani dni, dla których pierwsza w nocy jest tak samo dobrą porą jak pierwsza po południu, byli tu przez długi czas jedynymi świadkami niesamowitego zdarzenia.

– Mogła być pierwsza, albo trochę dalej. Nie spaliśmy jeszcze, bo szczury strasznie hałasowały. Czekaliśmy na koty, które je stąd przepędzają, bo zdarzało się, że któregoś z naszych te szczury pogryzą. Zaskrzypiały drzwi do tej starej kamienicy. Wyszła mała dziewczynka, może trzy albo cztery lata. Z warkoczami, świecił księżyc, to my je widzieli. W ręce trzymała szmacianą lalkę. Usiadła na huśtawce i zaczęła się kiwać. Niemiłosierne zgrzytanie. Ferdek próbował ją uciszyć, ale chyba nic nie słyszała… Bawiła się tak z pół godziny, zanim znowu poszła do domu.

Naprzeciwko stuletniej kamienicy stoi czteropiętrowy blok, z oknami od kuchni wychodzącymi na upiorne podwórko.

– Kiedy Staszek, ten który tu sypia, w tych komórkach, opowiedział nam z przejęciem o tej małej ze szmacianą lalką, trochę się niego naśmiewałyśmy. ”A nie wypiliście aby za dużo?”- ktoś go zagadnął. Przysięgał, że widzieli nocną dziewczynkę na huśtawce.

Ludzie z bloku czasami przyniosą bywalcom komórek garnek pomidorowej albo trochę chleba z wędliną. Nie wierzyli ich opowieściom o dziewczynce na zardzewiałej huśtawce. Do czasu.

– A jednak ci nasi „turyści”, jak ich nazywamy, mieli rację- opowiada pani Joanna, mieszkająca na drugim piętrze, dokładnie vis-a vis podwórka i starej kamienicy. Była parna noc, nie mogłam spać. W dodatku to rytmiczne skrzypienie nie do zniesienia… Wyjrzałam przez kuchenne okno. Na huśtawce bujała się mała dziewczynka! Przyciskała szmacianą lalkę do piersi. pochylała się nad nią, jakby coś jej mówiła szeptem. Nie mogłam oderwać oczu od tej sceny. Po jakimś czasie dziecko zeskoczyło z siedzenia i zniknęło w drzwiach kamienicy. Huśtawka bujała się jeszcze jakiś czas, niemiłosiernie skrzypiąc.

Pani Joanna długo nie mogła przyjść do siebie. Obudziła męża, ale ten, zaspany ,ofuknął ja tylko. ”Pewnie miałaś jakieś senne majaki. To się zdarza w nocy”

Ale świadków zdarzenia, statecznych ludzi z bloku, którzy widzieli dziewczynkę na huśtawce przybywało. Byli zdumieni przerażeni wręcz zjawiskiem, bo przecież, poza samotną, stuletnią panią Leokadią nikt tu już nie mieszka. Skąd dziecko w takim miejscu o takiej porze? Wezwana którejś nocy policja nie stwierdziła nic osobliwego.

Pewnej nocy zgrzytnęły upiornie wielkie, drewniane drzwi starego domu. Wyłoniła się z nich staruszka i ruszyła zadziwiająco żwawym krokiem na środek podwórka, w stronę huśtawki. W ręku ściskała kurczowo szmacianą lalkę. Najwyraźniej bujanie się, coraz wyżej i wyżej, sprawiało jej przyjemność, bo rytmicznie klaskała w dłonie i śmiała, śmiechem małego dziecka.

A potem zamazała wszystko czarna noc i z najwyższym trudem ktoś cierpiący na bezsenność dostrzegł, że z huśtawki zeskakuje mała dziewczynka i znika w drzwiach kamienicy…

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.